Blog > Komentarze do wpisu

Gubienie tożsamości w globalnej wiosce

Elif Shafak - ARAF - Znak, 2017

Po "Uczniu architekta" z ciekawością sięgnęłam po kolejną książkę tureckiej pisarki Elif Shafak. Tym razem powieść osadzona jest we współczesności, konkretnie w Bostonie. Kilku trzech młodych chłopaków - Hiszpan, Marokańczyk i Turek - razem wynajmowało mieszkanie, przy okazji znali kilka dziewcząt, w tym bulimiczkę Meksykankę, lesbijke Amerykankę i Gail - o zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych, przeżywająca ataki paniki i epizody fobii społecznych.

Tak, to historia o ludziach, którzy przezywali poczucie wyobcowania na najróżniejsze sposoby: w obcym państwie, z obcym językiem, w którym nie potrafili wyrazić wszystkich swoich myśli, w towarzystwie obcych religii, innych zwyczajów żywieniowych... jak to się dziś mówi "multi kulti" albo totalny misz masz kulturowy.

Elif Sharak pokazała brak zakotwiczenia, odcięcie od korzeni, brak domu i przeróżne tego konsekwencje - zwłaszcza psychiczne. Zwłaszcza tożsamościowe.

Świat niby stał się globalna wioską: wszędzie mamy blisko i możemy się znaleźć w przeróżnych miejscach tego świata, ale to nie oznacza, że wszędzie mamy dom, że wszędzie jesteśmy u siebie. Przeciwnie. Wcale nie jesteśmy.

Książka pełna jest bardzo ciekawych i celnych obserwacji. Na przykład:

"Głównym wymogiem zamieszkania w obcym kraju jest udziwnienie czegoś najbardziej do tej pory własnego - swojego imienia" [s. 10] - to widzi Ömer Özsîpahîoglu, który musiał zostać po prostu Omarem. Kwestia nie leżała jednak tylko w pominięciu pisowni nieznanych znaków diakrytycznych, ale i w wymowie. Pisarka w innym miejscu tłumaczy kulturowe znaczenie imienia, mówiąc między innymi, że "zakochanie się jest przywłaszczeniem sobie imion ukochanej osoby", że "imiona są mostami do zamków naszego istnienia", że nie bez powodu "historia religii to wyliczanka czczonych imion"...

Znajdujemy tu też inne spostrzeżenia o utracie tożsamości: "Oto siedzi w otoczeniu setek oszałamiająco różnorodnych twarzy i ani jedna nie wygląda znajomo. Żadna z tych osób nie ma najmniejszego pojęcia, kim [on] jest. Nikt a nikt.Dla każdej z nich jest nikim, czysty i nieskazitelny - pozbawiony imienia, przeszłości, a tym samym także wad. A ponieważ był nikim, mógł zostać kimkolwiek" [s.100].

I jednocześnie utracie podmiotowości w oczach innych ludzi: "Będąc cudzoziemcem, nie można być już skromnym sobą. jesteś swoim narodem, swoim miejscem urodzenia. Jesteś wszystkim, tylko nie sobą" [s. 135].

Bohaterami powieści są dwudziestoparoletni ludzie, więc nie mogło tu zabraknąć wątków miłosnych i kwestii związków. Ömer wypowiada słowa, które mnie poruszyły:

"Nabrałem przekonania, że miłość przypomina trochę wiarę w cuda. Ona też opiera się na oczekiwaniach i wierzeniach. Liczymy na to, że istnieje jeszcze dla nas ratunek i że kiedyś ktoś szczególny przyniesie nam zbawienie. czy to nie tęsknota za cudem? Nawet jeśli się wie, że od tego świata nie należy oczekiwać zbyt wiele, coś w nas cały czas się opiera... nie porzuca nadziei... że osoba, która będziemy kochać, może pokochać nas" [s. 317].

Poruszyły mnie, bo są wbrew psychologiom o kochaniu samego siebie, wbrew lansowaniu idiotycznej idei singla. Bowiem człowiek do pełnego życia potrzebuje drugiego człowieka i miłości.

czwartek, 11 maja 2017, lala.lu
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
zBLOGowani.pl