RSS
środa, 29 kwietnia 2015

Czytałam tę biografię Bruce Springsteena autorstwa Petera Amesa Carlina dość długo. Chyba ze dwa miesiące. Nie było łatwo poruszać się po muzycznym świecie Ameryki czterdziestu ostatnich lat - na którym kompletnie się nie znam. Czytanie odbywało się ze słuchaniem - poznawałam okoliczności powstawania kolejnej płyty i przesłuchiwałam ją wiele razy. Zawsze od początku do końca i wielokrotnie. Poruszające było odkrywanie harmonii całego albumu przy jednoczesnej wiedzy, jak on do tego doszedł, jak często zmieniał, co usuwał, a co dodawał i dlaczego pragnął takich a nie innych tonów. Proces twórczy to cudowny temat.

Springsteen pisze teksty i komponuje - prawdziwy artysta, a nie tylko jakiś tam wykonawca. Widać w jego historii, że potrzebował, aby w niego wierzono i ufano jego wyborom, on swoim ufał także. Co ciekawe tej wiary i ufności oczekiwał raczej od swoich muzyków, a na pewno nie od kobiet, z którymi się wiązał. Ciekawe...

Podobało mi się, że potrafił czekać (piszę w czasie przeszłym, bo dzisiaj on już naprawdę nic nie musi), potrafił się cofnąć i nie zachwycał się każdym osiągniętym wierzchołkiem. No i zachował skromność, blichtr nie zasłonił mu nigdy jasności widzenia i właściwej oceny tego, co ważne lub nieważne.

Nie będę opisywać szczegółów tej kariery, które w książce naturalnie są - krok po kroku, a tym bardziej nie będę oceniać, czy się biograf spisał, czy nie. Szukałam w tej książce duszy artysty i... znalazłam.

Tagi: książki
21:04, lala.lu
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wypadałoby się wytłumaczyć... Nie mam siły, po prostu wybaczcie.

23:10, lala.lu
Link Komentarze (5) »
Tagi
zBLOGowani.pl