RSS
poniedziałek, 27 lutego 2017

We Wrocławiu targi kamieni ozdobnych i minerałów. Wybrałyśmy się z koleżankami w sobotę 😊.

Moją małą kolekcję wzbogaciły:

1) Selenity białe i pomarańczowy - wyglądają jak sorbety, to dość pospolite minerały z gromady siarczanów, odmiana gipsu. W gruncie rzeczy nie wiem, jak odróżnić selenit od gipsu włóknistego, ale wszystko przede mną.


2) Róża pustyni - czyli kryształy gipsu - wygląda jak muffinka posypana pudrem. Słone wody z wnętrza Ziemi odparowują i krystalizują się na powierzchni pustyni w takie piękne twory.


3) Malachit w dość wyjątkowej igiełkowatej formie, a zwykle prezentuje się w skupieniu zbitym i nerkowatym. Mój słaby aparat w telefonie nie oddaje piękna tych połyskliwych delikatnych kryształków.


Zakupiłam też książkę - "Gemmologię" - obrazków prawie nie ma, "samo gęste", jak to mówią studenci. Zaczęłam już ją czytać i znalazłam na samym wstępie najprostsze magicznych działań kamieni - oczywiście, że to wszystko jest kwestią fizyki i chemii, choć to nie wyklucza wiary. Praw i właściwości, których przed wiekami nie umiano wyjaśnić, a tylko ich doświadczano. Wspaniałe.

Starałam się, jak mogłam nie myśleć o tej giełdzie kamieni następnego dnia, czyli w niedzielę, ale wystawili tam za dużo magnetytów a ja wrażliwa jestem i nie oparłam się sile przyciągania.

Wyskoczyłam więc na godzinkę i przytuliłam:


1) Szczotkę cytrynową - dość rzadki minerał, odmiana kwarcu. Cytryny są na tyle atrakcyjne, że w handlu spotyka się wiele otrzymanych sztucznie przez wyprażanie ametystów. Moja szczotka krystaliczna z całą pewnością sztuczna nie jest. To kamień optymistów.


2) Szczotki ametystowe - polskie albo czeskie, ładnie wykształcone, jeden ma przerośnięte krzemiany i najwyraźniej był częścią geody. To dość pospolity minerał, odmiana kwarcu. W starożytności z ametystów wykonywano kielichy, ponieważ wierzono, że picie z takich kielichów chroni przed alkoholizmem. Sama nazwa "ametyst" po grecku oznacza "trzeźwy". Później utarło się przekonanie, że ametysty w ogóle chronią przed wszelkimi nałogami. Jeszcze nie dociekłam, dlaczego tak jest, ale będę szukać.


3) Turmaliny różowe i zielone - to bardzo rzadkie minerały z gromady krzemianów. Czarny turmalin mam, ale zdobyć je w innych kolorach jest bardzo trudno.

4) Szafir - widzimy go na zdjęciu wyżej pod czarnym kryształem. To niebieska odmiana korundu (czerwona jest rubin), bardzo rzadki minerał, po diamencie najtwardszy, z gromady tlenków.


5) Hematyt - dość pospolity minerał z gromady tlenków. Widzimy kolor ciemnoszary albo grafitowy, ale po sproszkowaniu hematyt - to tlenek żelaza - przyjmuje barwę czerwoną i jest naturalnym pigmentem do wyrobu czerwonej farby. Leczy stany zapalne, regeneruje chore komórki.



Nie oparłam się jeszcze XIX-wiecznej łyżeczce do cukru i małemu nożykowi do masła.


Pójść do kina trzy razy w jednym tygodniu to prawdziwa rozpusta. Dzieci pojechały na zimowisko, więc zaszalałam :)

JACKIE,

reż. Pablo Larrain, USA 2016

Jeśli ktoś jeszcze nie był na filmie "Jackie" z Natalie Portman w roli Jackie Kennedy, to mógłby to czym prędzej nadrobić.

Trudno tu mówić o akcji - raczej mamy do czynienia z obrazami, które rozgrywają się na czterech planach czasoprzestrzennych: wywiad z raporterem, rozmowa z księdzem, przygotowania do pogrzebu zamordowanego prezydenta Johna Kennediego, nagranie zwiedzania Białego Domu. To wszystko daje spójną całość i ukazuje, że po dwóch latach prezydentury, to ta wyjątkowo piękna Pierwsza Dama okazała się nieśmiertelna.

Podobało mi się prowadzenie kamery - szerokie plany można policzyć na palcach jednej ręki, duża koncentracja na twarzy głównej bohaterki - twarzy, która emocje mogła wyrażać... minimalistycznie. Przyjemnie to było obserwować.
Portman dostała Złotego Globa dla najlepszej aktorki w filmie dramatycznym.
*

DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE
reż. Perfetti Sconosciuti, włoski 2016

Ależ to kapitalny film! Kilkoro znajomych spotyka się przy kolacji, kładą na stół nieśmiertelne komórki i pada propozycja, żeby ujawniać wszystkie wiadomości, które nachodzą i przeprowadzać na głos wszystkie rozmowy... Pomysł, oczywiście nie jest nowy w kinematografii, żeby wspomnieć choćby "Jumandżi" - okazuje się ryzykowny, a konfrontacja z prawdą dość nieprzyjemna. Pozostaje pytanie, co bohaterowie mogą zrobić ze swoją nową wiedzą...

Jeden z bohaterów nazwał komórki takimi małymi ludzkimi czarnymi skrzynkami - jest w nich wszystko. Dlatego tak bardzo boimy się, żeby do komórki nikt nie zajrzał - boimy się zdemaskowania, prowadząc swoje sekretne życie. Czy nie wystarczy jedno spójne życie? Czy muszą być osobne życia? Publiczne, prywatne i sekretne albo jeszcze jakieś?

Przy minimum środków scenograficznych powstał film trzymający cały czas w napięciu.

A swoją drogą zjadłabym taką pyszną włoską kolację.





 

 

TONI ERDMANN

reż. Maren Ade, niemiecko-austriacko-rumuński, 2016

Doceniony Europejską Nagrodą Filmową w kategorii najlepszy film.

Ojciec przyjeżdża do córki - zapracowanej bizneswomen, która ma ważny kontrakt do wynegocjowania, jest świetna w tym, co robi... Ojciec widzi, że ta młoda kobieta kompletnie się nie uśmiecha, nie ma swojego życia, nie czuje radości, nie ma nigdy czasu... Więc on postanawia rozbić jej system.

Przesłanie ważne. Tylko, cholera, film znudził mnie. Miejscami był zabawny, czasem absurdalny, choć częściej gorzki niż śmieszny.



Zapisz

Zapisz

poniedziałek, 20 lutego 2017

Miało być inaczej, ale trochę zaspałam i się pogubiłam (gps nie ogarnął Boguszowa-Gorców), w każdym razie nie dotarłam na czas na zbiórkę.

Może to i dobrze, bo durny szewc mi nie podkleił butów i pod względem wyposażenia średnio nadawałam się na ten maraton. W dodatku jedna koleżanka się rozchorowała, a druga zrezygnowała. Nie goniłam więc grupy.

Pojechałam do Walimia i stamtąd ruszyłam przez Masyw Włodarza, zboczem Moszny (771 m.n p.m.) do Rzeczki, a wspięłam się następnie na Wielką Sowę (1015 m.n.p.m.),

Szłyśmy tędy latem, ale zima, jak widać, bardzo urokliwa w Górach Sowich.

Z Wielkiej Sowy ruszyłam żółtym szlakiem przez Małą Sowę (972 m.n.p.m.) z powrotem do Walimia, gdzie stało zaparkowane moje autko.

🌼 To był konkretny kawałek - jakieś 15-16 km. Herbatka z cytrynką w domu smakowała znakomicie. 🌼 Następnego dnia młode wyjechały na zimowisko - mam więc luz. Dobrze mi.

Adam Cedro red. - Ja, czyli kto? Co wiemy o sobie, a co nam się wydaje - Wyd. Charaktery, Kielce 2016

Książka zawiera wybór tekstów i wywiadów publikowanych w czasopiśmie psychologicznym "Charaktery", a poświęconych autorefleksji.

I autokonfrontacji. Na ogół na doświadczenie różnicy między wyobrażeniami o sobie a rzeczywistością nie jesteśmy przygotowani i taka autokonfrontacja wywołuje przykrość. Nagle odkrywamy, że nie dorównujemy ideałowi własnej osoby. "Takich sytuacji chętnie unikamy, odwracamy uwagę od siebie, rzucamy się w wir zajęć, podkręcamy muzykę, dzwonimy do znajomych, byle tylko nie zostać z samym sobą" - stwierdza psycholog prof. Wiesław Łukaszewski. Koniec końców nasza ocena siebie jest obarczona dużym błędem, a przede wszystkim "co złego to nie ja" - stwierdzono, że jeśli nasze zachowanie ma pozytywne konsekwencje, to są one wynikiem motywów wewnętrznych (bo jesteśmy dobrzy), jeśli zaś zachowanie ma negatywne konsekwencje, to przypisujemy mu motywy zewnętrzne, odłączamy od Ja (bo zostałem zmuszony, sprowokowany, bo świat jest zły, a wszystkiemu winien jest feminizm).

Prof. Piotr K. Oleś zauważa, że "czasem próbujemy rozpocząć życie od nowa, odciąć się od dotychczasowej koncepcji siebie. Próby tego rodzaju, często z góry skazane na niepowodzenie, są wyrazem osobistego cierpienia, braku akceptacji przeszłości i samych siebie w wydarzeniach, które z obecnego punktu wiedzenia wydają się krzywdą, porażką itd.". Tożsamość może ulegać głębokim przemianom, ale nie da się jej zamienić na inną.

Bardzo ciekawy jest tu wywiad z prof. Hanną Brycz, która omawia nieprawidłowości zakłócające nasze autopoznanie. Jedną z nich jest błąd korespondencji - czyli samopotwierdzania się hipotez (ci, którzy uważają, że ludzie są źli, swoim zachowaniem mimowolnie prowokują agresję i potwierdzają sobie w ten sposób te przekonania). Innym błędem jest nadmierna generalizacja - czyli na podstawie jednego przypadku wnioskujemy o całych grupach, co prowadzi do stygmatyzacji (jedna kobieta mnie opuściła, znaczy wszystkie są takie). Innym groźnym błędem jest dehumanizacja drugiego człowieka - by móc dobrze myśleć o sobie, deprecjonuje drugiego (zasłużyła sobie na to). Samoutrudnianie - czyli tendencja do rzucania sobie kłód pod nogi. Pojawia się ona wtedy, gdy nie jesteśmy pewni własnych kompetencji, szukamy usprawiedliwień na wypadek ewentualnej porażki, aby ochronić swój pozytywny obraz (nie pójdę na rozmowę o pracę, bo nie mam czym dojechać). I jeszcze błąd personalizmu - czyli myślenie, że cudze zachowania są wymierzone w nas (celowo się spóźnił, żeby mi dokuczyć).

W książce przeczytamy również, dlaczego złe myślenie o innych to najprostszy sposób, żeby poprawić sobie samopoczucie. Oraz o tym, że osoby postawione wysoko na drabinie społecznej, które mają powody, by myśleć o sobie dobrze, mają jednocześnie tendencję, by o innych myśleć źle.

Jeden z lepszych tekstów w tomiku jest poświęcony samooszukiwaniu się. Otóż oszukujemy siebie, żeby nie wiedzieć, bo iluzje ułatwiają nam przetrwanie. A także, aby nie myśleć, bo trzeba byłoby weryfikować swoje poglądy. Oraz żeby nie czuć - samooszuści stosują różne strategie radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Nawet jeśli na pewien czas wydają się one adaptacyjne, w konsekwencji narażają na trudności psychiczne i fizyczne - nie ma bowiem nic bardziej autodestrukcyjnego jak zaprzeczanie emocji, wypieranie jej, hamowanie, niechęć do jej doświadczania lub ekspresji.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Fritz Leiber
PRZYGODY FAFRYDA I SZAREGO KOCURA.
Tom 1 Zobaczyć Lankmar i umrzeć
Olsztyn, 2004

Jak donosi Andrzej Sapkowski, Fritz Leiber jest jednym z autorów, od których fantasy się rozpoczęła. W latach 40. i 50. ubiegłego wieku, w Stanach.

Leiber stworzył parę bohaterów: Fafryda - człowieka lodu, olbrzymiego i silnego barbarzyńcę - oraz Szarego Kocura - chudego, małego, zwinnego spryciarza, który pierwotnie miał być adeptem białej magii i kochać zwierzątka w lesie. Stworzył też cały przedziwny świat, w którym duecik przyjaciół przeżywa przygody.

Jeszcze w Zimowym Zakątku, ojczyźnie Fafryda, niejaki Weliks nadaremno zniechęcał młodego bohatera: "Trzeba czegoś więcej niźli spryt i rozwaga, ba, nawet mądrość nie wystarczy, żeby zmierzyć się z cywilizacją i nie zostać połkniętym. Musiałbyś zniżyć się do podstępnej chytrości. Uświnić się, bo i cywilizacja pełna jest plugawstwa. Nie zdobędziesz jej jak się zdobywa góry (...). W górach dajesz z siebie wszystko, co najlepsze. Cywilizacja żąda od Ciebie najgorszego".

Czyż to nieprawda? 😊 Takich spostrzeżeń, powiedziałabym, życiowych, jest w opowiadaniach sporo. To ironiczny obraz rzeczywistego świata. Obraz, którego piękną kontynuację znajdziemy później u innego mistrza - Terrego Pratchetta, czerpiącego z Leibera pełnymi garściami.

Miłością wielką pokochałam pierwszy tom za zdanie: "Doszły im nowe blizny i kwalifikacje".



 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl