RSS
niedziela, 21 czerwca 2015

Kto zna powiedzenie: "nieobecni nie mają głosu" albo w innej wersji: "nieobecni nie mają racji"? Jeśli zwracamy uwagę na nieobecnych, to tylko wtedy, gdy zależało nam na cudzej obecności. A jeśli nie zależało, to pal go sześć. 

Rzeczy, zjawiska czy uczucia mają jeszcze gorzej. Nie ma, czyli nie jest ważne. (Oczywiście, pomijam tak przykrą sprawę, jak brak prądu w domu na dzień przed egzaminem albo ciepłej wody, gdy wracamy brudni - ale tu nie o takich przypadkach mowa).

Tymczasem Konnikova stwierdza: "Nieobecność może być tak samo istotna, znacząca, jak obecność" (s. 131) i dodaje dalej: "Zbyt często nie tylko pomijamy rzeczy, których nie ma, ale przede wszystkim nie zwracamy uwagi na ich nieobecność" (s. 132). Aby udowodnić swoją tezę, porównała dane dwóch telefonów - od razu było wiadomo, który lepszy i warty zakupu; ale zaraz dodała jeszcze dwie informacje, których wcześniej nie było (o wadze telefonu i promieniowaniu) - optyka potencjalnego kupującego, np. moja, natychmiast się zmieniła. Brak informacji będzie decydował tak samo, jak ich występowanie.

Holmes nie rezygnuje z rozważania możliwości istnienia brakujących elementów. To on zwrócił uwagę na to, że pies nie szczekał, gdy zabójca przyszedł do domu - brak szczekania okazał się najbardziej znaczącą wskazówką. Wszyscy policjanci przeszli nad faktem nieszczekania do porządku dziennego - po prostu głupi pies nie ostrzegł mieszkańców przed niebezpieczeństwem. Tylko Holmes uznał, że pies świadomie zdecydował się nie szczekać.

Konnikova podsumowuje sposób rozumowania Holmesa: "Brak wyboru również jest wyborem, i to wyborem wiele mówiącym. Każdy brak działania ma swój odpowiednik w działaniu, każdy brak wyboru - w wyborze, każda nieobecność - w obecności" i zaleca: "Musimy tylko obserwować, wprzęgając do tego wszystkie nasze możliwości, i niczego nigdy nie zakładać. Zwłaszcza tego, że nieobecność czegoś oznacza, że to coś nie istnieje" (s. 135).

To był ciekawy wywód. Raczej będę go sobie od czasu do czasu przypominać, dyscyplinująco.

Mnie osobiście dotknęło na tych stronach inne spostrzeżenie autorki - wspomniała efekt status quo: "często tkwimy w zastanej sytuacji i nie wydatkujemy energii na zmianę, nawet jeśli inna opcja byłaby dla nas korzystniejsza". Oczywiście, to że nie decydujemy się na zmianę nie oznacza, że nic nie robimy - owszem robimy - wybieramy milczenie.

Tagi: książki
16:33, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 czerwca 2015

Wzięłam tę książkę do ręki, bo lubiłam kiedyś czytać o Sherlocku Holmesie, genialnym detektywie, który zawsze dostrzegał ukryte dowody, wyciągał wnioski z pozornie niczego, zawsze wiedział, kto zabił. Takich genialnych jednostek było w literaturze i filmie więcej - bez nich runąłby system. Później akcenty się przesunęły, w tych wszystkich "Kryminalnych zagadkach" Miami, Nowego Yorku, Los Angeles detektyw nie zrobiłby nic bez świetnie wyszkolonego zespołu i jeszcze lepszej aparatury. Ciekawa zmiana.

Ale "Myśleć jak Sherlock Holmes" jest zupełnie o czymś innym.

Amerykańska psycholożka rosyjskiego pochodzenia dowodzi, że pisarz potrafi wcielić w postać literacką albo fabułę takie idee, które później stanowią odkrycie w świecie nauki. Tym przewidującym pisarzem okazał się Arthur Conan Doyle, autor popularnej serii o genialnym detektywie Sherlocku Holmesie.

Maria Konnikova rozpoczęła swój wywód od oczywistego stwierdzenia, że Sherlock Holmes był wymyślony, ale jego rygorystyczne podejście do myślenia było jak najbardziej realne. Jemu właśnie - temu myśleniu - poświęcona jest ta książka, a także wielu pułapkom, w które wpadają nasze niewyćwiczone umysły.

Świetnie rozprawiła się z pożądaną obecnie i uwielbianą przez wszystkich wielozadaniowością: "gdy jesteśmy przepracowani, zestresowani, rozkojarzeni lub inaczej nadwyrężeni psychicznie - możemy coś uznać za prawdę, nie mając nawet czasu tego zweryfikować. Nasze zdolności umysłowe narażone na radzenie sobie z wielozadaniowością są po prostu ograniczone tak bardzo, że nie potrafią uporać się ze wszystkim naraz. Dlatego w pierwszej kolejności odpuszczają sobie weryfikowanie. Kiedy do tego dochodzi, pozostajemy z niesprawdzonymi przekonaniami, a później przywołujemy je jako prawdziwe fakty, które w rzeczywistości są fałszywe" (s. 32-33)

Odnotowuje też znacząco: wiemy tak naprawdę tylko to, co potrafimy sobie w danej chwili przypomnieć. To ciekawe, ale ten fakt wykorzystują sądy - podczas przesłuchania nie można przecież korzystać z żadnych ściągawek, dokumentów, itp., można mówić tylko z pamięci.

I jeszcze jedna na ten moment ciekawa właściwość: "Nasz umysł - jak twierdzi Konnikova - kocha ponad wszystko przeskakiwać prosto do wniosków" i "(...) wyciągamy pochopne wnioski na podstawie niewyraźnych, podświadomych sygnałów, z których istnienia nawet nie zdajemy sobie sprawy" (s. 68).

A Holmes tak nie robi. On obserwuje, nie dopuszcza do siebie rażącej siły pierwszego wrażenia, wie, że żaden sąd nie bierze się z próżni i nie jest obiektywny, dlatego Holmes jest sceptyczny wobec każdej swojej myśli, każdą weryfikuje. Jest bezwyjątkowo refleksyjny. 

A skoro już wyciągnęliśmy prędki wniosek, przyjęliśmy jakiś pogląd, nasz umysł szykuje nam kolejną pułapkę - zaczynamy postrzegać tylko takie elementy, które nasz pogląd podtrzymują lub są z nim zgodne.

Tymczasem Holmes oddziela sytuację od interpretacji, dzięki temu nie dokonuje wygodnej reinterpretacji faktów, widzi fakty takimi, jakie są, a nie takimi, jakie chciałby, aby były, bo mu pasują do poglądu.

Dla mnie to było bardzo inspirujące. Na tyle, że jeszcze o tym napiszę.

 

Tagi: książki
18:14, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
Tagi
zBLOGowani.pl