RSS
piątek, 30 listopada 2012

Rudy pojawił się wiosną i regularnie przychodził pod naszą studnię, gdzie wystawiamy miski dla kotów. Stołują się wszystkie z okolicy, bo jak wiadomo, każdy kot ma trzy domy. Ale Rudy z czasem przychodził nie tylko się nażreć, ale też posiedzieć w michunkach - wtapiał się w otoczenie, bo michunki są przecież pomarańczowe. Zdechłe myszy pod drzwiami też przypisuję Rudemu.

Wreszcie, jakieś dwa tygodnie temu, dał się konkretnie pogłaskać, a tydzień temu wpakował do domu. Głośnym miałkiem zażądał jeść i wylizał miskę. A była to miska Rubensiaka... Nasz domowy kot poczuł się źle, zwłaszcza dlatego, że i tak nie widzi, więc od razu jest na straconej pozycji. Uciekł na kanapę i burczał.

Do akcji wkroczyła Starsza.

- Tatusiu, czy Rudy może z nami zostać? Proooszę!

-  Przyprowadź jeszcze trzeciego, czwartego i piątego kota!

- Mamo! Tata się zgadza!

(Za ten tekst ma u mnie czarny pas w manipulacji).

W każdym razie Rudy dostaje jeść w korytarzu w drugiej misce, żeby nie drażnić naszego domowego sierściucha. Jestem pewna, że Rudy, jak każdy kot, i tak znajdzie drogę na kanapę. P. skapitulował i kupił dodatkowe kocie puszki (udałam, że nie słyszę, co mamrocze pod nosem).

16:04, lala.lu
Link Komentarze (11) »
wtorek, 27 listopada 2012

Aby zobiektywizować osąd, postanowiłam z zegarkiem w ręku i na trzeźwo przyjrzeć się, jak Starsza wykorzystuje czas po lekcjach i dlaczego to tak długo trwa.

Starsza walczy i wylewa w domu frustracje, co prowadzi do tego, że część czasu pochłaniają jej kłótnie z rodzicami i wymiany argumentów, coś w stylu: - ale poczekaj, muszę Ci coś powiedzieć.

Starsza w poniedziałek chciała obejrzeć film, a ja jej kazałam wykonać te zadane w zeszycie ćwiczeń 24 działania na dodawanie i odejmowanie z matematyki w zakresie do 50. Pierwsze 12 działań na dodawanie przeszło jakoś bezboleśnie i zajęło 20 minut. Dodam, że nietylko trzeba podać prawidłowy wynik, ale rozpisać na działanie w nawiasie i poza. Następnie Starsza zrobiła sobie półgodzinną przerwę na zjedzenie pączka i przypomniało jej się, że chciała oglądać film. Zaczęło się wrzeszczenie i darcie się, że ona TEGO nie rozumie. To ja tłumaczę, Starsza nie słucha i wyje. To ja tłumaczę, temperatura komunikacji wzrosła. Nie odpuściłam i kazałam jej samodzielnie liczyć. Liczyła kolejne 12 działań przez łzy i przez godzinę. Następnie na tapetę poszedł angielski - to z tatusiem. Tłumaczył jej konstrukcje: I have got..., I've got..., I haven't got... i you, bo w szkole jakoś nie załapała. Ćwiczyli, co potwory mają na twarzy, bo podręcznik oparty jest na motywach z kreskówek. Pracowali przez około pół godziny, czyli do czasu wyczerpania cierpliwości tatusia. Sprawdzian z angielskiego dopiero w czwartek, więc ten materiał można trochę rozłożyć. Później trzeba było nauczyć się płynnie czytać wiersz - zanim przeczytała, musiała wyrecytować mi ze trzy razy poprzedni, żeby pokazać, jak recytowała w klasie. Muszę przyznać, że z wyczuciem. Wreszcie wybierała lekturę - dobry kwadrans - stanęło na "Karolci" (fatalne wydanie Siedmiorogu, małe litery, brzydki papier). Z tatusiem przecztała 3 strony - pół godziny. Jakby ie patrzył uczyła się 3 godziny, ale wliczając przerwy i dłuższe darcie, to 4. Zaczęła dokładnie o 17.11, a skończyła o 21.00.

Dzisiaj wszystkie pisemne lekcje odrobila na świetlicy. Nawet bezbłędnie. W domu więc - pół godziny angielski i drugie pół "Karolcia". I tak poszła spać o 21.00.

To że wyrzuca w domu frustracje, jest dla mnie zrozumiałe. Gdzieś musi. Jak wyrzucała w szkole w pierwszej klasie, to miała w zeszycie same uwagi. Była jedyną dziewczynka 6-latkiem w klasie (pozostałych pięciu 6-latków to chłopcy), więc jej zachowanie rzucało się w oczy. Była jedyną dziewczynką pyskującą i wykłócająca się z panią. Teraz zgrzyta ząbkami jak i inne dziewczynki, ale ponosi ją dużo rzadziej - w zeszycie od początku roku tylko 3 lub 4 uwagi.

Tak to wygląda.

21:23, lala.lu
Link Komentarze (10) »
niedziela, 25 listopada 2012

Dzisiaj niedziela, wstałam o 9.00, czyli najpóźniej z całej rodziny. Zjadłam śniadanie i usiadłam ze Starszą do lekcji, a konkretnie do napisania streszczenia lektury i opatrzenia go rysunkiem. Pracowałyśmy do 11.30. Zadawałam pytania do lektury, a Starsza odpowiadała i zapisywała. Stworzyłyśmy 3 strony.  Po obiedzie od 15.00 - angielski i wiersz.

Starsza chodzi do drugiej klasy.

1. Dostała listę siedmiu lektur obowiązkowych, poza dwiema, wszystkie mają po około sto stron. Przeczytanie na głos "Magda, Paweł i Ty" Krystyny Kowaliszyn zajęło dziecku miesiąc.

2. Ma język angielski w szkole i pani robi im dyktanda: mówi wyrazy po polsku, a dzieci zapisują po angielsku. Robi też sprawdziany, gdzie mamy polecenia polegające na zrozumieniu pytania i wybrania poprawnej odpowiedzi w drodze eliminacji (stopień trudności, uważam, spory).

Jako matka pracująca i dojeżdżająca 15 km odbieram dzieci z przedszkola i ze szkoły o 16.30. Jemy obiad i zabieramy się ze Starszą do nauki: najpierw lecą zadania pisemne z języka polskiego i matematyki, później czytanie, uczenie się na pamięć zadanego wierszyka, słówka z angielskiego i trudne z  polskiego, choć dwie strony lektury i... 21.00.

To niewiarygodne, ale tak jest codziennie. I tak czasem wychodzi brak jakiegoś zadania, jeśli Starsza zapomni zabrać ze szkolnej szafki jakiegoś zeszytu.

Nie ma dziecko życia, a to dopiero druga klasa. Ja też nie mam, już nawet nic nie mówię.

 

22:02, lala.lu
Link Komentarze (10) »
piątek, 23 listopada 2012

Mamy w maju komunię Starszej.

W sumie przygotowania przebiegają normalnie. Nie narzekam, bo słyszałam, że czasem bywa różnie.

Dzieci sukcesywnie uczą się modlitw. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, ile przestarzałych form gramatycznych znajduje się w formułkach modlitw, np. umęczon pod pońskim Piłatem.

Rozmowa Starszej ze mną przy okazji dekalogu:

- Co to znaczy: nie cudzołóż?

- Yyyy, to znaczy nie śpij w cudzym łóżku.

- To znaczy, że jak przychodzę się do ciebie przytulić to mam grzech?! A Młodsza też ma!

- Yyyy, jak śpicie u mnie i ja nie mogę się wyspać, to macie.

Dzieci świadomiej uczestniczą też w maszach, bo ksiądz woła je do przodu i przepytuje z przeczytanej ewangelii. Bardzo dobrze, zamiast nudzenia się i chichotów - dyscyplinka. Chociaz nie do końca...

Rozmowa Starszej z księdzem podczas mszy:

- Kto mi powie, o czym była dzisiejsza ewangelia?

Starsza się zgłasza i odpowiada.

- Bardzo ładnie. Ty jesteś D...

- Nie, D... to moja młodsza siostra, ja jestem A...

- Rozumiem. A kto mi powie co znaczą słowa....

Starsza się zgłasza i odpowiada.

- Świetnie D...!

- Ale ja nie jestem D...

- To kto Ty jesteś?

- Polak Mały.

 

***

Zostałam wrobiona w zbieranie pieniędzy. Dosłownie. Wysłałam P. z dziećmi do kościoła, po mszy było spotkanie z rodzicami i ksiądz zaproponował, że może P. będzie zbierał pieniądze. A P., zamiast odmówić definitywnie, stwierdził, że on się nie nadaje, ale żona... Cwaniaczek.

Będę więc zbierać: na dewocjonalia i inne sprawy (florystka do dekorowania kościoła, sprzątaczka do wysprzątania, gaża dla katechetki, prezent dla księdza, dary do kościoła). Gdzieś w październiku na jakimś spotkaniu padła propozycja, żeby to było stówa miesięcznie, czyli sześć stów od rodziny - zaprotestowałam i na szczeście część rodziców też uznała, że to przegięcie. W sumie wyszłoby 12 tys. zł. (Zgodzę się na połowę).

Dzisiaj przyjechał pan krawiec (zamówiony przez katechetkę - ciekawe czy ma działkę?) i brał miarę ze wszystkich dzieci w celu uszycia alb (170 zł). Zaprezentował też buty (od 50 zł) i serię wianków (od 30 zł). Od jednej z matek usłyszałam, że rezerwuje dla córki fryzjera. Raczej o tym nie myślałam, ale może źle myślałam?

Tak, zapowiada się ciekawie...

 

   

20:16, lala.lu
Link Komentarze (7) »
wtorek, 20 listopada 2012

Starsza (lat 7, klasa II) przyniosła od kolegi (!) zaproszenie na urodziny. Impreza od 17.00 do 20.00, trzeba przyjść w piżamach i przynieść poduszkę.

- Musisz mi kupić nową piżamę.

- A ta nie jest dobra?

- No, co Ty? Zobacz, co tu jest narysowane! To dla dzidziusiów!

- A papucie też mam Ci kupić?

- Nieee! A co Ty ubierałaś na piżamowe party?

- Jak byłam mała, to nie było piżamowych party.

- Wiem , wiem, za twoich czasów to nawet po polsku nie można było mówić?

- Co takiego?!

- Pani nam powiedziała, że w dawnych czasach nie można było mówić po polsku. Okupanci i zaborcy nie pozwalali.

- Yyyyy...

 

21:02, lala.lu
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi
zBLOGowani.pl