RSS
wtorek, 27 stycznia 2015

Odbyłam na łyżwach w tym roku 11 godzin. Mój tłuszcz zamarł w niemym przerażeniu. Czekamy, on i ja, ale każde na coś innego.

Tymczasem ku pokrzepieniu przeczytałam sobie książkę Agnieszki Czerwińskiej pt. "Śmierć grubej Berty, czyli jak skutecznie zabić w sobie grubasa", Wyd. Sophisti Books 2014.

Młoda 33-letnia autorka pisze z perspektywy sukcesu, ale mimo to wiwisekcja własnego dotychczasowego życia, którą przeprowadza w dobrym, autoironicznym stylu, jest poruszająca.

To proste nazwać się Lala.lu i opowiadać na blogu, że szef mnie wkurza albo mąż. Dużo trudniej szczuplutkiej dziś i atrakcyjnej kobiecie wywołać takie koszmary z przeszłości jak "Śmierdzisz, Czerwińska" i wlepić swoje zdjęcia z wylewającym się podgardlem i smutkiem w oczach.

Ta książka jest też doświadczeniu nadmiaru ciała i braku wszystkiego - akceptacji, miłości, przyjaźni, zwykłego koleżeństwa...

Ona dzieciństwo miała w tych samych czasach, co ja (no, ja jestem 7 lat starsza), więc widzę te wielkie korytarze tysiąclatek, masakryczną liczbę dzieci, bardzo nieliczne grubasy podpierające ściany i nauczycieli, którzy mówią "Czerwińska, z Ciebie i tak nic nie będzie" - zwłaszcza wuefiści się znęcali, a rówieśnicy byli... bezlitośni.

W tej książce przeszłość przeplata się z teraźniejszością, czyli momentem, kiedy Agnieszka (wcześniej Beata, ale że Beata kojarzyła się z Bertą, to zmieniła się w Agnieszkę) rozpoczyna dietę rozpisaną przez dietetyka - ma ją przez dwa lata. Dwa lata!

To wzruszająca i inspirująca książka.

22:42, lala.lu
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 stycznia 2015

Zwróciłam uwagę na tę książkę, bo... zachwyciła mnie okładka. Z pięknym reporterskim zdjęciem z procesji młodziutkich Hiszpanek ubranych w piękne, ciężkie, przetykane złotem suknie.

Katarzyna Kobylarczyk

Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty

Wyd. Czarne 2013

 

Jest to książka, nieduża, o hiszpańskich fiestach - zbiór reportaży czy raczej felietonów z lat 2009-2011. Autorka jeździła po Hiszpanii tropem tej niezwykłej tredycji i opisywała chwię, w której ta tradycja się ujawniała. Pięknie opisywała. Z wrażliwością na szczegół, bez generalizowania.

Fiesty w Hiszpanii mają historię grubo ponad tysiącletnią. Są różnorodne i takie... maksymalistyczne - jak już procesja, to trwająca 24 godziny i 150 tysięcy ludzi, jak bicie w bębny - to ponad dobę. Nikt nigdy nie policzył, ile tych fiest odbywa się w Hiszpanii każdego roku, ale jest ich jakaś wielka liczba. Podczas jednej rozbija się piniaty, z których lecą albo landrynki, albo zdechłe szczury, podczas innej ukręca się łeb gesi wiszącej na linie pośrodku rzeki. No i oczywiście korridy albo bieg przed bykami.

Kobylarczyk podaje nam czasem niewielkie uogólnienie: "Na fiesty jeździ się trochę jak na wojnę. Ubranie , które może się zniszczyć, żadnych łatwopalnych ortalionów (...). Trzeba być gotowym na tłum, na wielki ścisk, na rozpasane, pijane miasto, na kłęby duszącego dymu, na wybuchy, na jęzory ognia, na potop wody i wina, na wrzask i ogłuszający hałas, na niebezpieczne zwierzęta, na widok krwi. Na niebezpieczeństwo. Na chaos".

W tej książce jest opisanych kilka takich mgnień, których pozazdrościłam. Bo ja osobiście dla takich smaczków wypuszczam się w podróż. Cudowny był napis w jednej z knajpek, gdzie autorka ze swoimi współtowarzyszami (nie wiadomo z kim i iloma osobami) usiedli napić się kawy. Odnotowałam: "To jest loka dla ludzi na wakacjach. Pracują tylko dwie osoby. Nie spiesz się i nie poganiaj innych". Albo to - dostrzeżone w przyautostradowym barze: "Uwierzcie, nie ma nic bardziej tragicznego niż stara tancerka flamenco. Najpierw wyda się wam śmieszna. Z oczami umalowanymi czarną kredką, plastikowym motylem we włosach i w obcisłej sukience w groszki (...). Wtedy stara tancerka wyjdzie i zatańczy. A wy, jeśłi potraficie patrzeć, zobaczycie coś, co zetrze wam ten głupi, szyderczy uśmieszek" - dalszy opis powiedział, co. Pozazdrościłam widoku.

Większość tych fiest, a może wszystkie - tego nie wiem - ma oczywiście korzenie religijne i charakter, tak jak choćby biczownicy czy pokutnicy niosący cięzkie krzyże. Na nich czają się tłumy oglądaczy. Kobylarczyk określa to jako obławę, safarii, polowanie. W jednym momencie nawet zadaje dramatyczne pytanie "Czy on się modlił? Czy mógł się modlić w tym niemodlącym się tłumie? Świadom, że nie jest tu nikim więcej niż tylko fotosuwenirem z fiesty godnej uwagi turystów?".

Świetna książka krakowskiej reporteki, zwłaszcza dla tych, którzy chcą zobaczyć Hiszpanię z zupełnie innej perspektywy. 

 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Przestałam istnieć, bo zostałam usunięta z fejsbuka :), ze znajomych.

Z Ulką chodziłyśmy do szkoły średniej i kolegowałyśmy się trochę bliżej, mając różne wspólne przedsięwzięcia. Obecnie nie widzimy się raczej, rozmawiając od czasu do czasu na fejsbuku.

Ulka pracuje w pewnej instytucji, dzieci nie ma, jakiś mężczyzna był, ale czy jest nadal - trudno wyczuć. Ulka organizuje forum i postanowiła zaprosić mnie w roli eksperta. Zgoda na udział w forum wiąże się z tym, że: a) muszę wziąć dzień urlopu, b) przygotować się merytorycznie a nawet zrobić prezentację, c) muszę wystąpić przed publicznością, d) muszę dojechać 120 km, a następnie wrócić, e) nikt mi za to nie płaci i nie zwraca kosztów. 

Ostatecznie mogłabym to dla koleżanki zrobić. Mogłabym, gdyby nie fakt, że właśnie organizuję zaległą imprezę urodzinową niedaleko miasta, w którym będzie odbywać się to forum i koleżanka Ulka - zaproszona przeze mnie w celu zacieśnienia poluzowanych więzów - odmówiła, bo... nie ma czym dojechać. (Co oczywiście jest bzdurą).

Odmawiając, poinformowała mnie o dacie mojego wystąpienia na forum. Poczułam się dotknięta i stwierdziłam, że też nie mam czym dojechać.

W odpowiedzi zostałam usunięta z fejsbuka. Straszne :)

11:40, lala.lu
Link Komentarze (17) »
niedziela, 18 stycznia 2015

Śmieję się do tej pory, bo naprawdę bardzo zabawnie było i w życiu bym nie podejrzewała, że Pan Mąż poczuje konieczność wyjaśnienia sobie z panią.

Otóż. Przyszłam trochę wcześniej, ponieważ od niedawna mam blisko do szkoły. Udałam się więc do pani od matematyki, bo akurat miała chwilę. Pani jest z tych nauczycieli, co się za często nie uśmiecha i budzi respekt w dzieciach i rodzicach. Pani jest z Ali zadowolona, wyciągnęła kartkówkę (4+), poleciła poćwiczyć zadania z treścią. Uprzejmie podziękowałam, wyraziłam poparcie dla częstych kartkówek i licznych zadań domowych. Po czym zasiadłam w klasie Domini, a tatuś, który w międzyczasie się pojawił, poszedł do klasy Ali.

No i dostał tam ćwiczenia do matematyki, które wychowawca rozdawał w imieniu matematyczki. Pan Mąż zajrzał i oniemiał. Zadania z pisemnego dzielenia, które tak rzetelnie z dzieckiem ćwiczył, były całe pokreślone i widniała trója. Autorytet ojca został nadszarpnięty i z tym faktem nie można się było pogodzić.

A o co poszło? Kiedy nas uczono pisemnego dzielenia, dzieliło się w słupku, aż pojawiały się zera na końcu, a te reszty rozgrywało się po przecinku w wyniku. Tymczasem obecnie jest inaczej, jak zostaje na dole niepodzielna reszta, to zostaje. Ma to swoje uzasadnienie - dzieci jeszcze nie znają dziesiętnych. Tatuś nauczył jednak swoim sposobem i to spowodowało tę tróję.

Poszedł na rozmowę. Bardzo kulturalną wymianę twierdzeń. Konsensus był taki, że faktycznie konsekwencje dla dziecka w postaci obniżonej oceny były zbyt duże, ma przepisać zadania, obliczyć jeszcze raz sposobem przyjętym w szkole.

- I co? - pytam, gdy wyszedł.

- Jestem wielki.

Tagi: dzieci
16:47, lala.lu
Link Komentarze (12) »

Asa Larsson 

KREW, KTÓRĄ NASIĄKŁA
Wydawnictwo Literackie 2011

Straciłam czas i jestem za to zła na siebie. Fatalna książka, chociaż na okładce napisali, że to najlepszy szwedzki kryminał roku. Ktoś najwyraźniej chciał zrobić przyjemność autorce.


Pastor zamordowano i powieszono w kościele ciało. Była uwielbiana przez kobiety za ducha feminizmu - za to samo nienawidzili ją mężczyźni, a dodatkowo za to, że na ich terenie łowieckim zrobił rezerwat dla samotnej wilczycy.

Wilczyca występuje. Po prostu pojawiają się rozdziały, nie wiadomo po co, z jakimś wilczym strumieniem świadomości. Pojawia się młoda prawniczka, z pokręconą - a jakże - osobowością, na którą wpłynęły dramatyczne doświadczenia. A poza tym nudno, wszystko się ciągnie jak flaki z olejem i wszystko od pierwszej do ostatniej strony jest przewidywalne. Dramat. Nie polecam.

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
zBLOGowani.pl