RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013

Załączam, co mnie cieszy:

Tagi: ogród
14:47, lala.lu
Link Komentarze (14) »
niedziela, 28 kwietnia 2013

 

2013 jest rokiem Verdiego, obchodzonym z okazji 200. rocznicy jego urodzin. Nic więc dziwnego, że w repertuarze Opery Wrocławskiej pojawiła się premiera jednego z najznakomitszych dzieł kompozytora – „Traviata”. Byłam w sobotę - piękne wydarzenie.

Główną bohaterką jest Violetta Valery, paryska kurtyzana. Uwielbiana przez wyższe sfery, będąca duszą towarzystwa, kochająca się w rozrywkach i rozpuście, a jednocześnie tęskniąca za czymś, co mogłoby wypełnić jej pustkę. Violetta także choruje i ma świadomość nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Pod wpływem miłości młodego Alfreda Germonta kurtyzana porzuca dotychczasowe życie, zamieniając się w wierną i przykładną towarzyszkę. Sielanka nie trwa jednak długo, gdyż ojciec Alfreda Giorgio Germont prosi ją w głębokiej tajemnicy, aby miała na względzie honor jego rodziny, a zwłaszcza mającej wyjść za mąż córki, i porzuciła Alfreda. Violetta rozpacza, stara się przekonać ojca, że niewiele jej życia pozostało, ale on w swoich naleganiach jest nieugięty i w końcu odbiera od Violetty przyrzeczenie, że opuści ona Alfreda. Z ust kobiety pada wówczas
znamienna refleksja, że człowiekowi często Bóg dawno przebaczył, a ludzie nie przebaczają i nie zapominają nigdy. Violetta powraca do dawnego życia. Młody Germont nie znając jej pobudek, nie może pogodzić się ze stratą i w gniewie podczas balu znieważa ukochaną – obrzuca ją pieniędzmi, płacąc za okazywane uczucia. Ludzie na balu litują się nad Violettą i obracają przeciwko Alfredowi, czyni to nawet jego ojciec, poruszony poświęceniem i wspaniałomyślnością
kurtyzany. Tu także w pieśni chóru padają piękne słowa: „przyjaciele są po to, aby obetrzeć Twoje łzy”. Nadchodzi wreszcie moment agonii Violetty. Wiadomo już, że pozostało jej zaledwie kilka godzin życia. Przybywa skruszony Alfredo wraz z ojcem, który także prosi o wybaczenie. Młody Germont przynosi ze sobą suknię ślubną jako zapowiedź nowego życia, ale tego już we Violetcie być nie mogło. Umiera szczęśliwa w jego ramionach.

Tyle główny wątek libretta. Dziś może, w naszym bezpruderyjnym świecie, gdzie niczyja wierność nie jest w cenie, honor, to towar przereklamowany, a przyjaciele nie ocierają niczyich łez, nie zrobiłaby wielkiego wrażenia, gdyby nie muzyka mistrza Verdiego. Fragmenty subtelne i liryczne to momenty, gdzie pięknie brzmi tenor Sang-Jun Lee w roli Alfreda Germonta, przeplatają się z
pełnymi dramatyzmu i mocy partiami Violetty i Giorgio Germonta. Rolę pani Velery śpiewała sopranistka Anna Lichorowicz, zachwycając wysokimi tonami, natomiast w postać ojca wcielił się baryton Matteo Suk, który moim skromnym zdaniem był najbardziej wiarygodny, aktorsko najznakomitszy – on też otrzymał od publiczności najwięcej braw.

Nie można pominąć milczeniem partii chóralnych i scen baletowych. Przedstawienie zostało przygotowane z rozmachem, a nawet wątki poboczne skupiały uwagę –  jednym z nich była na przykład pieśń matadorów, której towarzyszył „taniec byka”, a konkretnie tancerza o cudownym ciele w masce byka (naprawdę było na czym oko zawiesić). Scenografia – dzieło Pawła Dobrzyckiego – podczas przedstawienia zmieniła się cztery razy, aby podkreślić dysonans między rozwiązłym światem XIX-wiecznego Paryża i szlachetnością głównych bohaterów.

Jeden z moich ulubionych publicystów, także kompozytor, Zygmunt Mycielski napisał kiedyś w swoim Niby-dzienniku „Tylko z arcydzieł mogę się jeszcze czegoś nauczyć”, zatem wizyta w operze na „Traviacie” jak najbardziej wskazana.

 

20:30, lala.lu
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Młodsza rozłożyła szachy:

- Mamusiu pograj ze mną.

- Kochanie, ale robię placki ziemniaczane. Nie masz ochoty?

- No, dobrze, rób placki, a ja będę grała za Ciebie.

(po chwili)

- Mamusiu chodź wreszcie, bo przegrywam.

- Jak to możliwe?!

- Daję Ci fory.

- ?!

(po chwili nadchodzi Starsza)

- Przegrywasz? Pomóc Ci?

- Pomóż.

- Mamo, twój ruch! - woła Starsza.

- Ja gram za mamę - informuje Młodsza.

- A kto gra za Ciebie? - Starsza nie wierzy wlasnym uszom.

- W tej chwili Ty.

- Acha, dobrze...

(kontynuują we względnej zgodzie).

18:29, lala.lu
Link Komentarze (17) »

nie śpię, ponieważ ok. 21.00 moje starsze dziecko odkryło zapis w zeszycie do korespondencji, że jutro należy przyjść w zabawnym kapeluszu i - to osobne, dodatkowe zadanie za 20 pkt. - można przygotować plakat o górach w Polsce.

Starsza zapałała chęcią wykonania jednego i drugiego. Normalnie pogoniłabym spać i powiedziałabym, że był cały weekend. Ale ostatnio młoda ma okres "buntu i naporu" oraz awersję do wszelkich zadań, zaliczyła nawet kilka wpadek u swojej pani z tego tytułu. No więc uznałam, że ten błysk w oku dziecka to moja szansa.

Młoda do 23.00 niestrudzenie napisała trzy niewielkie teksty o Sudetach, Śnieżce i Karkonoszach oraz powiązaniach między nimi. Przygotowała jako tło bordowy brystol (zakupiony i zachomikowany przez mamę na podobne okazje). Później okazało się, że nie mamy żadnych ilustracji. Wydawałoby się, że niemożliwe, żeby nie mieć gdzieś zdjęcia Śnieżki, ale jednak możliwe, bo mama wyrzuca z domu wszelkie zbędne papiery. Dziecko poszło spać, a mama przerzucała metodycznie wszelkie gazety i liczne półki z książkami. Znalazłam - w gazecie-reklamówce sklepu z żywnością zdrową, bo polską, piękne wizerunki Sudetów, w czymś innym podobnież, a Śnieżke - trudno - wydarłam ze starego przewodnika. Wszystko zostało ułożone i... czeka aż o 6.00 rano pojadę do sklepu po klej.

Kapelusz też zrobiłam według wytycznych, tj. do białego kapelutka znad morza doszyłam straszliwego i wielkiego czarnego pająka i oczy na czułkach pokryte czarnymi nitkami-rzęsami niby utkanymi przez tego pająka w sieć pajęczą (jesteśmy na etapie Monster High, Iwona wie, o co chodzi).

Chyba już się położę...   

01:24, lala.lu
Link Komentarze (12) »
piątek, 19 kwietnia 2013

Wczoraj wróciłam do domu i moim oczom ukazała się rzeźba:

To Śmieciokot. Dziełko mojej Starszej na konkurs plastyczny pt. mniej więcej zrób sztukę ze śmieci. Należy zwrócić uwagę na oczy wykonane z nakrętek po play'u, dzięki którym oczy mają powieki.

Moja Starsza Pociecha chodzi na wszystkie zajęcia plastyczne i techniczne, bierze udział we wszelkich konkursach, jakie wymyśli szkoła, wszystko robi samodzielnie. Kiedyś chciałam jej pomóc, ale dziecko stwierdziło, że "idź stąd" i "ograniczasz mnie", więc od tego czasu się nie wtrącam, tylko podziwiam.

Tego dnia, czyli wczoraj, nie tylko dziecię miało twórczy dzień. Pan Mąż został bohaterem i zrobił wieszak na kurtki w ganku. Niezmiennie przypomina mi się demotywator: "Jak mężczyzna obieca, że coś zrobi, to zrobi, nie musisz mu przypominać co pół roku". To był właśnie ten przypadek.

Pochwaliłam i nie dostrzegłam głośno faktu, iż nie skonsultowano ze mną kształtu wieszaka i miejsca zawieszenia. (Inna sprawa, że wybrane i wykonane idealnie, bo sprawa była problematyczna i wlokła sie kilka lat).

Zadowolona Żona

 

 

13:14, lala.lu
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl