RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Obejrzałam "Sztukę kochania. Historię Michaliny Wisłockiej" W reżyserii Marii Sadowskiej.
Nooo, piękny film... o tym jak potężnym tabu był temat seksu w PRL. Wszyscy go uprawiali, wielu lubiło, wielu miało z nim przeróżne kłopoty, ale... mówić o tym?... napisać o tym? Użyć głośno słów łechtaczka, członek?

Wisłocka - lekarz, seksuolog - na początku lat 70 napisała o tym książkę - nie naukową, ale całkowicie popularną. I... zderzyła się z murem kpiny, niezrozumienia i strachu męskich hipokrytów, którzy zwyczajnie bali się wydać jej książkę.

Bo film ten opowiada jeszcze - z dużą dozą humoru - o latach głębokiej komuny, gdy o wydaniu jakiejkolwiek książki decydowali urzędnicy partyjni i cenzorzy. A przy okazji nie było papieru toaletowego i materiałów na sukienki.

Książkę mam. Wydanie kolorowe z 1995 r. Wcale się nie zestarzała. Ciekawe, ile bibliotek szkolnych ją ma. Tymczasem polecam film.



środa, 25 stycznia 2017

Richard Louv O LASU. JAK UCHRONIĆ NASZE DZIECI PRZED ZESPOŁEM DEFICYTU NATURY, Mamania, Warszawa 2016

Dostrzegliśmy, że coraz większą liczbę godzin spędzamy przed komputerem i telewizorem, w zamkniętych przestrzeniach biur, domów lub galerii handlowych. Widzimy konsekwencje tego nadmiaru. Nie widzimy natomiast skutków tego, czego nam brakuje, tego, co sukcesywnie sobie ograniczamy. A brakuje kontaktu z naturą. Richard Louv nazwał to zespołem deficytu natury – zdiagnozował chorobę.

Bardziej lub mniej świadomie jesteśmy świadkami i uczestnikami cywilizacyjnej zmiany. Powiedziałabym nawet – rewolucji, o takim znaczeniu jak ta neolityczna sprzed 3 tys. lat lub przemysłowa z XVIII-XIX wieku. Obie poprzednie zmieniły charakter ludzkiego życia we wszelkich jego aspektach. Ta obecna – badacze nazywają ją informacyjną – trwa od połowy XX wieku i między innymi wiąże się z jakościową i ilościową agresją informacyjną. Ogrom informacji i postęp techniczny spowodował zmiany w komunikowaniu się i relacjach międzyludzkich, te zaś – zmiany w spędzaniu czasu – także wolnego.

O ile dzisiejsi dorośli – tak mniej więcej od czterdziestki w górę – jeszcze chodzili w dzieciństwie po drzewach i środkiem strumyka, jeszcze budowali sobie szałasy w ogrodach i gonili kury u dziadków, to ich dzieci i wnuki już nie. O ile dzisiejsi dorośli mogli jako dzieci szwendać się samopas po lasach, spotykać się nad jeziorem, pomagać w polu albo w sadzie, o tyle dzieciaki XXI wieku mają do dyspozycji ogrodzone i pełne metalowych urządzeń place zabaw, w których przebywają pod czujnym okiem swoich mam. Czy współczesne dzieci przypadkiem czegoś nie straciły? Amerykański dziennikarz i pisarz Richard Louv mówi, że tak – strata jest straszliwa, choć jeszcze do odrobienia.

Louv opisał przemiany w – jak to określił – pejzażu dzieciństwa, jakie w ciągu kilkudziesięciu lat dokonały się w Ameryce. Oczywiście, inne kontynent, społeczeństwo, mentalność, zasobność portfela itd. Wiele przykładów zawartych w książce jest nieadekwatnych do sytuacji w Polsce. Na przykład nie do pomyślenia jest u nas zakaz zbudowania drewnianego domku na drzewie, o ile drzewo nie stoi na granicy działki i nie jest pomnikiem przyrody. A w Stanach Zjednoczonych jak najbardziej tak. W Polsce nie ma też obsesji porządku i składania pozwów sądowych, które to coraz bardziej ograniczają życie przeciętnego amerykańskiego dziecka. Jednak proces odchodzenia od natury – tam bardziej zaawansowany u nas mniej – jest ten sam i niestety postępuje.

W książce znajdziemy wyjaśnienie przyczyn tego stanu rzeczy i wskazanie konsekwencji. Louv pisze o tych wszystkich sprawach, o których rodzice dowiadują się z licznych orzeczeń wydawanych przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne, w których szukają pomocy dla swoich dzieci. O deficycie uwagi, nadpobudliwości psychoruchowej, słabszych zdolnościach poznawczych, zmniejszonej odporności na stres i depresję, słabszym rozwoju poszczególnych zmysłów, o chorobach fizycznych i psychicznych, a także zaburzeniach społecznych. Dzieci – tak jak my wszyscy – potrzebują przyrody – mówi wprost i wielokrotnie na kartach książki autor. Potrzebują jej pilnie dla własnego zdrowia, bezpieczeństwa, a nawet życia. Do doświadczenia „bycia żywą istotą”.

W książce znajdziemy masę przytoczonych badań naukowych oraz tych, które autor sam przeprowadził na podstawie wywiadów. Sporo tu historii osobistych, komentarzy związanych z podejmowanymi w Stanach Zjednoczonych reformami szkolnictwa lub prawa – te wszystkie kwestie mogą wydawać się czasem nużące, zwłaszcza dla polskiego czytelnika, który ma serdecznie dosyć polskich zawiłości prawnych czy oświatowych. Nie umniejsza to jednak wartości tej książki i płynących z niej wniosków, których poznanie gorąco polecam.

 



czwartek, 12 stycznia 2017

Wendy T. Behary ROZBROIĆ NARCYZA. JAK RADZIĆ SOBIE Z OSOBĄ ZAPATRZONĄ W SIEBIE Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2013.

To moja kolejna przeczytana książka o narcyzmie. Zasadniczym tematem tego tytułu jest umiejętna komunikacja z narcyzem a także zrozumienie własnych schematów i wychodzenie z nich. Ten ostatni wątek jest o tyle ważny, że istnieją w ludziach konkretne powody przyciągania osób narcystycznych, czucia się w kontaktach z narcyzami niekomfortowo przy jednoczesnej trudności lub nawet niechęci uwolnienia się od nich.

Autorka precyzyjnie wyjaśnia, czym jest "uraz narcystyczny": "Odnosi się on do sytuacji, w której dla narcyza wypowiedzenie prostego słowa przepraszam jest równoznaczne z wyznaniem jestem najgorszym człowiekiem na świecie. Przy całym ich zuchwalstwie narcyzów nietrudno zranić krytyką, rozczarowaniem ich zachowaniem, zaprezentowaniem odmiennego punktu widzenia, brakiem pochwały, ignorowaniem, a nawet zwykłym wytknięciem błędów. Nie zawsze dają po sobie poznać, że czują się urażeni, ponieważ w mistrzowski sposób opanowali sztukę tuszowania swoich uczuć. Wtedy zaś rzucają pod twoim adresem głęboko raniące słowa, unikają cię lub domagają się aplauzu w innym obszarze swojej niezwykłości" [s. 29].

Wyróżnia też i charakteryzuje dwa typy narcyzów:

a) typ rozpieszczony zależny - czuje się do wszystkiego uprawniony, a jednocześnie nieudolny i zależny, ponieważ rodzice zawsze mu usługiwali i go ratowali, popisujący się i wymagający. Uważa się za lepszego od innych, postępuje tak, jakby nie obowiązywały go powszechne zasady;

b) typ doświadczający deprywacji zależny - łatwo się będzie obrażał, będzie odbierany jako będący w potrzebie i nadmiernie wrażliwy, może okazać się podły lub zaszyć w swojej niedostępnej, cichej otchłani. Często ma wrażenie, że ludzie próbują go skrzywdzić lub wykorzystać.

Wendy Behary analizuje też wiele cech narcystycznych i zachowań:

- narcyz oświadcza, ze poza sobą nie potrzebuje nikogo;

- potrafi poniżyć z powodu twoich "głupich potrzeb emocjonalnych";

- znika, kiedy go najbardziej potrzebujesz, nie odzywa się, nie ma go;

- narcyz boi się emocjonalnej zażyłości - bliskość jest dla niego dusząca i niebezpieczna;

- narcyz zakłada maski i dzięki nim przekształca bolesne doświadczenia w wygodne. Te maski to: tyran, efekciarz, nałogowy samouspokajacz, jedyny sprawiedliwy.

Jednakże - jak pisze autorka - maski tylko utrwalają odczucia, których stara się on unikać, wywołują znane odczucia wstydu, samotności, braku zaufania i deprywacji. "Na przykład starając się uniknąć poczucia nieporadności w sytuacjach społecznych, narcyz będzie się skarżyć na znudzenie lub rozpocznie jeden ze swych chełpliwych monologów na temat któregoś z wątków wiedzy tajemnej" [s.51].

Żeby dawać sobie radę z narcyzem, umiejętnie się z nim porozumiewać, chronić siebie, a także wpływać na narcyza trzeba - jak dowodzi Wendy Behary - uświadomić sobie własne schematy i ich źródła. gdyż cecha natury ludzkiej jest to, że kierują nami jawne i ukryte wspomnienia, a minione doświadczenia potrafią dominować aktualne reakcje. Poznanie tych mechanizmów oraz wnikliwa refleksja nad sobą pozwala dorosłym ludziom dokonywać nowych i świadomych wyborów.

Ostatnią część tej znakomitej książki stanowiż przykłady radzenia sobie z narcyzem ubranym w konkretna maskę: co mówić, robić, jak reagować, na co zwracać uwagę. Wiedza praktyczna i przydatna.

środa, 11 stycznia 2017

- Muszę przygotować prezentację, pt. "Żeby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała" - mówi starsze dziecię.
- A na jaki to przedmiot? - pytam.
- Jak będę kreatywna to na informatykę i historię. 

- Co robisz? - pytam Ali.

- Uczę się na sprawdzian.

- Jak miło! Cieszę się, że tak się przykładasz - to była naprawdę zbędna kontynuacja dialogu. Czasem trzeba już nic nie gadać i nie uzyskiwać dalszych wyjaśnień. A tymczasem:

- Koleżanka na mnie liczy. Ja się uczę połowy materiału, a Daria drugiej połowy. Współpracujemy.

- Mamo, takie pytanie z religii: Dlaczego w czasie adwentu czytamy proroctwa Izajasza? W podręczniku nic na ten temat nie ma.

- To poszukaj w Biblii i będziesz wiedziała.

- W Biblii tego nie ma, muszę zajrzeć do netu.

Tagi: ala dzieci
09:57, lala.lu
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 stycznia 2017

We Wrocławiu taka raczej słaba zima, dlatego w piątek pojechałyśmy z koleżankami w niedocenione Góry Wałbrzyskie. Czyli do Narnii :)

Ślicznie, prawda?

Borowa to nie jest jakaś tam wielka góra - 853 m n.p.m. Spacer był bardzo przyjemny.

Miejscami było bardzo stromo.

Zapisz

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl