RSS
sobota, 28 lutego 2015

Jest! Jest efekt! Całe 2,20 kg mniej (słownie: dwa i dwadzieścia). Niby nic, ale podniosło moje morale.

Diety nadal nie chcę - nie lubię rygorów i nie chcę się męczyć. Ale dostałam znaczące dwie wskazówki:

1) Owoce jemy tylko do południa. Mają cukry proste, które się łatwo i szybko wchłaniają. Jeśli zjemy sobie jabłka na kolację, cukier zostanie w organizmie i nici z efektów. Okazuje się, że jedzenie owoców wieczorem, to jeden z podstawowych błędów.

2) Ana119 ma rację (wyłożyła ją w komentarzach do wcześniejszych postów). Rano jemy owsiankę, bo to potrzebne nam węglowodany. Owsianka może być doprawiona masą smakowitych rzeczy - orzechów, własnych konfitur, pokrojonym jabłkiem z cynamonem, miodem, ziarnami itd. To moment rozpusty.

Nie wiem, kiedy następnym razem zobaczę się z koleżanką, bo idzie do szpitala na jakiś zabieg. Ale sobie do kolejnego zważenia daję dwa tygodnie.

Czuję, że nadchodzi wiosna i jakiś przełom. Chodzą mi po głowie różne rzeczy. A może by tak przygotować się do jakiejś wyprawy rowerowej np. wzdłuż wybrzeża... Rower mam stary i ciężki, ale przyzwyczaiłam się. Nie jeździłam też z ładunkiem, ale jakby się tak minimalistycznie spakować...

Coraz bardziej podoba mi się ten pomysł.

 

czwartek, 26 lutego 2015

Dominia zasadniczo podpadła. Absolutnie nie dała sobie zrobić zęba. Po długich namowach poszłyśmy do dentysty, stwierdziła nawet, że chce mieć to już za sobą i... po minucie wyszła z gabinetu. A ja usłyszałam: - Dziecko nie wyraża zgody na leczenie.

- Masz szlaban! - Wrzeszczałam na nią całą drogę powrotną. - Masz szlaban na wszystko! Telewizor, komputer, kino... Nic nie dostaniesz!

Po dwóch dniach Dominia pyta:

- A czy mogłabym...

- Nie! Powiedziałam Ci - żadnych przyjemności!

- Czyli do szkoły też nie pójdę? - pyta ten mały gówniarz niewinnie.

- A dlaczego masz nie pójść do szkoły?

- Bo szkoła to dla mnie czysta przyjemność.

- ...

- Podobnie jak odrabianie lekcji i dodatkowy angielski.

I jak tu nie kochać?

Tagi: dzieci
22:11, lala.lu
Link Komentarze (11) »
niedziela, 22 lutego 2015

Przeczytałam drugą i trzecią część trylogii Severskiego.

Druga - "Niewierni" - jest kapitalna. Spójna i wiarygodna fabuła, żadnej wpadki na poziomie logiki tekstu. Trzyma w napięciu i ma nieoczekiwane zwroty akcji. Na scenę wkracza tu rodzeństwo Bogajewów z Kaukazu, które ma wykonać zamach na pełne ludzi parowce pływające po Bałtyku. Wywiady wspaniale współpracują i nie ma wątpliwości, kto jest pozytywnym, a kto negatywnym bohaterem. (Ta niejednoznaczność trochę mi przeszkadzała). Mamy tu też akcję z Sarą, którą odwiedza zakochany terrorysta z Al-Kaidy i to właściwie jedyne miejsce, gdzie melodia brzmi fałszywie - no bo jak Safir, tak świetnie obeznany z internetem, nie sprawdził, że Zuza, w której się zakochał podczas przypadkowego spotkania w pierwszej części trylogii, nie istnieje, bo jest agentką Sarą? Spuśćmy zasłonę miłosierdzia, bo czytało się naprawdę cudownie.

Trzecia - "Nieśmiertelni" - jest zdecydowanie najsłabsza, bo... niewiarygodna. Autor, który przedstawia się jako oficer polskiego wywiadu, najwyraźniej nie znajdował logicznego uzasadnienia niektórych wątków i zrobił zagranie typowe w literaturze popularnej - zwalił na brak inteligencji i spostrzegawczości czytelnika, który w połowie książki zarzuca sobie, że czegoś nie doczytał albo nie zrozumiał wywodu, którego tezy są dla bohaterów cudownie oczywiste. Okay, czepiam się, ale mi przeszkadzało. Tu mamy niezwykłą historię szukania dowodów na wzbogacanie uranu w Iranie oraz brawurową wycieczkę Jagana na Kaukaz w pogoni za Aminą. Ten ostatni wątek był szczególnie dobry. W tej części ginie dwóch sympatycznych agentów - szkoda ich, oraz pewien sympatyczny Szwed okazuje się szpiegiem Rosjan. Mamy niedokończony wątek - tego szczególnie nie lubię - torturowanego w Iranie innego szwedzkiego szpiega. Czy to oznacza, że będzie kolejna powieść?

Ja na razie mam dość. Było ciekawie, ale odwracam się w kierunku zupełnie innej literatury.

piątek, 20 lutego 2015

Zrobiłyśmy dzisiaj wagary. Pan Mąż na konferencji, więc nie miał nas kto wykopać z łóżka. Wróciłyśmy w czwartek późno, bo dziewczynki poszły na jakieś dodatkowe zajęcia do kościoła i przeciągnęło się. Nie miałam sumienia kazać im robić lekcje od 20.00. A rano... po prostu dałam sobie spokój.

Dziewczyny odwiedziły dzisiaj starą szkołę. Ala wpadła do swojej klasy na ostatnią lekcję, wzbudzając entuzjazm koleżanek. Tylko jeden z kolegów jakby się obudził:

- Ala! A czemu Ciebie tak długo nie było w szkole?

Typowy mężczyzna, co nie?

Muszę przyznać, że takich przyjaźni Ala nie ma w nowej szkole. Dominika tak, ale Ala niestety nie. Już mi zapowiedziała, że na urodziny zaprasza wszystkich bez wyjątku - czyli jedyne 25 osób...

Robię niespiesznie porządek w domu. Wyprasowałam górę prania, taką naprawdę wielką. 

Trzymam się odchudzającego planu, chociaż wczoraj zjadłam jednego naleśnika, małego i suchego. Jak mam się odchudzać, kiedy dzieci każą mi robić naleśniki!!! To nie fair. Najtrudniej wypija mi się te 1,5 litra płynów - muszę o tym specjalnie pamiętać. Żeby sobie ułatwić od razu wypijam po dwa kubki. Rezultatów żadnych na razie nie widzę, ale - jak powiedziałam - daję sobie dwa tygodnie, czyli jeszcze do 27 lutego. Wtedy się zważę, zmierzę i ocenię.

 

16:35, lala.lu
Link Komentarze (8) »
środa, 18 lutego 2015

W kwestii odchudzania:

- zastosowałam się do punktów;

- myślenie o jedzeniu zabiera mi mnóstwo czasu i energii;

- daję sobie (i sprzysiężonym) 2 tygodnie do zmierzenia efektów;

- albo będą, albo nie.

 

Tymczasem jutro mam sytuację, którą dzisiaj widzę tak:

ja jestem oczywiście tym małym, biednym człowieczkiem, który albo zrobi użytek z włóczni, albo nie zdąży.

 

(Chętnie zjadłabym na tę okoliczność snikersa, ale bohatersko tego nie zrobię).

Tagi: praca
15:17, lala.lu
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl