Blog > Komentarze do wpisu

Od pierwszej randki do ostatniej rozprawy

Od pierwszej randki do ostatniej rozprawy, pod red. Adama Cedry, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015

Książka zainteresowała mnie z osobistych, żywotnych powodów, toteż ją sobie przeczytałam. Mamy tu uogólniony przekrój problemów - uogólnionych, bo to malutka książka, 176 str. - które pojawiają się w różnych fazach związku. Jest mowa o fascynacji i zauroczeniu, o amoku zakochania, o ludzkich cechach, które wpływają na wybór takiego a nie innego partnera, o oczekiwaniach i zawodach, o odgrywanych nieświadomie rolach i scenariuszach, kryzysach i zakończeniu związku.

Zamieszczone tu teksty lub wywiady były publikowane na łamach "Charakterów" i teraz pojawiły się w jednej książce. Po każdej części przytoczonych jest kilka listów od czytelników wraz z odpowiedziami terapeutów.

Ciekawe, pobudzające do myślenia, tylko że chciałoby się więcej i głębiej.

Dla mnie najbardziej poruszający, oczywiście z prywatnych przyczyn, był fragment o "czterech jeźdźcach Apokalipsy" - jak nazwał to amerykański badacz John Gottman -  czyli o podstawowych czynnikach sprzyjających rozwodowi. Są to (cytuję, str. 99):

• krytycyzm wobec partnera - nie jest to pretensja o jakąś konkretną sprawę, lecz obwinianie partnera i oskarżanie go o wszystko, co się zdarza;

• pogarda i lekceważenie partnera - nie tylko słowami, także gestem, spojrzeniem, tonem głosu; pogarda uszkadza poczucie bezpieczeństwa i wzajemny szacunek;

• postawa obronna - będąca odpowiedzią na krytycyzm i pogardę: zamykanie się w sobie lub kontratak, próby dopieczenia partnerowi, wytknięcia mu jego niedoskonałości i ułomności;

• postawa obstrukcyjna - małżonkowie kamienieją i zachowują wobec siebie lodowaty dystans; ten ostatni grzech bywa niedoceniany, gdyż pozornie nie ma wiele wspólnego z agresją, ale wielki chłód bardziej zagraża relacji niż jawna złość i kłótnia.

Autorzy akurat tego rozdziału, za Marią i Bogdanem de Barbaro - polskimi psychologami, stwierdzają, że mimo dystansu i wzajemnej pogardy związek może przetrwać w skarlałej postaci. jest jak zakontraktowana umowa dwojga niechętnych sobie ludzi, którzy pozostają w związku z wygody lub leku przed samotnością. czasem bycie razem w pustym związku oznacza rodzaj uwięzienia, z którego nie można się wyrwać. Ceną za utrzymywanie takiej niszczącej więzi jest zaniedbanie wielu ważnych potrzeb i obszarów życia.

No właśnie. Tyle że jeśli ktoś decyduje się wyjść z takiego związku, ma przed sobą jeszcze długą drogę rozwodową. Przynajmniej w Polsce, bo w krajach anglosaskich rzecz wygląda zupełnie inaczej - nie ma miejsca na wyniszczającą, niepotrzebną walkę.

Psychologowie w tej książce dowodzą, że oboje małżonkowie tracą coś  wspólnego. trzeba sobie uświadomić tę stratę, przeżyć ból i smutek, przyjąć odpowiedzialność za swój udział w rozwodzie, a to jest podstawa do poczucia bezpieczeństwa. Wyzbyć się gniewu, frustracji, poczucia zranienia czy też winy, a z drugiej strony zadbać o głęboką refleksję o błędach, które się popełniło. prowadzenie wyniszczającej walki, to krzywdzenie przede wszystkim siebie i własnych dzieci. Partner, nierzadko mszcząc się na partnerze, niszczy własne dziecko, czyli wyrządza krzywdę sobie samemu.

Na samym wstępie redaktor Adam Cedro przyznał, że najlepiej uczymy się na własnych błędach, ale może - jak w medycynie - lepiej zapobiegać niż leczyć. Więc tym, którzy nie są tak jak ja zainteresowani najbardziej ostatnim rozdziałem, te książkę polecam.

 

poniedziałek, 27 czerwca 2016, lala.lu
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/06/27 18:37:49
Ktoś kiedyś powiedział, że najlepiej byłoby wspólne życie zacząć od rozwodu, bo wtedy najlepiej poznaje się partnera. Nie jest to możliwe. Nie zawsze da się pokojowo zakończyć małżeństwo, bo nie tylko od nas to zależy. Myślę jednak, że zawsze warto szukać winy w sobie. Nie po to, żeby się udręczać, ale żeby móc iść dalej oczyszczonym i świadomym. Ja też mam taką zasadę, że nie lubię myśleć, że to ktoś spieprzył moje życie. To tylko i wyłącznie moja rola i moje prawo!
-
2016/06/27 20:10:55
Muszę się przyznać : jak zobaczyłam tytuł wpisu, to pomyślałam, że będzie bardzo osobiście :)
-
2016/06/28 10:06:57
Ilenko - podchodzę do tego tak jak opisałaś, dlatego czuję się w miarę nieźle. Widzę swoje błędy wyraźnie, uświadomiłam sobie swoje ropusze cechy, które w przyszłości muszę ogarniać, nie mam pretensji, jestem zdolna rozstać się w sposób cywilizowany. Mój mąż - nie. Jest urażony i pałający chęcią zemsty, totalnie złośliwy, sieje totalne zniszczenie, a jego rodzice podsycają te akty terroru. Od roku milczę, nie reaguję na zaczepki - ostatnio nie wytrzymałam i wydarłam się na wpierdalającą się sąsiadkę tak, że aż zachrypłam.
-
2016/06/28 10:11:04
Żono Oburzona - właściwie jest osobiście. Mogłabym tu zamieścić zdjęcie auta zaparkowanego w ogrodzie (bo najlepiej dopieprzyć mi, niszcząc to, co kocham) albo do połowy skoszony trawnik (bo on skosił wybraną połowę ogrodu, tylko ze ja nie płace połowy rachunków, tylko wszystkie w całości) albo wykopaną dziurę w ogrodzie (chciał coś posadzić czy złamać nogę?). Tylko po co mam to robić? To żałosne. Trzeba przez to przejść, zachowując szacunek do siebie.
-
2016/06/28 20:57:41

"....od roku" piszesz ??
Szmat czasu jak na takie piekło. Szczerze Ci współczuję, bo dla mnie to życie jak na polu minowym.
Dobrze, że masz satysfakcjonującą pracę i fajne koleżanki, bo dla zdrowia to pewnie konieczna odskocznia.
Mam nadzieję, ze finał sprawy już blisko!
-
2016/06/29 12:01:03
Taniu - nie jest niestety blisko. Na koniec maja powiedziałam o rozwodzie, ale nie złożyłam od razu pozwu ze względu na okres urlopowy, ale w kość już zaczęłam dostawać ostro. Pozew złożyłam w sierpniu. Pierwsze rozprawa był dopiero w styczniu. Sąd podjął decyzję o mediacji w celu wypracowania ugody rozwodowej. Mediacje trwały 4 miesiące, ale się nie powiodły - pani z niczego nie ustąpił. I właściwie czekam na termin drugiej rozprawy. Dopiero cała karuzela z praniem brudów, świadkami się zaczyna. Pytam, po co? Ale to tylko ja nie widzę sensu.
-
2016/06/29 13:10:13
Lala.lu, nie mam pojęcia jak jest w Twoim małżeństwie, ale mój mąż pod koniec okazał się tak wyrachowanym dupkiem, że to głowa mała. Książki w tajemnicy wywoził do teściów, żeby tylko czasem u mnie nie zostały. A gdy już w trakcie rozwodu, zobaczył że kupiłam książkę jego ulubionego pisarza, chciał ode mnie ją pożyczyć. Gdy odmówiłam, rzucił nią o ścianę:))))) Milusi, prawda? Obawiam się, że u Ciebie też może chodzić o kasę i udowodnienie, że nic Ci się z małżeństwa nie należy. Trzymam kciuki za jak najszybsze zakończenie tego syfu, bo dopiero po wszystkich wyrokach można wziąć głębszy oddech.
-
2016/06/29 15:31:18
No więc u mnie też się tak okazuje. Ku mojemu zaskoczeniu, bo nie spodziewałam się, że jest taki. Mój mąż dookoła palca owinął sobie moherowe berety o niespotykanym stopniu fanatyzmu (sąsiadki i ciotki), które ze zgrozą wysłuchują, co ja mam wydepilowane. Oczywiście, że chce mnie pozbawić majątku, jakby zapomniał, że pracuję i zarabiam tyle samo, co on.
Żyję w świecie dwójmyślenia: prasuję ciuchy i słyszę, że pierwszy raz to robię; gotuję obiad - też pierwszy raz; zabieram dzieci gdzieś - pierwszy raz. Byłam złą żoną i matką, a pozew złożyłam, bo mam kochanków - mohery zadrżały z emocji.
-
2016/07/02 15:43:57
Lala.lu, a ja myślałam, że zachowując resztki szacunku, dawno się rozstaliście.
Szczerze Ci współczuję.
-
2016/07/04 08:38:55
Dziękuję Ci Eldko, ja nam obojgu też współczuję. Już nawet nasze starsze dziecko stwierdziło, że lepiej byłoby, gdybyśmy się już rozwiedli.
zBLOGowani.pl