RSS
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Zamówiłam w punkcie ogrodniczym jeszcze przed świętami wielkanocnymi:

- Bo wie pan, chciałabym takie dwie trochę większe kule.

Pan obiecał za tydzień, ale słowa nie dotrzymał. Po tygodniu znowu miało być za tydzień, ale też nie było. A po dwóch tygodniach to ja już zapomniałam i obsadziłam przygotowaną rabatę czymś innym.

Pan jednakowoż nie zapomniał. Po sześciu tygodniach zadzwonił, że "moje" bukszpany przyjechały. Rozważałam, czy mam go wysłać na drzewo, ale uznałam, że nie będę taka. Pojechałam obejrzeć i zobaczyłam... dwa giganty. Każdej zielonej części naziemnej towarzyszyła wielka, zapakowana w jutowy worek kula korzeni.

Pierwszy raz coś nie zmieściło się do mojego auta. Poprosiłam znajomego z volkswagenem transporterem i dwóch silnych chłopaków z pracy. Później nogi się pode mną ugięły, gdy patrzyłam, jak w trójkę z wysiłkiem wciągają na hakach po desce do samochodu po jednej kuli. Przecież ja zostanę z tym sama.

Szybkim tempem przygotowywałam w świetle księżyca miejsce do posadzenia.

Nie było to łatwe, bo wykopywałam z ziemi masę śmieci. Sześć lat temu, kiedy zabrałam się za ogród, zamówiłam 60 ton ziemi w celu podniesienia i wyrównania terenu. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że nie mogłam wbić łopaty, bo ciągle coś wydobywałam: pobite talerze, jakieś żelastwo...

W piątek wieczorem ukończyłam kopanie rabaty. Żeby posadzić jeden bukszpan, musiałam wykopać dołek jak dla nieboszczyka. Następnie wpadłam na genialny pomysł (kobieta potrafi) wykopałam ostrą równię pochyłą i stoczyłam (z dużym wysiłkiem) roślinę do dziury. Bingo!

W nagrodę w sobotę pojechałyśmy z Dominią do szkółki ogrodniczej po inne rośliny, zwłaszcza ukochane rododendrony. Przezornie wybrałam z bankomatu ograniczoną kwotę na te zakupy. Obsadziłyśmy rabatę.

Mamy tu: w sumie trzy kulki bukszpanowe w różnych rozmiarach, tawułę japońską w celu rozjaśnienia, trzy rododendrony w kolorach fuksjowym, czerwonym i fioletowym, dwie juki w dwóch różnych gatunkach, pieknotkę budinera, która teraz wygląda marnie, ale krasę pokaże jesienią i dziewięć lewizji, które zakwitną i pokolorują rabatę.

Została druga kula. Tu nie można było zastosować równi pochyłej, bo chciałam tę kulę umieścić na istniejącej już rabacie. Wykopałam wszystkie rośliny stojące kuli na drodze. Przygotowałam autostradę... i zarządziłam z Alą, że ściągniemy na chwilę jakiegoś osiłka z okolicznej budowy. Pan mąż poczuł się wobec takiej perspektywy niemęsko i postanowił pomóc. Mimo uszu puszczałam uwagi, że trzeba używać mózgu a nie mięśni, a ja ponoć tylko mięśnie, i jakoś przesunęliśmy bukszpan i umieściliśmy go w wykopanym przeze mnie dole. Później usłyszałam, że nie mam co dziękować, bo połowa bukszpanu jest jego. Anyway.

Na tych kamieniach rozprzestrzeni się fioletowy żagwin. Tu też mam dwa rododendrony: różowy i biały z purpurowym środkiem, rośnie tu też - po prawej - złotlin japoński - mający z 70 lat, to jeszcze po dziadkach, podobnie jak liliowce - te za bukszpanowa kulą. Z boku katalpa, czyli surmia.

Z efektów jestem zadowolona.

Obie rabaty są częścią większej zaplanowanej całości. Wzdłuż płotu powstanie rabatowa falbanka, ale nie w jednym roku. To grubsze przedsięwzięcie, bo płot ma długość stu metrów.

Tagi: ogród
12:03, lala.lu
Link Komentarze (10) »
wtorek, 19 kwietnia 2016

Oczywiście sobota była pracowita, chociaż trochę popadywało. Udało się skosić prawie cały trawnik (na kawałek zabrakło bezczelnie benzyny) oraz pociąć większość gałęzi na kawałki (na przyszłe ogniska).

Z grubych a koniecznych robót zostało mi jeszcze: wertykulacja trawnika (to będzie ciężkie przedsięwzięcie), skopanie ogródka warzywnego (tam ciągle zalega jeszcze trochę gałęzi z podcinania drzewek), nawożenie trawnika i obsianie warzywniaka.

Chciałam napisać, że inne grube roboty to już zrobię, jak sobie wymyślę, ale właśnie dostałam esemesa od ogrodnika, że przyjechały do niego zamówione przeze mnie duże bukszpany. Pojechałam obejrzeć. Duże to niewłaściwe słowo - są to wielkie kule.

Pierwszy raz w życiu coś nie zmieści się do mojego auta. Poza tym muszę przygotować dla nich nowe miejsce. Miejsce bowiem było, ale czekałam na nie tak długo, że wreszcie zwątpiłam i posadziłam tam coś innego. 

Tymczasem rabatka z boku i przodu domu:

Widzimy tu w prawym dolnym rogu kulkę żywotnika wschodniego, dalej trzmielinę, sosnę czarną karłowatą, ten niebieski to jałowiec płożący "Blue Star", wysoki i wąski to cis, znów trzmielina, to duże okrągłe, to żywotnikowiec.

Rabatka zakręca ujawniając modrzew europejski "Repens", szczepiony na wysokości 1,5 metra. Nie widać dobrze, bo mi tu jakieś słabe zdjęcia wyszły, ale mamy tu cztery rododendrony, których jestem fanką.

Śliczne szafirki pod trzmieliną.

Tulipany powoli rozkwitają.

To takie eksperymentalne tulipany - kilka pąków na jednej łodydze. Chyba wole jednak tradycyjne.

I rabatka z przodu - miedzy dwoma rododendronami bukszpan drobnolistny. 

A to kwitnący pigwowiec z innej rabaty.



Tagi: ogród
10:39, lala.lu
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Fajnie mieć koleżankę, której się mówi: Jedziemy jutro do Łodzi. A ona odpowiada: Z najwyższą przyjemnością.

A było tak: przysłali mi na e-mail zaproszenie dla Ali na casting do filmu historycznego o gettcie. Uznałam, że całe towarzystwo się nadaje i możemy dać się sfotografować (mój dziadek - stary wilnianin-antysemita przewrócił się pewnie w grobie). W sobotę była u nas moja koleżanka z synem - dzieci się bawiły, a my pracowałyśmy w ogrodzie, więc w niedzielę wstaliśmy średnio rano i pojechaliśmy.

Sam casting odbywał się w galerii handlowej i trwał krótko - obfotografowali nas z numerkami (jak do więzienia), nie było żadnych tłumów, kolejek i czekania godzinami, czego się obawiałam.

Przed galerią Sukcesja stoi pomnik Rajmunda Rembielińskiego. Temu szlachcicowi, uczestnikowi Insurekcji Kościuszkowskiej, wolnomularzowi, wojewodzie mazowieckiemu Łódź zawdzięcza przemysłowy rozwój.

Pod koniec XVIII w. w Łodzi mieszkało tylko 191 osób. Ale Rembieliński zauważył, że duża ilość drewna i wody stwarza dobre warunki do rozwoju przemysłu. W 1821 r. Rembieliński wbijał paliki wytyczające Nowy Rynek. Ponoć na budowę Łodzi przeznaczył 65% budżetu całego województwa mazowieckiego. Po Powstaniu Listopadowym, w którym wziął udział, car przywrócił go na stanowisko wojewody mazowieckiego, ale Rembieliński nie chciał konfiskować majątków powstańców i odszedł ze stanowiska. Zmarł na zapalenie płuc w swoim majątku w Jedwabnem. Wybitna - pozytywistyczno-romantyczna postać. Szkoda, że Reymont go nie zauważył albo Bolesław Prus.

Po obiedzie pojechaliśmy obejrzeć Manufakturę.

Nie można przy tym nie myśleć o zdaniu z "Ziemi Obiecanej" Władysława Reymonta: "ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic (...) to razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę".

Twórca fabryki, zajmującej powierzchnię 30 ha, pieniądze miał i to ogromne, był nim Izrael Poznański - największy łódzki fabrykant, jeden z najbogatszych Europejczyków. Cały kompleks postawił w końcu XIX wieku.

Było tu naprawdę wszystko: tkalnie, farbiarnie, drukarnie tkanin, przędzalnie, gazownie, magazyny... domy dla robotników i pałac Poznańskiego.

Całość odrestaurowano w 2006 r. W dawnej przędzalni bawełny mieści się luksusowy hotel, w innych budynkach centrum handlowe, kongresowe, rozrywkowe, kina itd.

 

W pałacu Izraela Poznańskiego - króla bawełny znajduje się muzeum. Ponoć, gdy architekt zapytał, w jakim stylu fabrykant chciałby mieć pałac, odpowiedział: - Jak to w jakim? Stać mnie na wszystkie.

Legenda głosi, że zaczynał od jeżdżenia wózkiem od bramy do bramy i zbierania szmat. Dorabiał się bardzo szybko, wykorzystywał zniesienie cła przez cara na polskie towary, wszelkie nowinki techniczne, światowe kontakty...

Zbudował domy dla robotników, szpital, szkoły, synagogę, kościoły prawosławny i katolicki, wspierał Politechnikę Warszawską, organizował kolonie dla dzieci...

Jego fabryka działała na jedną zmianę, a poszkodowanym wypłacał odszkodowania; dopiero propaganda PRL zrobiła z niego Żyda-krwiopijcę.

Izrael Poznański zmarł w 1900 r. Przeziębił się. Jego fabryka upadła po wybuchu I wojny światowej, gdy do Łodzi wkroczyli Niemcy i wywieźli maszyny, a po wojnie bolszewicka Rosja nie potrzebowała łódzkiej bawełny.

Chwile grozy przeżyłam w drodze powrotnej: przy autostradzie z Łodzi do Wrocławia nie ma w ogóle stacji benzynowych. To jakiś absurd, zawisła nad nami groźba pchania auta. Zjechaliśmy na starą drogę i tam po kilkunastu kilometrach znalazła się stacja benzynowa. Uf.

środa, 13 kwietnia 2016

Podczas spaceru przechodzimy z Dominią przez rurę zawieszoną wysoko nad strumykiem, gdzie jako dziecko uwielbiałam się bawić:

- Jak wpadnę do strumyka, babcia mnie zabije - mówi Dominia, a za chwilę dokonuje autokorekty: - Jak wpadnę do strumyka, masz u babci przerąbane - ale idzie dalej.

- Dominia, idź spać do siebie, bo ja się z Wami nie wysypiam.

- Ale ja chcę zostać z Tobą.

- Nie. Nie zgadzam się. Idziesz.

- Zostaję. To wolny kraj.

Dominia opowiada, że pani w szkole zwróciła jej uwagę:

- Ale ja się tylko odwróciłam do tyłu. Może chciałam coś pożyczyć od koleżanki? Gumkę do mazania.

- Dominiu, ale gumkę masz w swoim piórniku, sama ci wczoraj wkładałam.

- Serio?

Od kilku dni Dominia rano pakuje się do mojego łóżka i oświadcza:

- Nie idę do szkoły. Nie zmusisz mnie.

No to poprzytulam, następnie wyprowadzam z łóżka, pakuję pod prysznic, proszę, żeby użyła mydła. Później Dominia wyłazi w ręczniku i oświadcza:

- I tak nie idę dzisiaj do szkoły.

No to przytulam, wyprowadzam do pokoju, pokazuję ubrania, proszę, żeby się uczesała. Później Dominia zasiada do chrupek z mlekiem:

- Nie idę.

No to przytulam, gonię do wymycia zębów, szukam jej bluzy i butów zaginionych w akcji, a następnie wypycham za drzwi. Dominia z fochem wsiada do samochodu:

- To na pewno będzie okropny dzień.

Ala z Dominią kontestują swoje wzajemne gusta i wybory. W Empiku kupiłam Ali płytę jej ulubionego wykonawcy Dawida Podsiadły. Dominia wynurza się spośród półek i z wyrzutem na pół sklepu:

- Tylko mi nie mów, że kupiłaś płytę o nazwie Podsiadło.

Jeśli Domini się na coś nie pozwala:

- Nikt mnie nie kocha.

 



Tagi: dzieci
09:46, lala.lu
Link Komentarze (9) »
sobota, 09 kwietnia 2016

Będę tu teraz epatować ogrodem, bo jestem totalnie wkręcona.

Mój wypieszczony, wypielegnowany, własnym potem zroszony wjazd do domu.

Zimnozielone pomieszane z krzewami wiosennoletnimi. Zasada była taka, żeby o każdej porze roku (w zimie też) coś było widać (stąd karłowate iglaczki w różnych odcieniach zieleni aż do niebieskiego). Ale chciałam, żeby było zmiennie (tutaj jeszcze nie widać funkii, które dopiero wychodzą).

Tu na pierwszym planie magnolia cała w pąkach.

Niektóre krzewy jak tawuła japońska (to pomarańczowe) i pęcherznica (nie widać, po drugiej stronie) zmieniają w czasie kolory - pierwsza z czerwonego na zielony, a druga z zielonego na brunatny.

Tu widać pęcherznicę - dopiero wyrastają jej zielone listki. Czekam aż zakwitną tulipany. Tutaj mam też pigwowiec, tylko ze nic nie umie robić z pigwy i w zeszłym roku mi się zmarnowała.

Pod brzozami w swoim czasie zakwitną piwonie. Piękny widok... W oddali leszczyna, ale nic nie można pod nią posadzić, bo orzech podtruwa towarzystwo.

A tutaj za domem, od leszczyny na lewo. W sumie rozłożyłam dotąd 56 worków kory mielonej jako ściółkę (i tu mała dygresja: przez lata całe nikt (czyli pan mąż) mi w tej robocie nie pomógł ani nie kiwnął palcem. I to też powód, z którego się rozwodzę).

Od drugiej strony

A tu nowa inwestycja - rabatka. Proszę, zakupiłam rośliny - głównie kolekcję funkii i wydrukowałam sobie o nich informacje, żeby później milion razy nie przesadzać. Efektu jeszcze nie ma, bo trzeba zaczekać aż coś wyrośnie.

Ścięłam wilki. Ta góra gałęzi jest wyższa ode mnie (w tej robocie też nie dostawałam pomocy, poza coroczną kłótnią, że "stare drzewa trzeba wyciąć" - pan mąż, "w żadnym wypadku" - ja). Z gałęzi zrobię wiązki i poukładam pod ścianą - na ogniska i pieczenie kiełbasek będzie jak znalazł.

Jeszcze mnie czeka jedna ciężka wiosenna robota pod tytułem wertykulacja trawnika i zagrabienie. Nastawiam się na to w najbliższym tygodniu.

Tagi: ogród
11:17, lala.lu
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl