RSS
piątek, 28 grudnia 2012

A miało być tak miło. Zaplanowałam sobie wypad na łyżwy. Tymczasem boli mnie gardło i głowa. Okropnie kaszlę, ale nie mam gorączki. Do lekarza nie poszłam, bo nigdy nie chodzę. Leczę się sama starym i wypróbowanym sposobem: kanapkami z masłem i grubo pokrojonym czosnkiem. Wypala mi gardło, śmierdzi niemiłosiernie ze dwa dni, ale działa. Dodaktowo rozgrzewam się gorącym mlekiem albo grzanym winem. I leżę w łóżku z kotem...

Sprawdziłam, czy żyje. Żyje. (Jak można tak spać 24 godziny na dobę z krótkimi przerwami na jedzenie?).

Oprócz łyżew zaplanowałam jeszcze, że popracuję na kompie. Muszę napisać duży i skomplikowany tekst, a najpierw (i to jest najgorsze) spisać z dyktafonu trzy godziny nagranych rozmów (to znaczy w tej chwili dwie - trzecia będzie w poniedziałek). Postanowiłam być dzielna i zabrałam się za to... po 5 min. zrobiłam... jak w tytule i buszuję tutaj już 3 godziny.

Bez komentarza. Jestem dzisiaj beznadziejna.

Postanowiłam jutro obudzić się zdrowa i jak młody bóg.

Raz mi się to udało kapitalnie. Dawno. Pojechałyśmy z koleżankami ze studiów w Tatry i pierwszego dnia chwycił mnie ból gardła, goraczka i jednocześnie telepawka z zimna. Zapowiadał się koniec. Odmówiłam wzięcia jakichkolwiek leków i powiedziałam dziewczynom: do zobaczenia jutro. Leżałam całą dobę, telepiąc się pod kilkoma kołdrami z mocnym postanowieniem, że chcę być zdrowa. Następnego dnia - byłam jak nowonarodzona. Wszystko odeszło. Ból gardła, goraczka, zimno... Ani śladu choroby... Jestem przekonana do dziś, że pokonałam przeziębienie siłą woli. Ale to tylko raz mi się tak zdarzyło...

 

 

20:28, lala.lu
Link Komentarze (10) »
środa, 26 grudnia 2012

Pytam, więc jestem

Starsza staje się świadomym katolikiem:

(w drodze na niedzielną mszę)

- Dlaczego chodzimy do kościoła w niedzielę? (odpowiedziałam biblijnie)

- Dlaczego dzieci są chrzczone, kiedy są malutkie? (odpowiedziałam historycznie)

- Czy Pan Jezus ma jutro urodziny? (odpowiedziałam teologiczno-socjologicznie)

(podczas mszy, kilka razy)

- Mamo, kiedy idziemy do domu? (odpowiedziałam: zaraz)

Starsza z nieznanych przyczyn zadaje pytania istotne za... jakieś 20 lat:

- Dlaczego to ojciec prowadzi pannę młodą do ślubu?

- Dlaczego żona bierze nazwisko męża?

(Odpowiadał Pan Mąż - historyczno-szowinistycznie).

 

Pierwszy raz

Na którymś blogu autor zadał pytanie, co w ostatnim czasie ktoś robił pierwszy raz w życiu. Ze smutkiem stwierdziłam, że dawno nie robiłam nic po raz pierwszy w życiu - rutyna mnie zjada, nie mam czasu, siły i ochoty na inwencję. Aż do dziś.

Dzieci pojechały do dziadków. Rozpakowałam swój prezent urodzinowy - dodajmy, że urodziny miałam we wrześniu i prezent, w którym wiedziałam, co jest, stał nierozpakowany od tego czasu. Rozpakowałam więc, wyciągnęłam na stół, przeczytałam instrukcję obsługi i pierwszy raz w życiu szyłam na swojej własnej i pierwszej w życiu maszynie do szycia. Ale frajda!

 

19:50, lala.lu
Link Komentarze (4) »
wtorek, 25 grudnia 2012

Spięłam się i wyszorowałam całą chałupę, ale tak naprawdę na maksa (mogłaby przyjść nawet specjalistka od białej rękawiczki i posprawdzać). Wielkie zakupy zrobiłam tydzień wcześniej w nocy (z czego też jestem zadowolona), później uzupełniłam je krótkim (3 godziny) wypadem w sobotę, żeby dokupić to, co musiało być świeże. Postanowiłam nie robić zakupów ani w niedzielę, ani w poniedziałek - prawie mi się udało, tzn. w niedzielę wyszło na jaw, że nie mam cukru pudru i podjechałam do sklepu. Nie sprawdziłam się, jeśli chodzi o prezenty - robiłam je w ostatniej sekundzie, czyli w sobotę. Były drogie i nie do końca przemyślane. Postanowiłam solidnie, że w przyszłym roku prezenty zrobię w listopadzie. O rózgach nie zapominam natomiast nigdy - ale też dzieci nie dają mi zapomnieć.

Niedzielę i poniedziałek poświęciłam na gotowanie - tylko barszcz i sałatkę przygotowałam w piątek. Tajemnica mojego sukcesu tkwiła w tym, że w sobotę podjechał na chwilę mój tato (musiał przejechać 120 km na tę chwilę) i przywiózł mi uszka (robiła ciotka), pierogi (mama), lepszą sałatkę (tata). Sama przygotowałam kilka rarytasków takich jak: zapiekane pory w żółtym serze, zieloną sałatę w sosie z sera pleśniowego, śledzie w sałatce z zielonego groszku i gotowanego jajka - było nieludzko pyszne.

Z Panem Mężem było grzecznie i na dystans, bez zbędnych czułości, bo raczej trudno o nie.

Zanotowałam obserwację: kiedy ma posprzątane, ugotowane, dzieci zaopiekowane, czas na swoje zajęcia, dodatkowo nie jest obciążony problemami, to jest do rany przyłóż. Nawet się przyłączy: pomógł posiekać warzywa na sałatkę (nie wszystkie, tylko kilka) i wymył kabinę prysznicową. Nawet się odzywa ludzkim głosem. Nie daj Boże oczekiwać czegoś więcej i wymagać. Prezentu nie dostał od św. Mikołaja, co przeżywa Starsza.

Poza tym Młodsza jest chora. Ma gorączkę i nic nie je (zresztą ona nigdy nic nie je). Z nosa się leje. Może się jeszcze okazać, że wylądujemy na ostrym dyżurze.

Po tym całotygodniowym spęciu czuję się dzisiaj tak jakby ktoś wtyczkę z pradu wyciągnął. Najchętnie bym się położyła. Nie mam siły podnieśc ręki i nie wiedziałam, że trzymanie powiek w górze to taaaki wysiłek.

Mobilizuję się, żeby coś zrobić. Nie wiem jeszcze co, ale coś.

 

Tagi: święta
17:50, lala.lu
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 grudnia 2012

Zaczęłam bloga 31 października informacją, że muszę napisać tekst, a właściwie dużo tekstów i mam na to niecały listopad. Chciałam więc donieść - z kronikarskiej dokładności -  że mi się udało. Swoje napisałam (choć rodziło się w bólach), cudze opracowałam (w mniejszych bólach), skupiłam to w całość i oddałam do graficznej obróbki - później uzupełnienia, korekty, negocjacje z grafikiem i wreszcie trafiło do drukarni. Na początku tygodnia zrobiłam wycieczkę na drugi koniec Polski, żeby dopilnować, a wczoraj w nocy przyjechało do mnie z drugiego końca Polski i dzisiaj część rozdałam. Jest ładne, kolorowe i mądre. Jestem zadowolona. Mam luz do połowy stycznia i... zanim wszystko zaczynie się na nowo.

03:04, lala.lu
Link Komentarze (3) »

Bardzo dziękuję za wytypowanie, miło mi. A teraz odpowiedzi:



1. Szpilki czy cichobiegi?

Szpilki i to o każdej porze roku - moje nogi najlepiej wyglądają w butach na obcasach, to dlatego wybieram szpilki.

2. Sanki czy narty?

Narty (chociaż bardzo dawno nie było). Moje narty mają 23 lata. Dodałabym tu jeszcze łyżwy (też za rzadko chodzę, ale jednak się zdarza).

3. Las czy jezioro?

Jezioro w lesie, jeśli już, mógłby być też namiot (okropnie dawno nie było, ostatnim razem na studiach).

4. Miasto czy wieś?

Jest wieś w pobliżu dużego miasta. I raczej wolę wieś, bo lubię dom i ogród, ale mankamenty odczuwam bolesnie (np. czytaj w blogu: Wysmarowałam list).

5. Przyjaciel czy przyjaciółka?

Nigdy nie miałam przyjaciółki, a przyjaciół owszem. Lubiłam się z chłopakami a z dziewczynami jakoś mniej. Byłam nawet w paczce - czterech chłopaków i ja (patologia?).

6. Coś wesołego co Ci się przytrafiło dla równowagi:

Ale kiedy? Ostatnio nie pamiętam. Cholera, naprawdę usiłuję sobie przypomnieć i nic. Niedobrze.

7. Coś smutnego co Cię spotkało.

Nieustannie.

8. Komedia czy melodramat?

Komedia, ale nie mam ulubionej.

9. Wielkanoc czy Boże Narodzenie?

Trudno powiedzieć, zwłaszcza teraz. 

10. Kino czy teatr?

Oj, lubię jedno i drugie. Dodałabym jeszcze operę. W mijającym roku teatr mie raczej nie zachwycił, w kinie było kilka niezłych fimów - więc z przyjemnością, w operze byłam ze cztery razy - też było warto.

Dziękuję za uwagę. 

02:43, lala.lu
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl