RSS
sobota, 30 marca 2013

Odpuściliśmy sobie świąteczne szaleństwo. Nie było latania po sklepach, kupowania Bóg wie czego, szorowania chałupy w najgłębszych zakamarkach. Jedyną ekstrawagancją był tort, który zrobiłyśmy z dziewczynakami razem po kościele. (Nie doczekał do jutra, 1/4 zniknęła natychmiast).

A jednak i tak czuliśmy się dzisiaj wyjątkowo padnięci. Może dlatego, że dzieci mają wolne od czwartku i już nie mogą ze sobą wytrzymać albo daje o sobie znać wiosenne przesilenie. W każdym razie padliśmy na tę naszą za małą i niewygodną kanapę w pokoju. Mówię o sobie i mężu, bo dzieci rozpierała niespożyta energia. 

Wtedy Starsza wpadła na pomysł urządzenia nam na kanapie czegoś o nazwie "Motel Zmęczon" - w wolnym tłumaczeniu: miejsce dla zmęczonych. Podsunęła poduszki, kocyki, podpórki pod plecy i zaoferowała masaż skroni - skorzystałam.

Miło było może z 10 min. aż do czasu, kiedy znowu młode się pokłóciły niemiłosiernie i darły. Weszły w etap totalnej wzajemnej negacji. Zadziwiające jest to, że niszczą się tylko w domu, bo w świecie zewnętrznym dbają o wzajemne interesy, np. gdy jedna jest u lekarza, to zawsze prosi o drugą naklejkę dla siostry, jak jedna dostaje od sąsiadki czekoladkę, to nigdy nie zapomina się upomnieć o siostrę.

Seuleries podsunęła mi książkę pt. "Rodzeństwo bez rywalizacji" Adele Faber i Elaine Mazlish. Kupiłam, czytam i od razu stosuję zawarte tam podpowiedzi. Badaczki trafiły w sedno. Pojawienie się rodzeństwa porównują do ewentualnego pojawienia się nowej, młodej i milusiej żony - Stara żono, nie bądź niemądra, kochaj młodszą żonę, zobacz jak ona miła, ja ją kocham.

W książce radzą, jak reagować na wzajemną wściekłość dzieci, złośliwości lub krzywdzenie się. Trzeba, krótko mówiąc, udowadniać, dziecku, że się rozumie jego emocje i uczucia, proponować mu wyładowanie wściekłości na czym innym. Zastosowałam i wyszedł mi dzisiaj taki dialog ze Starszą:

- Kochanie, choć do mnie i opowiedz, co się stało.

- Dominika mi włazi do domku, ja ją nie zapraszam, zabrała mi..... uuu..aaaa, łeeee!!!!

- Nie chesz, żeby ruszała Twoje rzeczy i wchodziła na Twój teren?

- Nie chcę, okropnie jej nienawidzę, ten mały głupek i dureń!!!!

- Rozumiem, że jesteś wściekła na siostrę.

- Jestem wściekła! Ona wkurza mnie bardziej niż ciebie tatuś.

- ?!

Starsza wypowiedziała ostatnie zdanie i zdała sobie sprawę z komizmu sytuacji. Od razu przestała się wściekać, a zaczęła się śmiać z dokonanego przez siebie porównania.

Niemniej jednak wrzeszczały dzisiaj przez cały dzień. I wczoraj. Boli mnie głowa. Wpis miał być o świętach, a wyszło inaczej.

22:14, lala.lu
Link Komentarze (13) »
wtorek, 26 marca 2013

Nie wiem, jak to jest u Was, ale u nas samochód to zabawka żony. Trzecie dziecko pozostające na jej osobistym utrzymaniu.

Kto leje benzynę? - ja,

Kto robi przeglądy? - ja (a propo, właśnie mija termin),

Kto płaci za ubezpieczenie? - ja

Kto myje samochód i sprząta? - ja

Zapytacie, kto jeździ? - no, przeważnie jednak ja,

ale sytuacje ekstremalne też ja załatwiam.

Dzisiaj była taka. Rano, kiedy wiadomo, że jest nerwowo, mąż wpada mi do łazienki (zajeżdżam przez niego oko mascarą) i oświadcza, że MÓJ samochód się zepsuł:

- Ale co się stało? - pytam.

- Nie wiem, przekręcam kluczyk i nic.

- Wydaje jakiś dźwięk?

- Nie.

- Czyżby akumulator padł?

- Nie wiem, nie znam się na tym, muszę iść na piechotę z dzieckiem do szkoły - słyszę cień pretensji w głosie.

I już go nie było.

Żona zachowuje spokój,

chociaż też spieszy się do pracy i musi odprowadzić małą do przedszkola. Dzwoni do mechanika i zaprasza go z klemami. Mechanik pojawia się w ciągu pięciu minut, wypycha samochód z garażu, odpala na kable i stwierdza, że trzeba pojechać po nowy akumulator, bo ten już nie przeżyje ponownego zgaszenia. Jedziemy więc najpierw odstawić małą i ruszamy - każdy swoim samochodem - do miasta po akumulator, żona po drodze wyciąga kasę z bankomamtu, sklep zaprzyjaźniony z mechanikiem otwiera podwoje szybciej niż trzeba, mechanik wymienia akumulator, żona wyskakuje z 300 stówek w sklepie, mechanik skromnie nie bierze nic za fatygę i żona rusza do pracy.

Spóźniłam się tylko pół godziny.

Należałoby oczekiwać, że pan mąż z troską zadzwoni i zapyta, jak żona sobie poradziła w tej trudnej i męskiej sytuacji, ale nic z tych rzeczy. Samochód to nie bajka pana męża.

 

 

Tagi: samochód
15:38, lala.lu
Link Komentarze (21) »
niedziela, 24 marca 2013

Najprawdziwszy obraz, olej na płótnie, 60x80 cm. Namalował Andrzej Morawski w 2008 roku we Francji.

(To bylejakie zdjęcie komórką nie ujawnia tych soczystych barw, które na nim są, ale coś mi się zepsuło w moim aparacie i na razie nie dysponuję odpowiednim sprzętem).

Dostałam go od siostry, żeby cieszył oczy i wprowadzał zawsze dobry nastrój.

Powinnam teraz powiedzieć coś o przyjaźni albo siostrzanej miłości. Ale nic nie jestem w stanie wydusić. Powiesiłam w piątek i zachwycam się.

Obraz jako wyraz wsparcia - oto jest Siostra.

 

 

Tagi: siostra
23:47, lala.lu
Link Komentarze (12) »

Dziękuję Żonie Oburzonej za nominację i pytania. Nie umiem przekleić logo łańcuszka, więc przepraszam. Nie nazbieram też aż 11 ciekawostek o sobie, podam tylko:

1) nie jestem przywiązana do rzeczy, łatwo się ich pozbywam i ich nie pragnę;

2) poza książkami, mam tę brzydką przypadłość, że nie oddaję pożyczonych książek, dlatego staram się nie pożyczać, zawsze kupuję;

3) wybierając cele podróży, zawsze wolę południe niż północ, kraje biedniejsze niż bogatsze, klimat gorący niż umiarkowany lub zimny;

4) ubrania kupuję rzadko i zestawami, bo nie lubię łazić po sklepach, nie cierpię mierzenia, nie mam zaufania do swojego gustu;

5) lubię pracę w każdej postaci - i ciężką fizyczną, stać mnie np. na 12 godzin cięzkich robót w polu lub ogrodzie, i umysłową, zwłaszcza polegającą na rozwiązaniu jakiegoś skomplikowanego problemu, np. cos trudnego do napisania, policzenia, wykonania struktury;

6) niestety, zbyt często mówię, co naprawdę myślę, więc nie przysparza mi to przyjaciół.

A teraz odpowiedzi na pytania Żony:

1. Twoja tzw. mała ojczyzna - gdzie i dlaczego?

To jest dom, w którym obecnie mieszkam. Ale znam go z dzieciństwa, bo był to dom wakacji, wigilii, dobre miejsce, z którego czerpałam siłę, miejsce dwojga starych a bardzo kochających siebie nawzajem i mnie ludzi - moich dziadków. Zabrzmiało patetycznie, już nawet mąż się na mnie wkurza za ten patetyzm, że niby bronię każdego starego drzewa w ogrodzie jak niepodległości.

2. Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Jestem naprawdę mała, siedzę u dziadków na podłodze w kuchni i czekam na mamę z pracy, która ma przyjechać pociągiem. A że stacja blisko, więc słyszę ten pociąg i czekam, aż dojdzie do domu. Przychodzi i daje mi w prezencie lalkę. Taką plastikową peerowską lalkę w sukience, ale z długimu włosami upiętymi w kitkę. Pamiętam to uczucie zachwytu. Chowam się z tą lalką pod krzesło, rozbieram ją i ubieram. 

3. Ulubiony smak dzieciństwa?

Czereśnie, wiśnie, maliny, truskawki, porzeczki i agrest. Najbardziej jednak smak malin - jedzonych wcześnie rano, kiedy wspawałam i w piżamie szlam do ogrodu w wypracowane przez mojego dziadka malinowe alejki, większe ode mnie. Jeszcze gruba pajda chleba z masłem, lekko posolona.

4. Czy jesteś w stanie wskazać osoby, które są dla Ciebie autorytetami?

Miałam nauczyciela, gdy chodziłam do liceum. Nie pracował w mojej szkole, ale prowadził zajęcia codziennie po południu dla grupy humanistów. Były to zajęcia z filozofii, historii współczesnej i literatury światowej. Poziom był bardzo wysoki. Kiedy zapowiadał, że za tydzień zajmiemy się dramatami Różewiczem - byłam zdolna przeczytać wszystkie sztuki pisarza. Ale to wszystkie. Nauczyciel był złośliwy i pozornie cyniczny, uczył nas dyskusji i logiki, nie pozostawiał suchej nitki na kimś, kto cię nie przygotował lub powiedział coś bezmyślnie. Kochaliśmy go. Zajęcia trwały po 4-5 godzin trzy razy w tygodniu. Nikt mi nie kazał, nie nakłaniał, nie musiałam tam chodzić, a chodziłam. Doskonale orientowałam się we wspólczesnym świecie, jego problemach, wojnach, dyktaturach etc. Mogłabym wymienić jeszcze kilka postaci, ale ta oddziałała na mój swiatopogląd i rozwój najsilniej.

5. Jaki jest Twój ulubiony pisarz?

Elias Canetti -austriacki pisarz pochodzenia żydowskiego. Jego powieść "Auto da fe" znam prawie na pamięć. Stworzył tam postać Piotra Kiena, sinologa żyjącego swoją nauką i biblioteką, intelektualisty odciętego od świata, który popełnia błąd i żeni się ze swoją służącą reprezentującą wszystko, co cielesne i nieumysłowe. Ona wygania go z domu. Kien wędruje po świecie zewnętrznym, którego nigdy nie znał, jak Don Kichot. Ma nawet swojego Sancho Panse - garbatego karła, który chce go oskubać z jego pieniędzy. Niewiarygodnie piękne wykorzystanie toposów Don Kichota i Sacho Pansy oraz wędrówki. Metafora świata rządzonego przez barbarzyńców, w którym intelektualiści są zdominowani, słabi i bezradni. 

6. Opowiedz swój ulubiony dowcip.

Nie opowiem, bo jest strasznie sprośny.

7. Jakiej kuwety nie możesz ogarnąć?

Pewnego mózgu - pocieszam się, że nie muszę i jestem szczęśliwa, że to nie mój mózg.

8. Masz coś, czego nie rozumiesz, a jednocześnie bardzo Cię to fascynuje?

Nie będę pewnie oryginalna, kiedy powiem, że mojego osobistego męża?

9. Do kogo zadzwonisz w środku nocy, gdy spotka Cię coś bardzo złego? (odpukać!!!)

Jak bardzo złego? Jeśli zepsuje mi się samochód w środku nocy (co już się raz raz zdarzyło), to nie mam co dzwonić do mojego męża - to nie jego bajka, on nie wie, co robić w takich sytuacjach. Wiem, że do kilku osób zawsze mogę pójść, i to nie tylko z zepsutym samochodem.

10. Co robisz, by się odprężyć, gdy masz ciężki dzień, dużo napięć i stresu?

Sprzątam chałupę lub pracuję zaciekle w ogrodzie. Wole to drugie, ale jest nie zawsze możliwe z powodu pogody.

11. A gdyby nie było czegoś takiego jak blog - gdzie to, co piszesz, znalazłoby ujście?

Jakoś żyłam do 31 października 2012 r. bez bloga. Emocje znajdują ujście w różnych przedsięwzięciach, niekoniecznie w pisaniu. Piszę bloga, bo niektóre rzeczy chcę zapamiętać, zwłaszcza te anegdotki o dzieciach, które tak szybko rosną. Jak już nie będą chciały się przytulać i pieścić z mamusią, to chociaż sobie o nich poczytam.

Czego bym się chętnie dowiedziała o innych:

1. Najdziwniejsza przygoda w życiu, to...

2. Szalone marzenie, które udało się zrealizować, to...

3. Gdybyś mogła mieć dziś znów 19 lat, to...

4. Ulubione filmy, do których wracasz - może być kilka, to...

5. Gdybyś musiała wyemigrować, to gdzie najchętniej?

6.  Czy jest coś, czego nie umiesz, a bardzo chciałabyś umieć?

7. Czego w życiu masz w nadmiarze?

8. Którą ze swoich cech charakteru najbardziej lubisz?

9. Której ze swoich cech charakteru najbardziej nie lubisz?

10. Jeśli mogłabyś przez rok wieść zupełnie inne życie, niż wiedziesz, jakie byś wybrała?

11. Czy lubisz zmiany?

Zapraszam do zabawy (czy można tylko trzy osoby?): Zieloną Matkę, Mimi Fibi, Eldkę.

11:14, lala.lu
Link Komentarze (9) »
wtorek, 19 marca 2013

Moje starsze dziecko celuje w nazewnictwie swoich najbliższych. Jeszcze niedawno mówiła do nas: mamerlana i taterlana oraz koterlana (o kocie), następnie upodobała sobie: mamasena (względnie: mamasenka), tatasena i Domasena (to o młodszej siostrze, konie z rzędem dla tego, kto zgadnie, jak młodsza ma na imię). Ostatnio jednak jesteśmy rodziną czuczaków: czuczaki duże to mama i tata, czuczak średni to Starsza, a czuczak mały to młodsza.

I jak się do tego mają moje naiwne i mało oryginalne: koteczki, serduszka, misiaczki, słoneczka...? 

15:11, lala.lu
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl