RSS
wtorek, 27 września 2016

Kilka słów o seksie - cd o świetnej książce:
Robin Norwood KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO
Rebis, Poznań 2013

W książce, którą tak bardzo pragnę zarekomendować, jest wiele ciekawych historii i ich psychologicznych analiz, jedna dotyczy Trudi.

Otóż Trudi pragnęła być kochana, ale jakoś żaden z licznych mężczyzn, których spotykała na drodze, jej nie kochał. Starała się bardzo, była świetna w łóżku - eksperymenty, ekscesy, wyuzdanie itd., a jednak bez satysfakcji. Po ostatnim kochanku, żonatym, który w sklepie udawał, że jej nie zna, chciała popełnić samobójstwo. Trafiła na terapię.

W dzieciństwie rodzice zajęci własną wojną nie dali jej opiekuńczości, czułości, zainteresowania i oparcia - żyła w głębi swojej izolacji. Więc w dorosłym życiu, przyzwyczajona do cech i zachowań negatywnych, czuła się w ich obecności lepiej - były swojskie. A jej nierealistycznym marzeniem było wydobycie z dziwnych mężczyzn pięknych cech: troski, ciepła, szlachetności...

Podczas terapii musiała zmienić nastawienie do siebie, zaakceptować siebie. Udało się. Jednakże Trudi wróciła do terapeutki po jakimś czasie od zakończenia terapii z innym problemem.

Problem nazywał się Hal - miły, sympatyczny, normalny, kochający , a ona zrobiła się w łóżku sztywna - straciła ochotę na seks. Nie rozumiała, co się dzieje, przecież się kochają i zamierzają pobrać.

Terapeutka wyjaśniła, że to normalny proces: nieposiadanie czegoś jest bardziej pobudzające niż posiadanie. Miły, kochający, oddany mężczyzna nie wyzwoli tyle adrenaliny, co niedostępny i odpychający. Seks świetnie idzie w parze z opętaniem. Wszystkie mocne uczucia podniecenia i denerwująca niepewność, a nawet lęki przyczyniają się do bomby zwanej miłością. Ale jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Terapeutka wyjaśniła Trudi, że ona zwyczajnie boi się stracić swoje opancerzenie, które chroni przed prawdziwym zranieniem. Wcześniej Trudi rzucała się na mężczyzn, bo nigdy nie ryzykowała autentycznego zbliżenia, nigdy nie miała do czynienia z bliskością, bo żadnemu z tych mężczyzn nie zależało na bliskości.
A teraz jest z mężczyzną, który o niczym innym nie marzy i ona panikuje, boi się. Nie ma doświadczenia w miłości i prawdziwym zaufaniu. Jedyne, co może teraz zrobić, to przejść przez to - mówić prawdę o swoich odczuciach. Nie zabiegać, nie wysilać się na show - pozwolić się kochać.

Samotność nakłania ludzi do szukania związków, a z drugiej strony strach nakłania do wybierania ludzi, z którymi nic z tego nie wyjdzie. Unikanie bliskich związków polega na walkach toczonych miedzy kobietami, które kochają za bardzo, a mężczyznami, którzy kochają niedostatecznie mocno. Pozycje goniącego i uciekającego są odwracalne, ale całkowite ich wyeliminowanie wymaga od partnerów niezwykłej odwagi, zaufania i zgody na to, że można zostać zranionym.



Robin Norwood KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO

Rebis, Poznań 2013

Ależ to jest kapitalna książka! W naszym zaburzonym społeczeństwie powinna być lekturą obowiązkową, gdyż za mało się mówi o decydującym wpływie dzieciństwa na dorosłe życie człowieka. Za mało się mówi o tym, kiedy człowiek naprawdę jest dojrzały, a kiedy jest tylko przerażonym dzieckiem w ciele dorosłego, odgrywającym nieustannie i bez świadomości te same schematy, cierpiącym i sfrustrowanym nieudanym życiem.

Kto to jest kobieta, która kocha za bardzo?

Autorka, amerykańska psychoterapeutka definiuje ją we wprowadzeniu, mówi: "Jeśli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo", "Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia (...), kochamy za bardzo", "Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechce się dla na zmienić (...), kochamy za bardzo"... jest jeszcze kilka takich "jeżeli".

W tej książce rozważone są przyczyny, dla których wiele kobiet - szukając kogoś, kto by je kochał - nieuchronnie trafia na partnerów zimnych i szkodliwych. Wiele kobiet widzi już na wstępie, że związek nie zaspokaja ich potrzeb, a jednak nie potrafi położyć mu kresu. Partner okazuje się nieodpowiedni, obojętny, nieprzystępny, a kobieta nie umie się z nim rozstać. Why?

Autorka pisze o kobietach, jednak dodaje, że w podobny nałóg, wynikający z podobnych źródeł wpadają także mężczyźni, jednakże oni nie mają tendencji do "chorej miłości", raczej rzucają się w pogoń za czymś bezosobowym i zewnętrznym - praca, hobby, sport, używki...

Źródłem późniejszych problemów człowieka jest jego nieprawidłowo funkcjonująca rodzina, gdzie wszyscy odgrywają sztywno swoje role, nikt zaś nie mówi swobodnie tego, co czuje, co myśli, czego chce, co mu się przytrafiło. W efekcie taka rodzina nie zaspokaja podstawowych potrzeb emocjonalnych. Kobita wychodząca z takiej rodziny, pozbawiona autentycznej troski i wsparcia, usiłuje to nadrobić, nieustannie odgrywa to w swoim dorosłym życiu, najczęściej stając się piastunką mężczyzny, który sprawia wrażenie potrzebującego. Jej jako dziecku nie udało się zmienić rodziców w czułych opiekunów, więc reaguje silnie na swojska postać kogoś, kto jest uczuciowo niedostępny. Taka kobieta przywykła do braku wzajemności, dlatego czeka, żywi nadzieję i wciąż próbuje na nowo. Bierze odpowiedzialność za oboje, a siebie ocenia niezwykle nisko. Taka kobieta nie zaznała w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa, dlatego przejawia ogromna potrzebę panowania nad partnerem, potrzeba ta jest ukryta pod maską "bycia pomocną". Taka kobieta przebywa w świecie urojonym - nie chce widzieć, że facet rani i rozczarowuje - wierzy, że będzie on kimś innym, gdy tylko ona będzie wystarczająco kochająca.

W książce znajdziemy historie i sytuację kobiet, w momencie gdy trafiały do terapeutki, a następnie ich psychologiczną analizę. Na przykład Peggy.

"Peggy nigdy nie zaznała miłości. Wychowana bez ojca, nie wiedziała nic o mężczyznach, zwłaszcza ciepłych i kochających. Wcześnie zaznała natomiast odrzucenia i stałej krytyki ze strony babki. Wcześnie nauczyła się daremnego zabiegania o czyjąś miłość (...). Kiedy więc napotkała mężczyznę zimnego, pełnego rezerwy i pretensji do świata, nie mogła się powstrzymać. Miała znów sposobność, by podjąć żarliwe próby dokonania na kimś cudownej metamorfozy. Karmiąc się rzadkimi chwilami życzliwości nowego partnera, uparcie interpretowała je jako dowód pewnych postępów i zmagała się z nim nadal, choć rujnowała własne życie. Chciała bowiem zmienić nie tyle drugiego męża, ale także babkę i matkę, które kryły się w jego osobie" [s. 104].

Autorka podsumowuje wprost: "Im trudniej zerwać niezdrowy układ, tym więcej zawiera on elementów przeniesionych z dzieciństwa. Kochamy za bardzo, ponieważ chcemy przezwyciężyć nasze dawne lęki, zawody, cierpienia i napady bezsilnej złości" [s.113].

A co z trudnymi partnerami kobiet kochających za bardzo? Oni, kultywując własną chorobę (zaburzenie, traumę, uzależnienie etc.) nie szukają kogoś, kto by pomógł im wyzdrowieć, szukają partnerki, przy której mogliby chorować w poczuciu bezpieczeństwa, szukają pocieszycielek, współczujących, wspierających, rozwiązujących problemy...

Robin Norwood stwierdza wreszcie, że podstawową choroba kobiety kochającej za bardzo jest uzależnienie się od cierpienia i przyzwyczajenie do nieodwzajemnionych uczuć. Szczegółowo wyjaśnia wszystkie kroki w kierunku zdrowia - czyli zmiany siebie, bycia po swojej stronie, bycia autentyczną, uznania swoich wad i zalet, uznania swoich pragnień i potrzeb, dawania sobie - jakkolwiek te rzeczy brzmią tu banalnie, o to właśnie chodzi i wbrew pozorom trudno to osiągnąć.

poniedziałek, 26 września 2016

TO, CO CZUJESZ. O EMOCJACH PROSTYCH I ZŁOŻONYCH

Wybór i opracowanie Małgorzata Dudzińska, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2016

Do wrześniowych "Charakterów" dołączono tę książeczkę, a że natura emocji bardzo mnie interesuje, przeczytałam z zapałem i gorąco polecam.

W kilkunastu tekstach, które ukazywały się na łamach miesięcznika "Charaktery", wybitni specjaliści polscy i zagraniczni wyjaśniają naturę emocji, ich celowość i niektóre zaburzenia z nimi związane.

Znalazłam tu na przykład potwierdzenie wartości wysiłku fizycznego w zmniejszaniu stresu. Holenderski psycholog mówi: "Medytacja towarzyszy nam od tysięcy lat i uważam, że to skuteczna metoda radzenia sobie z lękiem. Nie ma zaś tańszej terapii niż ćwiczenia fizyczne. Uważam, że współczesna epidemia depresji jest częściowo skutkiem stosowania urządzeń, które ułatwiają nam codzienne życie. zasiedzieliśmy się, bardzo rzadko czujemy się wyczerpani fizycznie, często zaś psychicznie. Dlatego wpływ ćwiczeń fizycznych bywa zbawienny".

Niestety wskazuje też na negatywny wpływ technologii na relacje społeczne: "Technologia pochłania coraz więcej naszego czasu i wypiera bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi. Kiedy rozmawiamy przez Skypa albo esemesujemy, od człowieka oddziela nas ekran albo pisany tekst - nie widzimy zatem jego twarzy. trudno być w kontakcie emocjonalnym z tą osobą - gorzej ją rozumiemy, możemy nie dostrzegać pewnych jej cech. Boje się, że technologia zabiera nam powoli zdolność do empatii - a przecież to esencja człowieczeństwa".

Mamy tu też tekst o gniewie, który - czego nie wiedziałam - jest wtórną emocją, która przesłania niepokój lub lęk. Komuś, kto odczuwa złość, ciężko dotrzeć do pierwotnych odczuć i je w sobie zweryfikować. Gniew czy złość to udawanie siły, złudne poczucie kontroli nad sytuacją. Ciekawe.

Inną scharakteryzowaną tu emocją jest wstyd, wynikający z niskiego poczucia wartości, nierzadko dość zapiekły i ukryty pod maskami władzy i siły. Jak pisze Magda Brzezińska, psychoterapeuci rekomendują trzy "odtrutki" na wstyd: bliskość, szczerość i godność. Oczywiście, że każde z tych "lekarstw" wywołuje lęk, bo odsłaniając się podejmujemy ryzyko odrzucenia, a przyjrzenie się własnej godności - ryzyko poznania, jak mało jej mamy.

Świetne teksty o zaburzeniach lękowych, depresji, o poczuciu szczęścia i zbawczej mocy wdzięczności, o nadziei... Podobało mi się stwierdzenie, że nadzieja obejmuje dwa czynniki: siłę woli i moc sposobu (tam gdzie jest wola, znajdzie się i sposób).

Ciekawy był też rozdział o błędnym kole nieufności: "podejrzliwość wcale nie chroni nas przed popełnieniem błędu. Sprawia, że polegamy tylko na sobie, a przecież nasza wiedza i doświadczenie nie zawsze wystarczą, by dokonać właściwej oceny".

piątek, 09 września 2016

Miało nie być internetu, ale jest, więc będzie wpis. Jak zrobić sobie nadzwyczajny weekend: znaleźć niewiarygodne miejsce, np. zamczysko albo dworek, i robić coś niecodziennego, najlepiej pierwszy raz w życiu. No więc wydobywałam w uprzednia sobotę minerały: kryształy górskie, wezuwiany i magnetyty; mieszkam w starym dworze z XVIII wieku i gdyby ktoś zapytał, tak, jestem szczęśliwa.

Dwór ten, w Stanicy w pobliżu Henrykowa, jest nazywany "pałacykiem miłości". Nazwa wzięła się od historii z młodym synem właściciela majątku w Konarach, który zakochał się w pięknej młodej Cygance. Ojciec, choć nie akceptował tego związku, polecił wybudować dla nich niewielki pałacyk. Oczywiście Cyganka dała dyla i zostawiła panicza we łzach. Dla mnie ten dworek byłby raczej symbolem zdrowej miłości ojcowskiej - nie akceptował a wybudował, czyli pozwolił synowi iść własną drogą.


Do roku 1945, w pałacu zamieszkiwali zarządcy Konarskiego majątku. Przetrwał druga wojnę światową, ale został ogołocony przez czerwonoarmistów, a pewnie i osiedlających się tu Polaków, którzy wcale nie wiedzieli, czy zostaną na długo i mienia niemieckiego nie szanowali. W latach 60. XX wieku był częścią pegeeru i swobodnie popadał w ruinę.


Od roku 1988 jest w rękach prywatnych i jest stopniowo remontowany. Właściciele nie mają żadnej wielkiej kasy, przydałaby się jakaś konkretna dotacja, bo miejsce piękne i budynek też - w środku tylko stare, stylowe meble. Zakochałam się na zabój - też chcę taki. Mogłabym go remontować do końca życia... 

W sobotę z dziecięcym zachwytem waliłam młotkiem w przecinak i w skałę, i wydobywałam wezuwiany i magnetyty. A wraz ze mną grupka podobnych zapaleńców. Bawiliśmy się przednio, jak dzieci wpuszczone do piaskownicy po długiej zimie. Robić coś pierwszy raz - bo dla mnie to był pierwszy raz - to najpiękniejsze zjawisko na świecie.

Wezuwiany to minerały należące do krzemianów (krzemiany wapnia, magnezu, żelaza i glinu), występują w wielu miejscach na Ziemi. W Polsce w Górach Izerskich, Kaczawskich, w okolicach Strzegomia i Strzelina. Te, które udało nam się złowić, były mikro, ale dały się zauważyć.

Magnetyty to minerały pospolite należące do tlenków (tlenek żelaza), są kruche, nieprzeźroczyste, mają właściwości magnetyczne. Myśmy wydobywali te z dużą zawartością tytanu - tytanomagnetyty. To te ciemne plamki na fotce.

Cudowne było wygrzebywanie kryształów górskich - bezbarwnych przeźroczystych minerałów należących do kwarców. Występują w wielu regionach Ziemi, w Polsce w okolicach Strzelina, w Karkonoszach, Górach Izerskich, Górach Świętokrzyskich i Tatrach.

No proszę, jakie śliczne.

Mieliśmy przewodnika - Michała, który nas wszędzie oprowadził i poopowiadał. Cierpliwie oglądał każde znalezisko. Oczywiście byliśmy też w jego pracowni, gdzie nam bezgłośnie opadły szczęki i nie chciały powrócić na swoje miejsce.

Piękne geody ametystowe

Szczotki ametystowe. Już zagięłam parol na wyprawę na ametysty.

Te czarne wypustki, to granaty.

I wiele innych gotowych do szlifowania albo innego użytku.

W niedzielę, ciesząc się z pięknej pogody, siedzieliśmy sobie na kocykach i poznawaliśmy różne szlachetne i półszlachetne kamienie. Teresa opowiadała o nich, pokazywała czym się charakteryzują, jak odróżnić chińską fałszywkę od oryginału, jak ich składy fizykochemiczne mogą oddziaływać na ludzki organizm. Nie obyło się bez "wiedzy tajemnej" i tak się zastanawiałam, czy chcę być w skórze Indiana Jones czy Harrego Pottera? Obie skóry mi się podobały.

To był cudowny, wartościowy weekend.

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

wtorek, 06 września 2016

Z brudnymi od ziemi palcami szybciutko demonstruję swoje wrzosowisko. Musiałam je w tym roku trochę odbudować, bo zeszłoroczna susza i moje gapiostwo wycięło mi ok. 15% roślin, czyli... aaaa.... ok. 80 sadzonek. Trudno, będę musiała zaczekać, zanim nowe utworzą dywan. Jest tu jakieś 13 gatunków o różnych porach kwitnienia - jeden kwitnie na koniec lutego i robi fioletowy dywan na śniegu, o ile jest śnieg. A o tej porze pszczoły mają tu swój raj.

To dużo pracy, ale zbyt lubię ten widok, żebym miała z niego zrezygnować :)

Tu moje nowe nasadzenia. Padły mi głównie golterie i dabecje, są bardzo delikatne. Posadziłam trochę wrzośćców (to te fuksjowe) - one też są wrażliwe, będę musiała przykryć na zimę.

W tle wielka, 70-letnia kalina.

Tagi: ogród
15:55, lala.lu
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96
Tagi
zBLOGowani.pl