RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2016

Od pierwszej randki do ostatniej rozprawy, pod red. Adama Cedry, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015

Książka zainteresowała mnie z osobistych, żywotnych powodów, toteż ją sobie przeczytałam. Mamy tu uogólniony przekrój problemów - uogólnionych, bo to malutka książka, 176 str. - które pojawiają się w różnych fazach związku. Jest mowa o fascynacji i zauroczeniu, o amoku zakochania, o ludzkich cechach, które wpływają na wybór takiego a nie innego partnera, o oczekiwaniach i zawodach, o odgrywanych nieświadomie rolach i scenariuszach, kryzysach i zakończeniu związku.

Zamieszczone tu teksty lub wywiady były publikowane na łamach "Charakterów" i teraz pojawiły się w jednej książce. Po każdej części przytoczonych jest kilka listów od czytelników wraz z odpowiedziami terapeutów.

Ciekawe, pobudzające do myślenia, tylko że chciałoby się więcej i głębiej.

Dla mnie najbardziej poruszający, oczywiście z prywatnych przyczyn, był fragment o "czterech jeźdźcach Apokalipsy" - jak nazwał to amerykański badacz John Gottman -  czyli o podstawowych czynnikach sprzyjających rozwodowi. Są to (cytuję, str. 99):

• krytycyzm wobec partnera - nie jest to pretensja o jakąś konkretną sprawę, lecz obwinianie partnera i oskarżanie go o wszystko, co się zdarza;

• pogarda i lekceważenie partnera - nie tylko słowami, także gestem, spojrzeniem, tonem głosu; pogarda uszkadza poczucie bezpieczeństwa i wzajemny szacunek;

• postawa obronna - będąca odpowiedzią na krytycyzm i pogardę: zamykanie się w sobie lub kontratak, próby dopieczenia partnerowi, wytknięcia mu jego niedoskonałości i ułomności;

• postawa obstrukcyjna - małżonkowie kamienieją i zachowują wobec siebie lodowaty dystans; ten ostatni grzech bywa niedoceniany, gdyż pozornie nie ma wiele wspólnego z agresją, ale wielki chłód bardziej zagraża relacji niż jawna złość i kłótnia.

Autorzy akurat tego rozdziału, za Marią i Bogdanem de Barbaro - polskimi psychologami, stwierdzają, że mimo dystansu i wzajemnej pogardy związek może przetrwać w skarlałej postaci. jest jak zakontraktowana umowa dwojga niechętnych sobie ludzi, którzy pozostają w związku z wygody lub leku przed samotnością. czasem bycie razem w pustym związku oznacza rodzaj uwięzienia, z którego nie można się wyrwać. Ceną za utrzymywanie takiej niszczącej więzi jest zaniedbanie wielu ważnych potrzeb i obszarów życia.

No właśnie. Tyle że jeśli ktoś decyduje się wyjść z takiego związku, ma przed sobą jeszcze długą drogę rozwodową. Przynajmniej w Polsce, bo w krajach anglosaskich rzecz wygląda zupełnie inaczej - nie ma miejsca na wyniszczającą, niepotrzebną walkę.

Psychologowie w tej książce dowodzą, że oboje małżonkowie tracą coś  wspólnego. trzeba sobie uświadomić tę stratę, przeżyć ból i smutek, przyjąć odpowiedzialność za swój udział w rozwodzie, a to jest podstawa do poczucia bezpieczeństwa. Wyzbyć się gniewu, frustracji, poczucia zranienia czy też winy, a z drugiej strony zadbać o głęboką refleksję o błędach, które się popełniło. prowadzenie wyniszczającej walki, to krzywdzenie przede wszystkim siebie i własnych dzieci. Partner, nierzadko mszcząc się na partnerze, niszczy własne dziecko, czyli wyrządza krzywdę sobie samemu.

Na samym wstępie redaktor Adam Cedro przyznał, że najlepiej uczymy się na własnych błędach, ale może - jak w medycynie - lepiej zapobiegać niż leczyć. Więc tym, którzy nie są tak jak ja zainteresowani najbardziej ostatnim rozdziałem, te książkę polecam.

 

czwartek, 23 czerwca 2016

Okay, mam zaległości w pisaniu...

W lipcu planujemy z koleżankami hardcorową wyprawę (na razie nie zdradzę, jaką). Z tego powodu na początku czerwca zrobiłam kilkudniową wyprawę w Karkonosze, że sprawdzić kondycję, plecak itp.

Poszłam zupełnym standardem. Ale jak tu nie kochać kościółka Wang?

Zwłaszcza wśród kwitnących rododendronów?

To norweski kościółek słupowo-szkieletowy z okresu średniowiecza. Wybitnie charakterystyczny. W samej Norwegii pozostało już tylko 28 takich budowli, poza tym jeden w Szwecji i jeden w Karpaczu.

Konstrukcja prościuteńka: na betonowym fundamencie położona jest drewniana rama, do której przytwierdzone są pionowe deski technika wpustów i piór, która umożliwiała pracę drewna. I tak stoi to 900 lat.

Zdobnictwo Wikingów oczywiście.

Kościół został przeniesiony z Norwegii do Karpacza w XIX wieku na polecenie króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV. Dziękujemy, Fryderyku.

Powędrowałam na Śnieżkę wraz z licznymi wycieczkami szkolnymi, zahaczając o Schronisko Samotnia:

Ojejku, jak ja lubię ten widok:

W ulubionej Strzesze Akademickiej wypiłam kawę. Na szczyt (1603 m. n.p.m.) wdarłam się wyremontowanym krótszym wejściem.

Remontują "talerze" i bardzo dobrze, bo już brzydkie były jak noc listopadowa.

Widoki za to przepyszne:

Obiad zjadłam w Domu Śląskim i powędrowałam w kierunku Słoneczników:

Zeszłam, mijając Pielgrzymy i przechodząc torfowiskiem.

Następnego dnia odwiedziłam wodospad Kamieńczyk - najwyższy w polskich Sudetach, spada kaskadami z wysokości 27 m.

Później powędrowałam poprzez Halę Szrenicką na szczyt Szrenicy (1362 m. n.p.m.)

A trzeciego dnia to już lajcikowo wbiegłam sobie na Chojnik (627 m.n.p.m.), zwiedzając sobie Zamek, znany mi od lat najmłodszych:

 

Stąd rozciąga się świetny widok na Kotlinę Jeleniogórską:

Przygotowana chyba jestem na szalone przedsięwzięcie. Nowy plecak się sprawdził, stare buty również. Zrobiłam listę zakupów, z której najważniejszy jest śpiwór. Mam dwa tygodnie do wyprawy.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

piątek, 17 czerwca 2016

czyli hosty.

Zafascynowałam się funkiami w tym roku i postanowiłam zrobić sobie kolekcję. Dwie odmiany dostałam jakiś czas temu od koleżanki. Jak widać był to prezent od serca:

Funkia Tokudama Flavorcircinalis:

Tu ta sama odmiana, tylko że rośnie w pełnym słońcu, więc jest inaczej wybarwiona:

A tu mamy Funkię Minuteman:

I tu też:

A w tym roku zaszalałam z nowymi odmianami. Posadziłam ich chyba z 15, co wcale nie jest dużo, bo koleżanka ma... 64 odmiany funkii. Oto kilka:

Funkia Devon Green

Funkia Halcyon (boska niebieska):

Funkia Guacamole:

Funkia Snake Eyes (też niebieska):

Funkia Risky Buisness:

Funkia Dream Wear:

I ta żółta ślicznota:

I sporo innych.

W przyszłym roku zachoruję na żurawki :P

Tagi: ogród
10:46, lala.lu
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 czerwca 2016

...już mi przekwitły, ale mam zdjęcia. Uwielbiam rododendrony: ich kolory, ich liście i kwiaty. Co roku coś dokupuję, bo nie mogę przejść obojętnie.

Ten ciemnoróżowy był moim pierwszym - ma już jakieś 6 lat.

Te dwa fuksjowe, które kocham miłością bezbrzeżną, kupiłam trzy lata temu. Mają piękne pukle kwiatowe.

Ten biały o drobnych i rozrzuconych kwiatach kwitnie zawsze jako pierwszy. Ma ze cztery lata.

Ten różowy z białym środkiem został zakupiony w tym roku na nową rabatę. prezentuje się przed dużym bukszpanem.

 

Na tej samej rabacie, między bukszpanem a katalpą, posadziłam rododendron o dużych białych kwiatostanach z bordową plamką w środku.

Drugi duży bukszpan na swoje rabacie też dostał do towarzystwa trzy rododendrony.

Ciemnofioletowy z bordową plamką.

Niski czerwony:

I wysoki czerwony z białym pręcikiem w środku. W tym roku zakwitł mu tylko jeden pukiel. za to piękny.

I z bliska:

Mam jeszcze dwa jasnofioletowe, ale w tym roku miały jakoś tak mało kwiatów i wyglądało, że nie czują się najlepiej (dostały szczepionkę). Zaś jeden, jasnoróżowy, w ogóle nie zakwitł. Sfinks. Jak w przyszłym roku się tak zachowa, to go przesadzę.

Ale dziadowskie zdjęcia mi wyszły. Blee.

Zapisz

Zapisz

Tagi: ogród
13:33, lala.lu
Link Komentarze (8) »
Tagi
zBLOGowani.pl