RSS
niedziela, 05 lipca 2015

W najnowszej powieści hebrajskiego pisarza Amosa Oza trudno mówić o jakiejś akcji. Ona rozwija się powoli i w pewnym momencie zawiesza. W sumie nie jest ważna. Jest tłem do rozważań o zdradzie i zdrajcach w ujęciach niebanalnych oraz innych okolicznych kwestiach. To nie jest przypadek, że powieść nosi tytuł "Judasz".

Mi - w zupełnie nieliterackim kontekście - myśli ostatnio krążą wokół stwierdzenia, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje albo nawet - nic nie jest tym, czym się wydaje. Ta powieść pięknie się wpisała w ten nurt. Postaram się, aby jednak recenzja nie była osobista.

Szmuel Asz miał pisać pracę magisterską o Jezusie w oczach Żydów, ale rezygnuje ze studiów, bo rodzice nie są w stanie wspierać go finansowo i rzuca go kobieta. Decyduje się na dość niecodzienną pracę - ma zamieszkać w pewnym domu i codziennie spędzać kilka godzin na rozmowach z kalekim starcem Gerszomem Waldem. Zatrudnia go mieszkająca w tym domu Atalia. Szmuel opracowuje sobie powoli tego Jezusa w oczach Żydów, choć coraz bardziej pochłania go postać biblijnego Judasza, którego interpretuje inaczej niż cały świat chrześcijański. Interesuje się też Szeatielem Abrabanelem, nieżyjącym ojcem Atalii, politykiem, który jako chyba jedyny Żyd uważał, że powstanie Państwa Izrael i wypędzenie Arabów będzie szkodliwe. Umarł w zapomnieniu okrzyknięty zdrajcą.

W dyskusjach z Szmuelem Gerszom Wald mówi: "(...) cała potęga świata nie może zmienić wroga w przyjaciela. Może go zamienić w niewolnika, w przyjaciela nigdy. Całą potęgą świata nie zdoła pan zmienić fanatyka w człowieka oświeconego. Ani kogoś żądnego zemsty w bratnią duszę. I to właśnie są prawdziwe egzystencjalne problemy Państwa Izrael: zmienić wroga w przyjaciela, fanatyka w człowieka umiarkowanego, pamiętliwego i mściwego w życzliwego" (s.129). Gerszom Wald jest naprawdę skromny, widząc te problemy w kontekście Izraela i jego stosunków z Arabami. Moim zdaniem są powszechne, dotyczą z różnym natężeniem każdego z osobna - tak samo w sferach prywatnych, jak i społecznych.

No więc nie można kogoś, można siebie, tyle że konsekwencje bywają tak samo nieobliczalne - okrzykniecie zdrajcą wyziera z każdej strony. Zacytuję Szmuela: "każdy, kto jest gotów się zmienić (...), kto ma śmiałość się zmienić, zawsze będzie uważany za zdrajcę przez tych, którzy nie są zdolni do jakiejkolwiek zmiany, śmiertelnie się jej boją, nie rozumieją jej i żywią do niej niechęć" (s. 299). Zmiana siebie może być czymś w rodzaju odzyskania siebie - w tę stronę chyba chce iść  Szmuel i to chyba dobry kierunek.

 

 

Tagi
zBLOGowani.pl