RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014

Koń to zwierzę szlachetne, stąd ta metafora w tytule.

Pragnę przypomnieć to zdarzenie.

Dziś odbyła się kolejna odsłona: przez cztery lata dobrze funkcjonował pewien pomysł, którego autorkami byłyśmy z koleżanką. Nowa szefowa tej koleżanki, nie konsultowawszy z pomysłodawczyniami, zapragnęła sama kontynuować projekt - proszę bardzo.

Ale poprosiła, żebym przesłała jej wypracowane przez siebie bardzo wzory umów (mocno skomplikowane, bo ujmujące prawa autorskie, ochronę dóbr osobistych i wizerunku rzeczy) - figa z makiem, ode mnie nie dostanie.

Nieodmiennie przypomina mi się bajka "Nowe szaty cesarza" - pasuje jak ulał, czekam tylko aż ktoś wypowie, że król jest nagi.

 

 

 

niedziela, 29 czerwca 2014

Na opisowych świadectwach dziewczynek nie było ani jednego zdania, z którym bym się nie zgodziła. U Domini między innymi przeczytałam: "Zna zasady obowiązujące w grupie, ale nie zawsze je respektuje"; zaś u Ali: "Lubi bronić słabszych (...). Uwielbia być w centrum uwagi".

Ala była czwarta w klasie pod względem liczby przeczytanych książek. Pani wyliczyła średnią dla klasy na 16 książek w ciągu roku na głowę. Nieźle!

Książka, którą przygotowaliśmy dla dzieci w prezencie na zakończenie 3 klasy, udała się znakomicie. Każde dziecko miało w niej kilka stron, na których były zeskanowane wypracowania wraz z rysunkami, co jakiś czas pojawiała się wkładka ze zdjęciami dzieci z uroczystości szkolnych i przedstawień: w pierwszej klasie, drugiej i trzeciej. Całość (w sumie 98 kolorowych stron) wzbudziła dużo pozytywnych emocji wśród dzieci i rodziców. Bardzo jestem zadowolona, że przyłożyłam rękę.

W każdym razie dziś, dziś, dziś podstawiliśmy dziewczynki pod autokar i pojechały na kolonię. Nad morze. Ale im fajnie! Ale nam fajnie! 

Wczoraj popracowałam w ogrodzie, że dziś bolą mnie wszystkie kości i mięśnie, a paznokcie mam jak po wykopkach. Więc dziś spokojnie i na luzie. W domu nawet czysto, więc można się oddać tylko przyjemnościom.

Od czego by tu zacząć...

14:53, lala.lu
Link Komentarze (11) »
niedziela, 22 czerwca 2014

1. Pan Mąż wyjechał zawodowo na półtora tygodnia za granicę.

2. Przyjechała najpierw moja mama - moje dzieci od razu się zdyscyplinowały, pranie się wyprało i wyprasowało, a sznury wreszcie się powiesiły na strychu, a obiady były dobre. Mama została od soboty do poniedziałku.

3.  W poniedziałek wieczorem przyjechała moja ciocia - nie wiem, jak do tego doszło, ale wszystkie okna się wymyły, pranie, którego nie ubywa, się wyprasowało, obiady były dobre. Ciocia została od poniedziałku do czwartku.

4. W czwartek przyjechał mój tato z moją chrześnicą - dziewczynki się ładnie bawiły, na strychu zrobiło się światło, rowery dziewczynek przeszły renowację, a huśtawka w ogrodzie została właściwie przykręcona. Został do niedzieli.

5. W sobotę znów przyjechała moja mama...

Moja siostra stwierdziła, że jak zwykle się urządziłam (naprawdę nie wiem, o co jej chodzi). Cieszę się, że przyjechali. Cieszę się, że ani mama, ani ciocia ze mną nie mieszkają, bo dostałabym pierdolca, ale przez te kilka dni można się zgodzić na rejwach. Było super.

Zrobiłam porządek w ogrodzie i zagospodarowałam rabatkę.

Pan Mąż przyjeżdża we wtorek. Wszystko do tego czasu wróci do normy.

Tagi: dom
14:59, lala.lu
Link Komentarze (12) »
czwartek, 19 czerwca 2014

Temat musiał stanąć na wokandzie, bo nie było innego wyjścia. Dzieci kończą trzecią klasę i spod opiekuńczych skrzydeł bardzo dobrej R. przechodzą pod inne. W ogóle wszystko będzie inaczej - różne przedmioty, klasy, nauczyciele, większa specjalizacja. Pani R. już opowiedziała, jakie obowiązki spadną na rodziców, jeśli chcą dobrze pokierować dzieckiem - otóż, nadchodzi moment, że trzeba będzie solidnie przypilnować, sprawdzać, dyscyplinować, uczyć uczenia się, wyrabiać dobre nawyki szkolne.

Tymczasem jednak kończą nasze dzieci etap i rodzice - na mailach - zadali sobie pytanie, co dać R. w prezencie.

Postanowiłam się nie odzywać i zgadzać na wszystko (dla zdrowia psychicznego). Po organizowaniu komunii miałam dość

http://lalalu.blox.pl/tagi_b/10855/komunia.html

choć muszę przyznać, że po tym doświadczeniu jakoś się rodzice bardziej zżyli ze sobą, zrozumieli i są sobie gremialnie przychylni. Konflikty między dziećmi w tej klasie są rozwiązywane solidarnie, dorośli rozmawiają z dorosłymi po dorosłemu. Nie da się zaprzeczyć, że pani R. ma w tym swój mądry udział - wychowała dzieci i ich rodziców.

Padały różne pomysły, zapamiętałam metrowy wazon. Brr, nigdy nie chciałabym czegoś takiego dostać. Ale nie kwestionowałam niczego, nie krytykowałam, nie dawałam swoich propozycji...

Do rozmów zupełnie naturalnie wtrąciła się sama R., która zaproponowała, żeby zebrać wypracowania dzieci wraz z rysunkami i wydać jako książkę. Tak, aby każde dziecko i ona dostały po jednym egzemplarzu. Wszyscy uznali, że genialny pomysł. Wypracowania to relacje z przeczytanych książek, na kartkach A4 dostarczane wychowawcy przez cały rok jako świadectwo czytania. Pani wybrała po dwa wypracowania, co oznacza, że na dziecko przypadną jakieś cztery strony w książce. Są z błędami, ręcznie pisane i takie zostaną, bo będą zeskanowane. Poza tym jeden z ojców dostarczył płytę ze zdjęciami dzieci, robionymi przy różnych okazjach przez trzy lata. Ze zdjęć będzie kilka wkładek w książce.

Uznałam, że mogę podjąć się zrobienia takiej książki - przygotowania i wydrukowania w 27 egzemplarzach. Już poprosiłam kolegę z pracy - grafika, żeby się zajął. Siedzę właśnie i dobieram zdjęcia - żeby było sprawiedliwie. (Muszę zaprosić ze dwie mamy, żeby obejrzały, czy dopilnowałam sprawiedliwości, bo odpowiedzialność wielka). Pani R. napisała wstęp i motto, i życzenia dla dzieci na następne etapy.

Od siebie wymyśliłam, że R. dostanie dwie książki - jedną taką, jak wszyscy, a drugą z innym (moim wstępem) oraz kilkoma dodatkowymi stronami, na których dzieci odręcznie, jak do pamiętnika, poczynią różne wpisy. 

Uważam, że to naprawdę genialny prezent.

 

Tagi: szkoła
18:07, lala.lu
Link Komentarze (17) »
wtorek, 17 czerwca 2014

Moja koleżanka Monika miała 40 urodziny. Zaprosiła 9 kobiet na imprezę. Nie wszystkie się ze sobą znałyśmy - ja osobiście znałam solenizantkę i 2 panie lepiej, a kolejne 3 dużo słabiej, zaś pozostałe 3 wcale.

Pojechałyśmy w sobotę trzema autkami do Czech - do Mikulovic, tam w pięknej restauracji nad jeziorkiem, w otoczeniu gór zjadłyśmy bardzo dobry obiad (wybrałam zupę czosnkową i smażeny syr z surówkami). Następnie udałyśmy się do Jasenik do hotelu położonegw lesie - z basenem i wizytą w termach. Osobiście z przyczyn kobiecych nie skorzystałam, co nie przeszkadzało mi wspaniale spędzić czas z właśnie poznaną Joanną, kuzynką Moniki na opowiadaniu sobie różnych rzeczy. Wieczorem zjadłyśmy uroczystą kolację - wcześniej wybrałyśmy menu w postaci czegoś na kształt szwedzkiego stołu: różne mięska, ryby, sałatki itp.; ubrałyśmy się w ładne sukienki i obdarowałyśmy Monikę miłymi prezentami. Po kolacji zamówiłyśmy sobie drinki (ja - dżin z tonikiem) i spędzałyśmy czas na gadaniu.

W pokoju spałam z Lucyną, której nie widziałam ze trzy lata, więc pół nocy opowiadałyśmy sobie, co słychać i co się wydarzyło w życiu.

Następnego dnia niektóre spały, inne poszły popływać w basenie. Później pojechałyśmy zwiedzić renesansowy zamek w Wielkich Łozinach. Wypiłyśmy sobie przedpołudniową kawę i udałyśmy się do Głuchołaz, gdzie inna koleżanka Magda, która wyprowadziła się z naszego regionu, założyła taki mały klubik dla kobiet i dzieci. Tam zasiadłyśmy do kawy i ciasta. Joanna - kuzynka Moniki wystąpiła z reczitalem piosenek różnych dla solenizantki i koleżanek. śpiewanie to jej hobby, bo na co dzień jest psychologiem dziecięcym. Później się przebrałyśmy i wystąpiłyśmy przed Moniką z przedstawieniem o królewnie Śnieżce (ale takim kabaretowym) - wymyśliła Gosia, przyjaciółka Moniki, która przesłała tekst przedstawienia wszystkim uczestniczkom wypadu.

Z klubiku Magdy przeniosłyśmy się do restauracji, żeby zjeść obiad (u mnie pstrąg z surówkami i pieczonymi ziemniakami), po którym wsiadłyśmy do samochodów i wróciłyśmy do Wrocławia, odwożąc się wzajemnie.

To był bardzo przyjemny weekend.

Kobiety doskonale potrafią bawić się we własnym towarzystwie, zwłaszcza dojrzałe, które nie muszą już rywalizować, porównywać się, obserwować - nazwijmy to - rynku. Są świadome, że życie nigdy i u nikogo nie jest prostą wznoszącą, dlatego mogą się rozluźnić i nieźle bawić. Tematów do rozmów nie brakowało ani przez minutę.

Wymyśliłyśmy sobie, że się spotkamy w 11 listopada w konwencji lat 20.

Tagi: kobiety
11:50, lala.lu
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl