Blog > Komentarze do wpisu

Kobiety, które kochają za bardzo

Robin Norwood KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO

Rebis, Poznań 2013

Ależ to jest kapitalna książka! W naszym zaburzonym społeczeństwie powinna być lekturą obowiązkową, gdyż za mało się mówi o decydującym wpływie dzieciństwa na dorosłe życie człowieka. Za mało się mówi o tym, kiedy człowiek naprawdę jest dojrzały, a kiedy jest tylko przerażonym dzieckiem w ciele dorosłego, odgrywającym nieustannie i bez świadomości te same schematy, cierpiącym i sfrustrowanym nieudanym życiem.

Kto to jest kobieta, która kocha za bardzo?

Autorka, amerykańska psychoterapeutka definiuje ją we wprowadzeniu, mówi: "Jeśli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo", "Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia (...), kochamy za bardzo", "Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechce się dla na zmienić (...), kochamy za bardzo"... jest jeszcze kilka takich "jeżeli".

W tej książce rozważone są przyczyny, dla których wiele kobiet - szukając kogoś, kto by je kochał - nieuchronnie trafia na partnerów zimnych i szkodliwych. Wiele kobiet widzi już na wstępie, że związek nie zaspokaja ich potrzeb, a jednak nie potrafi położyć mu kresu. Partner okazuje się nieodpowiedni, obojętny, nieprzystępny, a kobieta nie umie się z nim rozstać. Why?

Autorka pisze o kobietach, jednak dodaje, że w podobny nałóg, wynikający z podobnych źródeł wpadają także mężczyźni, jednakże oni nie mają tendencji do "chorej miłości", raczej rzucają się w pogoń za czymś bezosobowym i zewnętrznym - praca, hobby, sport, używki...

Źródłem późniejszych problemów człowieka jest jego nieprawidłowo funkcjonująca rodzina, gdzie wszyscy odgrywają sztywno swoje role, nikt zaś nie mówi swobodnie tego, co czuje, co myśli, czego chce, co mu się przytrafiło. W efekcie taka rodzina nie zaspokaja podstawowych potrzeb emocjonalnych. Kobita wychodząca z takiej rodziny, pozbawiona autentycznej troski i wsparcia, usiłuje to nadrobić, nieustannie odgrywa to w swoim dorosłym życiu, najczęściej stając się piastunką mężczyzny, który sprawia wrażenie potrzebującego. Jej jako dziecku nie udało się zmienić rodziców w czułych opiekunów, więc reaguje silnie na swojska postać kogoś, kto jest uczuciowo niedostępny. Taka kobieta przywykła do braku wzajemności, dlatego czeka, żywi nadzieję i wciąż próbuje na nowo. Bierze odpowiedzialność za oboje, a siebie ocenia niezwykle nisko. Taka kobieta nie zaznała w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa, dlatego przejawia ogromna potrzebę panowania nad partnerem, potrzeba ta jest ukryta pod maską "bycia pomocną". Taka kobieta przebywa w świecie urojonym - nie chce widzieć, że facet rani i rozczarowuje - wierzy, że będzie on kimś innym, gdy tylko ona będzie wystarczająco kochająca.

W książce znajdziemy historie i sytuację kobiet, w momencie gdy trafiały do terapeutki, a następnie ich psychologiczną analizę. Na przykład Peggy.

"Peggy nigdy nie zaznała miłości. Wychowana bez ojca, nie wiedziała nic o mężczyznach, zwłaszcza ciepłych i kochających. Wcześnie zaznała natomiast odrzucenia i stałej krytyki ze strony babki. Wcześnie nauczyła się daremnego zabiegania o czyjąś miłość (...). Kiedy więc napotkała mężczyznę zimnego, pełnego rezerwy i pretensji do świata, nie mogła się powstrzymać. Miała znów sposobność, by podjąć żarliwe próby dokonania na kimś cudownej metamorfozy. Karmiąc się rzadkimi chwilami życzliwości nowego partnera, uparcie interpretowała je jako dowód pewnych postępów i zmagała się z nim nadal, choć rujnowała własne życie. Chciała bowiem zmienić nie tyle drugiego męża, ale także babkę i matkę, które kryły się w jego osobie" [s. 104].

Autorka podsumowuje wprost: "Im trudniej zerwać niezdrowy układ, tym więcej zawiera on elementów przeniesionych z dzieciństwa. Kochamy za bardzo, ponieważ chcemy przezwyciężyć nasze dawne lęki, zawody, cierpienia i napady bezsilnej złości" [s.113].

A co z trudnymi partnerami kobiet kochających za bardzo? Oni, kultywując własną chorobę (zaburzenie, traumę, uzależnienie etc.) nie szukają kogoś, kto by pomógł im wyzdrowieć, szukają partnerki, przy której mogliby chorować w poczuciu bezpieczeństwa, szukają pocieszycielek, współczujących, wspierających, rozwiązujących problemy...

Robin Norwood stwierdza wreszcie, że podstawową choroba kobiety kochającej za bardzo jest uzależnienie się od cierpienia i przyzwyczajenie do nieodwzajemnionych uczuć. Szczegółowo wyjaśnia wszystkie kroki w kierunku zdrowia - czyli zmiany siebie, bycia po swojej stronie, bycia autentyczną, uznania swoich wad i zalet, uznania swoich pragnień i potrzeb, dawania sobie - jakkolwiek te rzeczy brzmią tu banalnie, o to właśnie chodzi i wbrew pozorom trudno to osiągnąć.

wtorek, 27 września 2016, lala.lu
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/09/27 18:21:50
Książkę czytałam.
Rzeczywiście b. ciekawa i ...niestety bardzo prawdziwa.
-
2016/09/27 20:55:15
Taniu - czytam, widzę, rozpoznaję, rozumiem...
zBLOGowani.pl