RSS
wtorek, 30 grudnia 2014

Właśnie zawezwałam pomoc, bo nie dość, że już nie mogę wytrzymać (od 22 do dzisiaj, to cały tydzień 24 godziny na dobę z moimi rozwrzeszczanymi bachorami), to jeszcze mały bachor przestał spożywać pokarmy w zadowalającej ilości. Oddałam więc mojej mamie z ulgą zmieszaną z poczuciem winy i wściekłością.

Ta wściekłość byłaby mniejsza, gdyby nie Pan Mąż, który się na taki obrót rzeczy obraził. Nie uzgodniłam z nim i nie zapytałam o zdanie. Oczywiście usłyszałam kilka wytartych frazesów i dziwnych teorii nie do sprawdzenia. W każdym razie w domu zapadła cisza, nie tylko związana z wyjazdem dzieci.

Idę poczytać.

Tagi: dzieci
18:16, lala.lu
Link Komentarze (13) »

Dominia nic nie je. Wczoraj łaskawie na śniadanie zjadła pół kromki chleba z masłem i na obiad kilka łyżek zupy, i to w tym dniu byłoby na tyle. Wszędzie wystają szpiczaste kości. Oświadcza, że nie jest głodna i koniec.

Zadzwoniłam po mamę, bo nie daję rady, ani prośbą, ani groźbą. Mojej mamy Dominia się trochę boi - niespecjalnie się lubią, ale przynajmniej jej słucha.

Już raz był taki okres - miała chyba z pół roku, normalnie w tym czasie dziecko przyrasta kilogram na miesiąc, a ona przez kolejne osiem miesięcy przybrała zaledwie dwa kilo. Wlokłam ją po wszystkich lekarzach, nieustannie badałam kupy, krew, nerki. Nic. Wreszcie zaczęła coś jeść, ale bez większego szału.

Teraz ma 7 lat, jest najmniejsza w klasie - takie małe, chude i złośliwe.

I zaczęła nie jeść. Jakiś koszmar.

Tagi: dzieci
11:14, lala.lu
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 29 grudnia 2014

Założyłam sobie konto na fejsie poświęcone tylko recenzjom. Głównie książek.



Dziś byliśmy z mężem blisko kina. Właściwie dwa metry od kasy. Bez uwieszonych dzieci (które zresztą do innego kina poszły - z dziadkami). Wszystko było więc na dobrej drodze. Tylko... tylko w kinie nic nie było ciekawego do oglądania :(

 

21:04, lala.lu
Link Komentarze (3) »
niedziela, 28 grudnia 2014

To tydzień leniuchowania. Jeśli ktoś się napracował, to przykro mi, ja nie. Owszem, posprzątałam, coś tam zgotowałam, ale nie za dużo, bo babcia wszystko przywiozła.

Wstajemy o 11.00. Tatuś zakupił dziecku puzzle - 1000 elementów obrazu Vincenta van Gogha, więc układaliśmy 4 dni. Graliśmy też w szachy, bo Dominia zapisała się na kółko szachowe w szkole i całkiem nieźle sobie radzi. Czytamy, jemy, łazimy w piżamach. Żadnej pracy. Tylko biedna Ala musi zrobić codziennie kilkanaście przykładów z matmy na pisemne odejmowanie, mnożenie i dzielenie. Znosi to średnio dzielnie.

Generalnie czuję się w nie swojej skórze - coś bym robiła, ale nie robię, coś mi chodzi po głowie, ale mi się nie chce ruszyć palcem. Totalny brak energii. Leniuchowanie jest dobre przez dwa dni, ale tydzień to już przesada - można wpaść w nałóg. Zaczęłam myśleć, że nie chce mi się wracać do pracy. Żałuję, że nie spięliśmy się i nie wyjechaliśmy do jakiejś Hurgady.

 

 

17:18, lala.lu
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 grudnia 2014

Gdybym wiedziała, o czym jest ta książka, pewnie bym jej nie przeczytała, bo ona nie jest na wrażliwość w miarę normalnych matek małych dzieci. Ale na szczęście nie wiedziałam. Właściwie niewiele wiedziałam, tylko tyle, że Joanna Bator w 2013 otrzymała Nagrodę Nike za tę powieść.

Rzecz dzieje się w Wałbrzychu - mieście, gdzie bida aż piszczy po zamknięciu kopalni. Tylko zamek Książ stoi niewzruszony i pełen tajemnic. Reporterka z Warszawy przyjeżdża, żeby zrobić "materiał" o trójce dzieci, które zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Zna Wałbrzych, bo tu się urodziła i wychowała. Wraca więc do rodzinnego domu, takiego po Niemcach, zamkniętego i zakurzonego po śmierci ojca. Kobieta ma zająć się dziwną historią dzieci, ale szybko i mimochodem sama dla siebie staje się bohaterką swojej własnej, straszliwie pogmatwanej historii. Czy jej się to podoba czy nie, musi zmierzyć się z upiorami przeszłości - matką, której nie pamiętała, ukochaną siostrą, która popełniła samobójstwo, ojcem, który uciekał od życia w podziemia zamku.

Obok zbrodni i przestępstwa, obok osobistej przeszłości bohaterki mamy tu jeszcze opis współczesnego społeczeństwa - pragnącego proroków choćby i fałszywych. Chociaż w tym wypadku Bator była optymistką - w jej powieści, podobnie jak w bajce Andersena pt. "Nowe szaty cesarza" - dziecko stwierdza, że "król jest nagi", mówiąc głośno i z dezaprobatą "on chce moją świnkę skarbonkę" i wszyscy się budzą. W naszej rzeczywistości tak nie jest, ludzie z radością i w podskokach oddają renty, emerytury, skarbonki, byle by im obiecać lepszy świat.

To jest książka o niekochanych dzieciach i konsekwencjach zbrukanej niewinności, o tym, że przeszłość zawsze nas dopadnie, zwłaszcza jeśli to zła przeszłość.

Na marginesie: świetny tytuł.



Święta Bożego Narodzenia to dobry czas, żeby pospotykać się z ludźmi, zwłaszcza pozapraszać ich do siebie i pochodzić do nich. No więc, zapraszamy i chodzimy. Z tego wyszło, że dostałam w prezencie książkę. Zaraz się w niej zanurzę.

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl