RSS
czwartek, 27 lutego 2014

Ale mi się tytuł udał... lepiej od razu wyjaśnię, że chodzi o rybie trupki.

Pod choinkę Starsza dostała akwarium. Nieduże, 25 l. A ponieważ codziennie słyszałam, jakie to niesprawiedliwe, to po dwóch tygodniach Młodsza też dostała akwarium. Z tym że 60 l, ponieważ akurat była promocja (jak zwykle po świętach, a nie przed).

W każdym razie mamy rybki. Jest git.

Jest przepiękny bojownik, ale muszę go odseparować, bo podgryzają mu te jego płetwy, a on jakiś taki za łagodny jest - oznacza to, że będzie trzecie akwarium.

Każda rybka dostała imię.

Pan Mąż stuka się palcem w czoło, pod moim adresem, i twierdzi, że trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby sobie robotę z akwariami nadać i "żeby mi tu nie śmierdziało". Ale co mi tam. Lubiłam rybki jako dziecko, miałam kilka akwariów. Więc teraz też sobie z przyjemnością pohoduję z moimi córami. 

Sześć niezniszczalnych gupików, molinezje - jedna złota, dwie czarne i jedna złotoczarna, cztery neonki, cztery kardynałki, dwie brzanki wysmukłe, dwa mieczyki, dwa gurami dwuplamiste - to te obgryzają mi bojownika, dwa zmienniaki plamiste i dwa przestraszone przeźroczki - faktycznie są przeźroczyste, tylko jedna ma żarówiastoróżową pręgę na grzbiecie, a druga żarówiaskozieloną. W sumie 26 rybek plus dwa ślimaki.

No i zniknęła przeźroczka z różowym. Kupiłam wczoraj dwie nowe - z różowym i pomarańczowym, ale dziś znalazłam dwa trupy - te z różowym, jeden już dość rozłożona, a dziś rano w drugim akwarium znalazłam trupa zmienniaka (a nie wyglądał, żeby miał zdychać).

W każdym razie życie w akwarium jest bardzo zajmujące.

Acha, udało mi się pozbyć młodych na jeszcze jeden tydzień, ale Domcia wraca jutro, a Alcia w sobotę. W sumię to się stęskniłam.

20:42, lala.lu
Link Komentarze (9) »
sobota, 22 lutego 2014

wygląda na to, że było fajnie:

18:35, lala.lu
Link Komentarze (11) »
piątek, 21 lutego 2014

Jutro wracają młode. Ależ ten tydzień szybko zleciał.

Zleciał, bo w tydzień musiałam przerobić gazetę... no, już bez komentarza. Maniana! Gazeta dziś wylądowała w drukarni, już oglądałam impozycję, jest okay, choć jak już powiedziałam, nie będzie to mój ulubiony numer. W każdym razie myślę, że ktoś mi jest winien tydzień wycięty z życiorysu, który miał być arcyprzyjemny, a nie spędzony przed monitorem do późnej nocy.

Jutro będę musiała tak mocno poprzytulać, żeby w niedzielę nie zastrajkowały i chciały wyjechać - jedna do cioci, a druga do babci, dając mi w prezencie jeszcze jeden tydzień.

Tymczasem... zmierzam w kierunku łazienki... chociaż maseczkę sobie zrobię...

 

21:34, lala.lu
Link Komentarze (7) »

Udało mi się namówić Pana Męża na wyjście do kina. Nie było łatwo, bo się chłopak okopał i przykuł do swojego biurka. Ostatecznie, tak, pójdę, ale tylko na Kuklińskiego (nie daj Boże na jakąś romantyczną komedię). No to poszliśmy, wczoraj.

Film Władysława Pasikowskiego, tytuł "Jack Strong". W roli pułkownika Ryszarda Kuklińskiego przystojny Marcin Dorociński. Wszystko w tym filmie jest kapitalne. Aktorstwo nawet postaci trzecioplanowych na wysokim poziomie, świetnie odzwierciedlone postacie historyczne: Jaruzelski, Breżniew, Brzeziński - aktorzy nauczyli się rozpoznawalnych i charakterystycznych dla tych postaci gestów, min, sposobu mówienia. Oraz realia PRL, np. wnętrze urzędu, te okropne stoły i obicia foteli, szklanki, wersalki, ulice, samochody, zabawa sylwestrowa. Dość wymownie akcja dzieje się zimą (przecież trwa zimna wojna). Film rozpoczyna się makabryczną sceną wrzucenia do hutniczego pieca żywego Olega Pieńkowskiego, który był oficerem radzieckiego wywiadu i szpiegiem USA. Oczywiście nie wiadomo, czy tak został faktycznie uśmiercony, ale fama poszła. Film trzyma w napięciu od początku do końca, choć każdy wie, jak się historia Kuklińskiego skończyła. W filmie kończy się ona na śmierci w wypadku jego drugiego, starszego syna. Film przedstawia najszlachetniejszą wersję historii o Kuklińskim, czyli jego własną. Wiele tu fikcji literackiej, bo przecież Stany nie ujawniły szczegółów współpracy, ani tego jak się komunikowano, ani szczegółów przerzutu rodziny za granicę, do amerykańskiej zony w Berlinie. Ale nie ma zbędnego patosu, bo dobrze równoważ go elementy groteski, np. Zamachowski w roli szefa polskiego kontrwywiadu, albo świetna scena Ostaszewskiej w roli żony Kuklińskiego, która oskarża go o zdrady, że na pewno ma kochankę. Nie wszystkie dowcipy się Pasikowskiemu udały, np. Murzyn w roli kierowcy furgonetki wiozącej ukrytych zbiegów - prawda że nierzucający się w oczy w peerelu? Który w Berlinie na granicy pyta niemieckiego celnika stojącego z ujadającym owczarkiem, czy w Auschwitz też mieli takie psy? Ale to już szczegóły.

Każdemu, kto nie był, gorąco polecam. 

Tagi: kino
21:16, lala.lu
Link Komentarze (9) »
środa, 19 lutego 2014

Starsze dziecię esemesuje do mnie z zimowiska w wolnej chwili:

Ala: Dominika kupiła sobie kolejnego konika!

ja: To dobrze! To Wasze pieniądze. Dobrze się bawicie? Czytasz?

Ala: Tak, to nasze pieniądze. Jest fajnie. Nie czytam.

ja: Proszę Cię, czytaj. Zrób tatusiowi niespodziankę.

Ala: Jest konkurs sprzątania, nie mogę.

(na potwierdzenie dostaję serię zdjęć pokoju - faktycznie, bałagan, rozwalone łóżka i papierki po cukierkach)

ja: A kto taki bałagan zrobił? Jak posprzątacie, to poczytaj.

Ala: Dominika i Ola. Z tym czytaniem - okay.

Odetchnęłam. Jak okay to okay. 

Tagi: zimowisko
18:42, lala.lu
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl