RSS
poniedziałek, 20 marca 2017

Było cudnie. Miało lać - jechaliśmy w piątek wieczorem w deszczu i wracaliśmy w niedzielę wieczorem w deszczu - a pomiędzy była piękna i słoneczna pogoda.

Zabrałam Alę, a Ala zabrała koleżankę.

Mój ulubiony XVIII-wieczny dworek w Stanicy między końcówką listopada a marcem wygląda jak Rodzina Adamsów 3. Mi to na szczęście pasuje.

Cała trawka dookoła porosła w krokusy, przebiśniegi i śnieżyce. Wszystko  trąbi, że wiosna. Wreszcie.

W tym miejscu wielkie stare drzewa są bezpieczne - nikt nie wytnie. Ta lipa, o którą się opieram ma z 300 lat.

Ziemia nie poskąpiła nam swoich skarbów: chryzoprazy, opale, miodowe opale, chalcedony,  magnezyty, kwarce daktylowe, kryształy...

Tu mamy skałę poprzerastaną chryzoprazami i opalami:



Chryzoprazy :)

Całkiem ładny opal:

Jeszcze ładniejszy opal :) (nie, to nie moje te piękne paznokietki, ale czuję się zainspirowana)

Coś znalazłam :)

A tu mamy piękną skałę magnetyzową z przerostami opalowymi. Strasznie zwietrzała, więc już za długo nie postoi.

Oczywiście, że wdrapałyśmy się, żeby pogapić się z bliska:

Przepiękny przerost opalem miodowym:

Brzozowy zagajnik:

Kiedy wracaliśmy w sobotę do pałacu, po drodze trochę padało i na polach wykwitła piękna tęcza. Świat po prostu nam sprzyjał.

A to już niedziela.

Na Dolnym Śląsku, w Sudetach, jest wiele bukowych lasów (wiem, bo przecież przewędrowałam), ale ten na Gromniku - najwyższym wzgórzu Wzgórz Strzelińskich jest chyba najpiękniejszy.

Czyściutki las bukowy

A to już polowanie na kryształy :) Z nosem przy ziemi.

Proszę, jaka piękna zdobycz:

Zabawa była przednia. Czas poświęcony przyrodzie i przyjaciołom jest czasem po stokroć pomnożonym.

piątek, 17 marca 2017

No dobrze, zasadniczo mi przeszło. Może jeszcze jeszcze od czasu do czasu zawyję w kwestii historii rozwodowej i będzie jakiś trzeci odcinek.

Na razie jednak refleksje o wyciąganiu wniosków:

a) mam w pobliżu takich, którzy szybko wyciągają wnioski, a jeszcze szybciej budują na ich podstawie opinie i podejmują decyzje;

b) mam też takich, którzy wiedzą o punkcie a i manipulacyjnie podsuwają odpowiednie dane do wyciągania odpowiednich szybkich wniosków.

W efekcie:

a) interesuję się gemmologią i litoterapią -> jestem wiedźmą;

b) interesuję się runami i czytam sagi staroislandzkie -> jestem heretyczką;

c) lubię i kupuję  starocie -> jestem rozrzutna;

d) depiluję nie tylko nogi -> jestem zdzirą;

e) chodzę do kosmetyczki -> jestem zdzirą;

f) były mąż wynajął detektywa -> mam kochanków;

g) pracuję zawodowo -> jestem złą matką;

h) zarabiam pieniądze -> w głowie mi się przewróciło;

i) wyjeżdżam na weekendy nie zawsze z dziećmi -> jestem zdzirą, mam kochanków;

j) czytam dużo książek -> żyję fikcją literacką;

k) piszę bloga, mam stronę na fejsie -> uprawiam autokreację;

l) sadzę rośliny w ogrodzie -> jestem rozrzutna;

ł) nie lubię gotować -> jestem złą matką...

...i mogłabym tak jeszcze długo, długo...

 

Ale skoro ktoś potrzebuje mnie obserwować, grzać się w moim świetle, opowiadać sobie o moich sprawach, wypełnić swoją pustkę moim życiem - to proszę bardzo... na zdrowie.

czwartek, 16 marca 2017

Piszę, ponieważ na finiszu zaczynam być wkurwiona i już nie obchodzi mnie, jak to wyglada. Muszę wykrzyczeć, bo mam serdecznie dość.

Przez półtora roku trwającego rozwodu się nie odzywałam. Milczałam z godnością, znosząc przedziwne akcje Pana Męża:

a) Napisał na mnie do prokuratury, że jestem złą żoną i matką (prokurator zrobił z tego dużą kulkę i poćwiczył trafianie do śmietnika). Znaczy przez 13 lat byłam dobrą żona i matką, aż tu nagle postanowiłam się rozwieść i się pogorszyło.

b) W tej samej sprawie napisał do GOPS... a GOPS zebrał urzędników i wymuszał na mnie wysłanie dzieci do psychologa, bo się dzieciom stopnie zjechały w dół z powodu rozwodu rodziców. (Osobiście byłabym bardzo zaniepokojona, gdyby stopie wobec przezywanej traumy nadal były dobre - zjazd stopni to objaw przezywanych emocji, czyli zdrowia).

c) Wynajął detektywa - bo uważał, że mam kochanków. Oglądałam później filmiki, jak to jadę po pracy do Rynku do kosmetyczki i parkuję... pod hotelem - tu najazd kamery na nazwę hotelu - padałam ze śmiechu. (Przy Rynku mieści się ze 20 hoteli i trudno zaparkować, nie mając w pobliżu żadnego hotelu).

d) Powołał mojego bloga na świadka w sądzie - mój blog miał świadczyć o moim życiu w literackiej ułudzie.

e) Najlepsza jednak była jego komitywa z sąsiadką (wdowa, lat 70 parę - nie wnikam w szczegóły). Facet, który ani z nią, ani z jej synem i synową nie zamienił przez 9 lat słowa, nagle stał się najlepszym sąsiadem sąsiadów, nie było dnia (a często i nocy), żeby ich nie odwiedził. A oni bardzo chętnie, bo to najwięksi plotkarze na wsi. A później ich wnuczka niosła do szkoły news dnia - co też mama Ali sobie depiluje.

I wczoraj usłyszałam od Byłego Pana Męża, że żałuję. Buchnęłam śmiechem. Usłyszałam wtedy, że mój śmiech świadczy o tym, jak ja bardzo żałuję.

Zatkało mnie. Jakiż podręcznikowy przykład samozaprzeczania - przyjmowanie rzeczywistości z unikaniem uświadamiania sobie jej przykrych aspektów. No ale jeśli pomaga mu to w samoakceptacji, no to spoko.

Wczoraj usłyszałam jeszcze, że bezpowrotnie spadłam z wysokiego poziomu. Hę? Były Pan Mąż natychmiast wyjaśnił - to on reprezentuje wysoki poziom, a ja ten poziom miałam, a teraz już nie mam.

Acha. No to wyjaśniam. Dla mnie wysoki poziom ma mężczyzna, który będzie mnie przykrywał kocykiem, kiedy zasnę przed telewizorem. I zabierze ode mnie ciężkie zakupy, i będzie pamiętał o moich urodzinach... Dla Byłego Pana Męża wysoki poziom mierzy się liczbą osiągniętych tytułów naukowych.

Tymczasem przedwczoraj było zebranie rodziców w szkole poprzedzone prelekcją psychologa. Przyszło sporo osób. Były Pan Mąż siedział. Ja stałam, bo zabrakło dla mnie siedzącego miejsca. Kilka innych kobiet też stało. To jest właśnie wysoki poziom Byłego Pana Męża.

 





środa, 15 marca 2017

Tak, postanowiłam opisać publicznie, bo mój były już - dzięki Bogu - Pan Mąż odgrywa świętoszka i pokrzywdzonego przez los, a tymczasem to podły i złośliwy człowieczek.

Podczas rozwodu obchodziły go najbardziej dwa elementy:

a) byle nie płacić alimentów;

b) byle pozbawić mnie mojego rodzinnego domu.

Na niepłacenie alimentów Pan Mąż znalazł sposób - nazywa się on opieka naprzemienna, tydzień u mnie, tydzień u niego. Daj ci, Panie Boże, zdrowie - zgodziłam się chętnie.

Dzieci potrzebują mieć bliski kontakt z ojcem, niezależnie, jaki ten ojciec jest. Nawet jak jest małym chujkiem, to one potrzebują, bo chujkowatość to zwykle widzi dopiero dojrzała kobieta. A z mojego punktu widzenia - ja się wcale nie pogniewam za odrobinę czasu dla siebie. Moje dziewczyny są absorbujące, więc niech on też będzie nimi co drugi tydzień intensywnie zaabsorbowany. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że wydatki ogólne będą na mnie spychane, jak przez 13 lat małżeństwa.

Mój mąż nienawidził mojego rodzinnego domu na wsi. Mieszkaliśmy tu 9 lat i przez cały czas wyrzucał mi, że spłacił ten dom w 1/4 mojej rodzinie i dorzucił się do remontu. Oczywiście nie pamiętał, że 3/4 tego domu były moje, a moi rodzice i ja także płaciliśmy za remont. Ja zachowałam się w porządku, bo przepisałam na niego połowę domu za włożony wkład. Im bardziej ja uwielbiałam swój dom, tym bardziej on go nienawidził. Przez 9 lat kłócił się ze mną o wycięcie starych jabłoni.

Gdyby mój mąż mnie kochał, ważniejsze byłoby to, że ja lubię te drzewa niż to, że on i jego matka chcą je wyciąć. Nie ma to jak wpierdalanie się teściowej.

I nagle, w sytuacji rozwodu, Pan Mąż doznał iluminacji - jego życiowym celem stało się zabranie mi domu, który należał do moich dziadków. Oczywiście, że dużo mnie kosztowało wysiłku, żeby dojrzeć do myśli, że to tylko mury. Że moi cudowni dziadkowie i moje piękne chwile dzieciństwa spędzone w tym domu żyją w moim sercu i moim umyśle. A ja nie muszę tu być. 

"Tak bardzo pragniesz mojego domu? Zabierz go sobie". Umiejętność wypuszczania z ręki tego, co zatrzymuje i nie pozwala żyć, jest jedna z najpiękniejszych, jakie nabywamy w życiu.

Znalazłam inny dom. W odległości jednego kilometra od starego (bo dzieci, szkoła etc.). Pan Mąż się zadziwił. Oczywiście mieszał i utrudniał przez bite 4 miesiące. 22 grudnia 2016 r. podpisaliśmy wszystkie sprawy majątkowe.

Pan powinien być usatysfakcjonowany: alimentów nie płaci, ja się wyprowadzam (musi mnie spłacić). Zaczęłam starać się o kredyt, bo dom, który zamierzam kupić jest droższy niż wartość tej spłaty. Pan Mąż mógłby nawet szybciej się mnie pozbyć, gdyby mnie szybciej spłacił, ale nie... najwyraźniej Panu Mężowi moje towarzystwo bardzo odpowiada, gdyż postanowił na maksa utrudnić.

Chujkowatość okazuje cechą niezbywalną - jak prawa autorskie osobiste.

Otóż, 16 stycznia 2017 r. odbyła się druga i ostatnia sprawa rozwodowa. Do wniosku o kredyt muszę dołączyć odpis wyroku. Czekam, czekam i nie mogę się doczekać. Dzwonię do sądu i słyszę, że nasz wyrok jest nieprawomocny, bo... Pan Mąż zażyczył sobie wyroku z uzasadnieniem, na co sąd ma dużo, dużo czasu. Jest połowa marca.

Na szczęście w przyrodzie musi być równowaga, więc wzmożona chujkowatość jednych oznacza większą życzliwość drugich.

Idziemy z Alą kupić biustonosz.

- Żebym tylko nie spotkała żadnych znajomych po drodze - wzdycha dziecko.

- A jak ja spotkam, to mogę powiedzieć, że idziemy kupić dla Ciebie biustonosz?

Dziecko zabija mnie wzrokiem i nie odzywa się do mnie.

- Do jakiego sklepu idziemy? - pyta po dłuższej chwili.

- Do Smyka.

- Przecież to sklep dla dzieci! - oburza się.

- Zapewniam Cię, że znajdziemy tam staniczki dla takich dziewczynek jak Ty.

W sklepie Ala się krzywi:

- Ale te wszystkie staniki mają push upy!

- Ależ nie, to taka cieniutka gąbka. Przymierz.

Przymierza. reguluję jej ramiączka, poprawiam. Patrzy sceptycznie:

- Ale czy ja jestem zdzirą, żebym sobie powiększała cycki?

Poszłam płacić za staniki, a młoda panienka w tym czasie wyciągnęła kredę i poszła na parking wypisywać na asfalcie komentarze tym, którzy źle zaparkowali... (ja jej tego nie uczyłam).

Ala ma sprawdzian z przyrody i uczy się w łóżku, po chwili jednak zasypia i pochrapuje. Były mąż zabiera jej zeszyt i wyłącza światło. Po chwili Ala się budzi:

- Co Ty robisz? Gdzie mój zeszyt? Przecież ja się uczę na sprawdzian.

- Alunia, zasnęłaś już - mówię.

- Nie zasnęłam. Oddajcie zeszyt.

- Alunia, nawet chrapałaś.

- Ja nie chrapałam, ja powtarzałam materiał.

Tagi: ala dzieci
10:01, lala.lu
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 104
Tagi
zBLOGowani.pl