RSS
poniedziałek, 24 listopada 2014

Moje dzieci oczywiście.

Tu poniżej pani wstawiła na Twittera rysunek Domini narysowany dla niej z okazji Dnia Życzliwości. Polubiło go kilka fajnych osób.

A Ala jest twarzą kampanii reklamowej firmy, z którą dziewczyny jeżdżą na ferie zimowe i kolonie letnie. Nie, nic z tego nie mam. Zgodziłam się na robienie zdjęć i wykorzystywanie w zasobach firmy.

 

Tagi: dzieci
21:13, lala.lu
Link Komentarze (11) »
sobota, 22 listopada 2014

To był intensywny tydzień, taki na maksa.

Poniedziałek - cały dzień spędziłam na konferencji o nauce w powojennym Wrocławiu. Poziom referatów był bardzo różny: od śmiertelnie nudnych i na niskim poziomie do naprawdę niezłych. Dobre były referaty o Sewerynie Wysłouchu, o założeniach architektonicznych Politechniki Wrocławskiej i klinik weterynaryjnych Akademii Rolniczej, o rozwoju Akademii Muzycznej, o pierwszym roku akademickim we Wrocławiu, o historii badań geograficznych. Do dobrych zaliczam też swoje wystąpienie - opowiadałam o badaniach prof. Stanisława Tołpy - o nadziejach na skuteczny lek na raka, o marzeniach o noblu, o tym, jak to pięknie żarło, żarło i zdechło. Referat mam przerobić na rozdział i dać do książki, która w przyszłym roku ujrzy światło dzienne.

Wtorek - ciąg dalszy tej samej konferencji. Plus spotkanie biznesowe, może coś z tego będzie (jakiś wspólny projekt).

Środa - praca organiczna w pracy. (Rozwiązywanie skomplikowanej sprawy finansowo-zarządczej, ale z powodzeniem).

Czwartek i piątek - szkolenie psychologiczne dla kadry firmy. To była druga odsłona, ponieważ pierwsze dwa szkolenia odbyły się we wrześniu. Świetne. Pokazało, że średni szczebel jest bardzo kreatywny i zdolny - te wszystkie zadania, które nam pani trenerka serwowała, rozwiązywaliśmy z łatwością, dobudowując całe strategie i kolejne piętra tych rozwiązań. Byliśmy naprawdę usatysfakcjonowani sobą i oczywiście był to też czas na plotkowanie i zaprzyjaźnianie się, co jest równie ważne, jeśli nie ważniejsze niż samo szkolenie.

I to był pierwszy tydzień dzieci w nowej szkole, co dokładało masę emocji.

Jest sobota - zaparłam się i wyprasowałam górę, udało mi się odgruzować salon, ale mam zwyczajnie brudno w domu i okropny bałagan. Przydałaby mi się pomoc... (Pan Mąż na konferencji w Norwegii, a w zeszłym tygodniu w Padwie - niektórzy to mają dobrze).

 

Tagi: praca
14:06, lala.lu
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 listopada 2014

To jest inna jakość - przynajmniej na początku dzieci zostały ujęte kilkoma drobiazgami.

Dominia została przedstawiona i przywitała się z każdym dzieckiem z osobna. Ala dostała od dzieci laurkę z rysunkami, wpisami i podpisami - tak powitano nowych. Dziewczynki od razu pokazały Ali, gdzie jest biblioteka, pomogły się zapisać i wypożyczyć "Narnię". To ja rozumiem. Dominia dostała od pani żółty zeszyt do korespondencji, bo wszystkie dziewczynki mają takie same i są one prezentem od pani. Za każdy dzień pani wbija pieczątkę - np. dzisiaj Dominia dostała "Jesteś bardzo grzeczna".

Jest świetlica dla klas 1-3, a osobno dla klas 4-6, przy czym w tej drugiej nie ma bezhołowia, tylko zajęcia dodatkowe - gry, zagadki, zadania na inteligencję. Można zwolnić się u pani i pójść do biblioteki, jeśli ktoś woli odrabiać lekcje lub czytać. Po południu do świetlic przychodzą nauczyciele - bo mają dodatkowe 2 godz. w tygodniu dla dzieci - żeby zabierać chętnych lub potrzebujących na zajęcia wyrównawcze ze swojego przedmiotu. To ja rozumiem!

Zupy dla dzieci są za darmo, a płaci się za drugie dania. To ułatwienie dla rodziców niejadków - niejadek jak zechce to zje zupę, a jak nie zechce, to nie marnuje obiadu.

Najważniejsze, że nie odstają.

Z matematyki jest ta sama książka i Ala jest dokładnie w tym samym miejscu (dziękuję E.J.). Z polskiego musi nadrobić, bo ma inny zestaw podręczników, ale o polski się nie martwię. Już się moje dziecko wkręciło i zaproponowało jakąś innowację.

Moje dzisiejsze wystąpienie na konferencji o nauce w powojennym Wrocławiu - qul.

 

 

 

 

21:49, lala.lu
Link Komentarze (7) »
piątek, 14 listopada 2014

Dawno nie pisałam, bo byłam masakrycznie zajęta kilkoma sprawami:

a) szkoła i sprawa poszarpania - o tym dziś będzie;

b) przygotowałam nowy numer gazety - a to ciężki kaliber;

c) ciągle jeszcze ponoszę konsekwencje opublikowania 1 października artykułu z tzw. trudnym tematem - oj, ciężki kawałek;

d) czytam 8 tom ciekawej książki i nie mogę się oderwać;

e) muszę napisać referat na poważną konferencję w poniedziałek...

 

Zostałam poproszona do szkoły tydzień temu w czwartek, tuż przed wolnym weekendem. Pedagog powitała mnie słowami:

- Pani córka jest sprawcą.

- Sprawcą czego? - pytam. - Poszarpania pani J.?

- Pani córka sprawia poważne problemy wychowawcze, ja już wszystko wiem, dopytałam się dzieci, a teraz boję się o ich bezpieczeństwo.

- Czyżby pani J. zagrażała dzieciom? - pytam i czuję rosnącą irytację.

- Nie pani J, tylko pani córka.

- Przepraszam bardzo, a od kiedy moja córka sprawia kłopoty wychowawcze? I jakiego one są rodzaju? Pozostaję nieustannie w kontakcie z wychowawcą klasy, koresponduję w zeszycie, udostępniam swój numer telefonu oraz e-mail. Pierwszy raz słyszę, żeby moje dziecko lat 7 sprawiało jakieś kłopoty wychowawcze. kto to pani powiedział?

- Pani wychowawczyni.

Okazało się, że pani wychowawczyni posadziła dzieci w kółeczko i zapytała dzieci, co mają do Dominiki. No i jakiemuś chłopcu przypomniało się, że Dominika zniszczyła mu bazę z liści na podwórku, a jakiejś dziewczynce, że nazwała ją "dupą", kiedyś. I na podstawie nakręcającej się spirali tudzież efektu kuli śniegowej wysnuto wniosek, że moje dziecię to osobnik wysoce niebezpieczny, podejmujący działalność zbrodniczą.

- Ale co to ma wspólnego z poszarpaniem mojego dziecka przez matkę Agaty J. - pytam dobrze już wkurwiona.

- Nic takiego nie miało miejsca. Pani dziecko kłamie.

- Ach, to już rozumiem, dlaczego nakreśliła Pani taki straszny obraz psychologiczny Dominiki. A co na to świadkowie wydarzenia?

- Nie potwierdzają.

- A zapytała pani?

- Zapytałam, czy widziały, że pani J. rozmawia z pani córką i to widziały, ale szarpania nie widziały.

- Czy zapytała pani o szarpanie?

- Nie, bo nie chciałam sugerować odpowiedzi, ale z wypowiedzi dzieci wynika, że nic takiego nie miało miejsca.

- Przecież to manipulacja! A gdzie był w tym czasie nauczyciel dyżurujący?

Cisza. Pożegnałam panią psycholog i poszłam do wychowawcy:

- Dlaczego pani twierdzi, że moje dziecko sprawia kłopoty wychowawcze?

- Ale ja nic takiego nie twierdzę. 

Konfrontacja.

- Źle mnie pani zrozumiała - ogłasza pedagog.

Koniec końców matka Agaty przychodzi i przeprasza moje dziecko za to... że rozmawiała z nią bez wiedzy rodziców. Ale Dominika jest we mnie wtulona, płacze i nie chce rozmawiać.

Przyjeżdżam do pracy, wściekła jak nie wiem co i przypominam sobie inne rzeczy. Dochodzę do wniosku, że to jednak beznadziejna, wieśniacka szkoła jest, choć akurat Ala trafiła na świetnego wychowawcę. Dzwonię do szkoły przy mojej pracy, umawiam się na spotkanie. Przychodzimy z mężem wczoraj, czyli w czwartek. Zapada decyzja, dzwonię do szkoły i informuję, że moje dziewczyny będą w piątek ostatni raz. Chcą się pożegnać z koleżankami.

W piątek, czyli dzisiaj, na pierwszej lekcji pani pedagog bierze moją Dominię i robi jej pranie mózgu:

- To nie ja jestem winna, że twoja mama cię zabiera ze szkoły, to ona podjęła taką decyzję. Dlaczego wczoraj przezywałaś Agatkę?

- Nie przezywałam, to ona mnie przezywała - płacze od razu Dominia. - I wyrzuciła mi rękawiczkę.

Po chwili Dominia stwierdza, że się pomyliła, rękawiczkę wyrzuciła jej Emilka.

- Widzisz, jaką jesteś kłamczuchą - wyciąga wniosek pani pedagog. - Jak będziesz tak kłamać to pójdziesz do poprawczaka.

Na drugiej lekcji zabrana jest Ala, ale z Alą jest trudniej, bo Ala dyskutuje.

- Mścisz się na Agacie - stwierdza pani pedagog.

- Nie mszczę się, ona mnie zupełnie nie obchodzi.

- To dlaczego zasypałaś jej dołek w pisaku na placu zabaw?

- Bo jej nie lubię, bo krzywdzi Dominikę, moją siostrę.

- Jak będziesz się mścić, to pójdziesz do więzienia.

- Co?

- Do więzienia.

- A pani jest niesprawiedliwa i trzyma stronę Agaty, matka Agaty poszarpała Dominikę, widziały to jeszcze Weronika i Sylwia z mojej klasy.

- Nie o tym rozmawiamy.

I ja się pytam, co to było? 

To była ochrona instytucji bez liczenia się z dobrem dziecka. Oczywiście o tych wydarzeniach poinformuję kuratorium, organ prowadzący, czyli gminę i rzecznika praw dziecka.

Kuratorium zasugeruję kontrolę innego typu - nie formalną, bo w papierach pewnie jest wszystko w porządku, ale zasugeruję zbadanie wszystkich odejść ze szkoły w ciągu ostatnich 3 lat, sama mogę wskazać cztery (w tym jedno x 3 dzieci), które są związane z niepedagogicznym podejściem, nieumiejętnością rozwiązywania problemów.

W każdym razie od poniedziałku moje dzieci będą chodzić do szkoły we Wrocławiu. Pani dyrektor była bardzo miła bez zbędnego zadzierania nosa. Zdążyłam porozmawiać z jedną wychowawczynią - mam nadzieję, że okay. Z mojej pracy do szkoły jest kwadrans. Będę młode odbierać spokojnie o 16.00, mogę z nimi pójść do studenckiej stołówki, a nie gotować w naprędce w domu. Być o 16.00 we Wro, to zupełnie inna historia, niż być o 17.00 na naszym wiejskim zadupiu. Minus jest taki, że będą musiały wstawać 45 minut wcześniej.

Ali przykro się było rozstawać z klasą, bo była zżyta z dziećmi i lubiana. Dominika jest zachwycona faktem, że idzie do nowej szkoły.

Ja też się boję.

 

22:09, lala.lu
Link Komentarze (12) »
wtorek, 04 listopada 2014

Sprawa bulwersująca tak, że musiałam odczekać weekend, żeby kogoś nie zamordować.

W czwartek dzieci przyniosły mi ze szkoły opowieść: moja młodsza (lat 7 - klasa II) w drodze do klasy została zaczepiona i poszarpana za ramię przez matkę dziewczynki z klasy III. Szarpiąc moje dziecko, owa matka krzyczała na nią, grożąc jej zaprowadzeniem do dyrektora szkoły za rzekome obgadywanie jej córki, która z tego tytułu poskarżyła się matce. Świadkami incydentu były dwie inne dziewczynki z klasy mojej córki.

Oczywiście moje młodsze dziecko - cichutkie, chudziutkie, malutkie i pyskate tylko w domu było przerażone.

Pobuszowałam przez weekend w necie, szukając podpowiedzi prawnych - znalazłam.

Szarpanie to czynności o charakterze fizycznym, czyli doszło do przestępstwa z art. 217 kodeksu karnego: "kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku".

Jak podkreślił Sąd Apelacyjny w w Białymstoku w wyroku z dnia 9 sierpnia 2012 r., II AKa 137/12, naruszeniem nietykalności cielesnej są wszystkie czynności oddziałujące na ciało innej osoby, które nie są przez nią akceptowane. Naruszenie nietykalności cielesnej nie musi łączyć się z powstaniem obrażeń.

Mamy tu jeszcze naruszenie z art. 23 kc, a mianowicie naruszenie dóbr osobistych. Choć przepis nie wskazuje wprost, w orzecznictwie nietykalność cielesna jest dobrem osobistym.

No i jeszcze pozostaje odpowiedzialność szkoły - rozporządzenie MENiS z 31 grudnia 2002 r. mówi o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa.

W każdym razie pani dyrektor dostała ode mnie pismo. Wnoszę w nim o dwie rzeczy: a) wezwanie matki i wyjaśnienie jej bezprawności czynu w obecności wychowawców, dyrektora, rodziców z trójki klasowej i mojej - zażądałam tak dlatego, że chcę, aby czyn był potępiony i żeby ta matka nie czuła się dobrze; b) przeproszenie mojego dziecka - zadośćuczynienie musi być.

Na razie w czwartek idę na spotkanie z pedagogiem.

Strasznie nie podoba mi się ta szkoła.



 

Tagi: szkoła
21:52, lala.lu
Link Komentarze (9) »
Tagi
zBLOGowani.pl