RSS
poniedziałek, 26 czerwca 2017

Otóż, interesuję się litoterapią. Lubię to, widzę możliwości, pogłębiam wiedzę, ale nie tracę zdrowego rozsądku i sprawdzam wiele rzeczy - chemia i fizyka to podstawa. W wielu wypadkach naprawdę wystarczy wiedza powszechna.

No i byłam w sobotę, pierwszy i ostatni raz w życiu, na takiej imprezie pod Ślężą pt. Harmonia Kosmosu. Na jednym ze stoisk kobieta sprzedawała czaroit - piękny, rzadki i wartościowy kamień. Sama mam kilka okazów.

Oprócz surowych lub oszlifowanych kamieni miała też w słoikach pył czaroitowy. Jak sądzę taki pył został pozbierany podczas cięcia i szlifowania kamieni, gdyż są one zbyt drogie, żeby specjalnie je mielić.

I jakiś człowiek przy stoisku pyta, na co on działa. Ten pył. Kobieta z entuzjazmem wymienia i wymienia... - no, kurde, na wszystko działa. No to człowiek pyta, czy pył czaroitowy można spożywać. A kobieta na to z uśmiechem, że "oczywiście".

Odeszłyśmy z koleżanką szybkim krokiem, żeby baby nie zamordować za nieodpowiedzialność i arogancję.

Bo:

1) czaroity mają bardzo zmienny skład chemiczny i nie do końca znany;

2) niemniej jednak ważną rolę w składzie pełni mangan, który decyduje też o zabarwieniu fioletowym kamienia. Natomiast nadmiar manganu - nie do osiągnięcia przy zwykłym jedzeniu, ale możliwy przy pyle - doprowadza do wielu chorób. Wówczas mogą pojawić się zaburzenia ze strony ośrodkowego układu nerwowego, które przypominają chorobę Parkinsona, np. drżenie kończyn czy trudności w chodzeniu. Mogą się nawet pojawić zaburzenia psychiczne (np. depresja). Może dojść do zaburzenia funkcjonowania wątroby i tarczycy.

Jedzenie czaroitu w jakiejkolwiek postaci, czyli dostarczanie namiaru manganiu do organizmu jest szalenie niebezpieczne.

Bzdur wśród różnych stoisk słyszałam wiele. Piszę o tym, bo ludzie się interesują kamieniami i medycyną naturalną. Pragną z tego korzystać i ufają, przyjmują bezkrytycznie wszystko, co mówi jedna czy druga idiotka ubrana w "szatę", z wiankiem na głowie i "uduchowioną" miną.

Ja na swoim blogu tylko proszę: zachować rozsądek i włączyć krytyczne myślenie.

Zdjęcie użytkownika Ewa Jaworska.



poniedziałek, 19 czerwca 2017

W zeszłym tygodniu zrobiłam małą przerwę w przesadzaniu roślin do nowego ogrodu i pojechałam na kamienie. W tym tygodniu zrobiłam ta samo - kamienie i kurki 😊.

Ależ cudne okazy zdobyłam do swojej kolekcji minerałów! Miodzio. Siedziałam później i czytałam o nich.

Przepiękne opale, mleczne, miodowe i zupełnie przeźroczyste;

Kryształy górskie - zbierałam tylko przeźroczyste, z idealnie wykształconymi szpicami;

Chryzoprazy - tylko przeźroczyste i pięknie wybarwione.

Dostałam szczotkę kalcytową, duży kryształ cytrynu, spory granat indyjski dwa naturalne barwne fluoryty 😍.

Wykopaną szczotkę kryształu górskiego, która akurat moczy się w wodzie, umieszczę pod krzakami - rośliny lepiej rosną, a przede wszystkim zapewnię im ochronę przed przymrozkami. I to nie dlatego, że to jakieś "czary mary", ale w związku z wysokim przewodnictwem cieplnym kwarcu, dziesięciokrotnie wyższym niż wody, i wysoką pojemnością cieplną. Kryształ górski to czysty kwarc, pozbawiony domieszek mineralnych.

(Z dedykacją dla osób, które uważają, że litoterapia, to działanie diabelskich sił 😂😂😂).


W miniony weekend pozbierałam granaty i kurki. Te drugie pójdą na sosik, a te pierwsze muszę najpierw oczyścić.

Chyba zainwestuję w szlifierkę :)

Zapisz

Zapisz

Przeprowadzam się do nowego domu. Pakuję się, wywożę rzeczy, żegnam ze starym domem i ogrodem. Nie sądziłam, że przy takim wywożeniu własnego życia aż tyle roboty. Mam czas do 30 czerwca.

Najlepsze do takich przedsięwzięć są kartony po bananach. Ale ciężko je zdobyć, bo wielkie sklepy od razu się ich pozbywają - rolują w wielkich maszynach albo ścinają w drobny mak. Więc chodzę, upraszam, poluję, czatuję...

Kolekcja porcelany już wywieziona, podobnie kolekcja minerałów i większość ciuchów, aktualnie na tapecie biblioteka - o dżisus...

Przesadzam też część roślin z ogrodu: kolekcje rododendronów (kilkanaście), funkii (około 20 odmian), rojników, rzadkie, wychuchane rośliny... Nie rujnuję starego ogrodu, włożyłam tam zbyt dużo serca, pracy, pieniędzy... Raczej rozsadzam to, co się po latach rozrosło i nie ma już miejsca albo zostawiam uporządkowane rabaty, żeby pan były mąż i jego mamusia coś sobie pokombinowali.

Uśmiałam się ostatnio setnie: Napisałam do firm przeprowadzkowych pytanie o wycenę usługi. Wszystko przewożę sama własnym autem, ale kilka mebli + 8 regałów chciałam przewieźć fachowo. Odległość od jednego domu do drugiego to 1 km, wszystko na parterach, poza jedną szafą.

No, trzech już mi odpowiedziało 😂😂😂. Pomijam firmę, która wyceniła usługę na 3100 zł netto 😂😂😂😂. Kosmici 😂😂😂. Jedna stwierdziła, że 4 mężczyznom zajmie akcja 5 godzin x 180 zł za godzinę 😂😂😂. Podziękowałam grzecznie i powiedziałam, że mam nadzieję na przeprowadzkę z użyciem auta a nie przenoszenia na plecach, bo innego uzasadnienia tych pięciu godzin nie widzę. Zaś trzecia firma wyceniła usługę na 650 zł - tak z sufitu, nie wiadomo za co. Podziękowałam. Zgłosili się tacy za 400 - no, może..., może...

Zapisz

11:41, lala.lu
Link Komentarze (11) »
piątek, 02 czerwca 2017

Kazuki Sakuraba - CZERWONE DZIEWCZYNY. LEGENDA RODU AKAKUCHIBÓW

Wydawnictwo Literackie, 2017

 

Bardzo przyjemna powieść, przypominająca trochę "Sto lat samotności" Márqueza albo "Obfite piersi, pełne biodra" Mo Yana.

Tym razem rzecz się dzieje w Japonii, od końca drugiej wojny światowej. Górski lud podrzuca we wsi małą dziewczynkę, a może o niej zapomina. Manyõ, przygarnięta przez jedną z rodzin, dorasta w spokoju, choć okazuje się, że ma zdolności jasnowidzące. Decyzją Tatsu - matrony bogatego rodu Akakuchibów, który od pokoleń zajmował się wytapianiem stali na zboczu góry - dziewczyna z gór zostaje żoną młodego dziedzica.

To barwny obraz Japonii, zachodzących tam zmian gospodarczych, kulturowych i społecznych. To o życiu przeciętnych Japończyków na prowincji i o tym, jak to życie zmieniło się w ciągu pół wieku. To ciekawe, bo te zmiany i są, i jednocześnie nie są wielkie. Oczywiście, wchodzą nowe technologie, świat przyspiesza, pojawia się wyścig szczurów albo wszechogarniająca apatia, a jednocześnie nawet buntownicza Kemari, córka Manyõ i przywódczyni gangu motocyklowego, w pewnym momencie skłania głowę przez wybranym jej przez rodzinę mężem.

Bliżej oczywiście przyglądamy się trzem pokoleniom kobiet: życiu jasnowidzącej Manyõ, zbuntowanej Kemari i szarej Tõkõ. 

O ile pierwszą i drugą część oplata mgiełka magii i legendy, o tyle w ostatniej części mamy zagadkę kryminalną. Babka tuż przed śmiercią zdradza wnuczce, że kogoś zabiła...

 

Tagi
zBLOGowani.pl