RSS
piątek, 30 maja 2014

Ponieważ przeżywałam środową sytuację Pan Mąż złożył mi ofertę pracy:

- Ja Cię zatrudnię!

- Co?! Gdzie? - pytam.

- W domu.

- I zapłacisz mi pensję?

- Oczywiście.

- A ile?

- Pomyślmy... Nie musisz dojeżdżać i płacić za benzynę. Nie będziesz się spóźniać do pracy... Proponuję 20% Twojej aktualnej pensji minus koszty dojazdu.

Zaczęłam się śmiać. Oj, dawno się tak nie ubawiłam.

Tagi: Pan Mąż
12:43, lala.lu
Link Komentarze (9) »

W minioną środę stanęłam przed:

 

W zaistniałej sytuacji mogłam zrobić tylko jedno:

 

Przeżyłam. 

Tagi: praca
12:38, lala.lu
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 maja 2014

Jestem w stanie nieważkości. Mam zawodowo takie spiętrzenie masowych i medialnych wydarzeń, że ledwo ogarniam.

W ostatni poniedziałek odbyła się wielka konferencja związana z dziesiątą rocznicą wejścia do UE. Przybył drugi garnitur z Warszawy i pierwszy z regionu (co jest naturalne). Mieliśmy nawet małą, ale na szczęście pokojową manifestację na sali. Brałam udział w organizacji, więc trochę nerwów mnie kosztowało.

W środę - matury ustne z polskiego. Poszło nieźle dzieciakom, jedna osoba poległa.

W czwartek - kociokwik,

bo w piątek odbywał się pewien koncert okolicznościowy, bardzo piękny zresztą,

a w sobotę wielka,całodzienna impreza plenerowa. To już piąta - organizacja powinna być jak bułka z masłem, ale tak nie jest, bo przewodniczący komitetu organizacyjnego jest zbyt wielkim optymistą i nie przedyskutuje wszystkich punktów oraz planów B i C, a władza najwyższa i tak wnosi o "drobne" korekty w programie. Jak zwykle wyszło dobrze, ale nerwów zjadło masę. Byłam na wysokich obrotach od 4 rano do 20.00.

W tak zwanym między czasie stwarzamy (to dobre określenie) piękne wydawnictwo okolicznościowe na setny koncert z cyklu... Te koncerty odbywają się od dziesięciu lat -miesiąc w miesiąc poza wakacjami. Organizuje je jeden człowiek - organizuje fundusze, artystów, całość. Dzisiaj, choć to niedziela,czyli dzień świąteczny, siedziałam od rana przed kompem (zamiast wyspać się po sobocie) i pisałam teksty oraz wybierałam zdjęcia, zaś po drugiej stronie światłowodu siedział grafik i łamał. Stworzyliśmy tak 150 stron. Jutro specjaliści czytają i wysyłamy do druku. Ma być gotowe na piątek, bo jest impreza.

Zaś w kolejny poniedziałek, 2 czerwca, mamy wielką debatę "Spory Okrągłym Stole" - wszystko już przygotowaliśmy, musimy teraz popracować nad frekwencją.

Dalej nie wymieniam, bo właśnie... jestem w stanie nieważkości. To za dużo nawet na mnie. Byle dotrwać do końca czerwca.

Tagi: praca
20:21, lala.lu
Link Komentarze (6) »
wtorek, 20 maja 2014

Pomalowałam. Jakoś się dało. Bez nerwów, kłótni. Wyobraziłam sobie pilates i jechałam z wałkiem. W poniedziałek ściany raz, we wtorek (czyli dzisiaj) ściany drugi raz. Wymyłam właśnie podłogę. Jutro obejrzę, czy gdzieś nie trzeba poprawić.

Ja Pana Męża jeszcze zaskoczę, jak szpachelką pozaklejam dziury po kołkach na obrazy. Powinnam to zrobić przed malowaniem, ale jeszcze nie wiem, czy nie wykorzystam i czegoś akurat nie powieszę.

Bardzo jestem z siebie dumna.

Dziś w nocy posiedzę i popracuję. Muszę wykombinować ładny folderek na pewien jubileusz w przyszły piątek. Koncepcję wyrysowałam sobie w pracy, nawet wstępnie wybrałam trochę zdjęć. Teraz muszę napisać teksty oraz dobrać coś z "historycznych" felietonów na temat. Nie siedziałabym, ale mi koleżanka przypomniała, że jutro muszę być na maturach w roli egzaminatora. Na śmierć zapomniałam. Ale byłby numer.

No, idę do roboty!

23:17, lala.lu
Link Komentarze (12) »
niedziela, 18 maja 2014

O ile wczoraj udało się uniknąć awantury, to dziś już nic nie mogło od niej odwieźć.

Od trzech tygodni na schodach, w korytarzu i salonie zalegają stosy książek wyniesionych z pokojów zajętych przez małolaty. Schody w związku z tym całe w kurzu, bo nie ma jak odkurzać. Na fali zmian Pan Mąż rozmontował łóżko i śpimy na materacu na podłodze - dziś dowiedziałam się, że to moja wina. Jaka? Sfinks! Materac na podłodze kusi dzieci, żeby na nim jeść, więc śpimy w okruchach. W pokoju, z którego młode się wyniosły moje meble stoją na środku, bo trzeba pomalować ściany.

No i właśnie nadarzył się wymarzony weekend na malowanie. Napomknęłam o tym wczoraj, co Pana Męża wprawiło w bardzo zły humor. Bo właściwie jestem bezmyślna, on chciał malować w lipcu, a nie teraz. A w czym lipiec jest lepszy od maja? W tym, że dzieci wyjadą na kolonię. Tylko że jak dzieci nie ma, to Pan Mąż daje nura do swojej biblioteki i ma tyle chęci do pracy fizycznej, co i wcześniej.

W każdym razie przytargał farby do łazienki i zaczął ze mną regularną kłótnię. No to powiedziałam:

- Wiesz co, nie maluj.

- Nie? A to świetnie!

I zabrałam się za malowanie sama. Jestem właśnie po suficie. 20 m2 bieli. Teraz czas na ściany - miętową zieleń pokryję ciepłym beach sand Beckersa.

Bez łaski. 

Tagi: Pan Mąż
17:24, lala.lu
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl