RSS
piątek, 25 września 2015

Zabrałam dziewczyny do parku linowego. Dzień był cieplutki i przyjemny. W sam raz na konkretny wysiłek. Założyłyśmy sobie uprzęże - a jakże mamusia też. I poszłyśmy połazić po drzewach i miedzy drzewami.

Najpierw dziewczyny wspinały się na takich dziecięcych szlakach, a ja mogłam sobie tylko popatrzeć z dołu. Nie bały się wcale a wcale.

Później jednak Ala zapragnęła powspinać się razem z mamą na wyższym poziomie. Miałyśmy trzy takie trasy do przejścia. Dominia nie mogła nam towarzyszyć, bo za malutka.

Później znowu wróciłyśmy na dziecięcy poziom, żeby młoda nie była poszkodowana. A na koniec chciałyśmy sobie z Alą przejść jeszcze jedną trasę. I przeszłyśmy, ale nie obyło się bez awantury. Dominia nie zdzierżyła i rozwrzeszczała się pod drzewem, a mnie opieprzyła jakaś młodociana dziewoja w bluzie z napisem instruktor. Powiedziałam jej, że nie będę podlegać szantażowi dziecka i jak dziecko wrzeszczy, a krzywda mu się nie dzieje, to niech wrzeszczy. Pani stwierdziła, że ona lepiej wychowa swoje przyszłe dzieci, bo moje niewychowane. Odeszłam przytłoczona ciężarem bycia złą matką, wkurzyłam się na dzieci i na pizzę już nie pojechałyśmy (a trzeba było wyluzować).

16:32, lala.lu
Link Komentarze (6) »

Wróciłam do porzuconej przed laty pasji. Do jeżdżenia na koniach.

 

Koleżanka, która mieszka w pobliżu ma stajnię z boksami i kilka koników. Wychowuje je w sposób naturalny i łagodny, np. moja ulubienica lubi do mnie podejść i napić się kawy z mojej filiżanki. Poza tym mieszkają tam psy, koty, kozy i fetki... A wokół są wspaniałe tereny do jeżdżenia.

Zapisałam siebie i dziewczyny. Potrzebujemy spokoju i odskoczni.

W sierpniu zabrałam swoje córy do moich znajomych, którzy mają dużą stadninę. Nie powiem gdzie, bo koleżanka mówi, że nie chcą reklamy, mają dosyć chętnych :). Mój czas w ogóle nie sprzyjał wypoczynkowi, ale to inna sprawa. Za to dziewczyny bawiły się doskonale.

Nie było telewizora, mój laptop się szczęśliwie zepsuł. Była tylko wieś pełna dzieci i zwierząt.

Tak czy inaczej kupię sobie własnego konia. Będę go trzymać w stajnie koleżanki. Jeszcze nie teraz, bo teraz będę musiała się spłukać do cna, ale postaram się jak najszybciej odrobić. I wtedy będzie koń.

Tagi: konie
10:58, lala.lu
Link Komentarze (7) »

Tego dnia powędrowałam Doliną Kościeliską. To bardzo popularna trasa i tłumna, ale po drodze jest śliczny Wąwóz Kraków, więc warto.

 

Wąwóz kończy się Smoczą Jamą - oczywiście nie odmówiłam sobie.

Później doszłam do Schroniska na Ornaku - popatrzyłam na tłum i udałam się nad Smerczyński Staw. Siedziałam tu maksymalnie długo, czytając sobie książkę.

To był lajcikowy wypad, bo następnego dnia rano musiałam wracać do rzeczywistości.

Tagi: Tatry
09:25, lala.lu
Link Dodaj komentarz »

Dzień odpoczynku polegał zasadniczo na leżeniu w łóżku, smarowaniu kremikiem i jedzeniu dobrych rzeczy, np. bułki z szynką i małosolnym ogórkiem (niebo w gębie). Przed obiadem zrobiłam spacer do Zakopanego.

Zakochałam się w tym urokliwym domku, mogłabym w nim zamieszkać. Oczywiście zaraz po wygraniu kilku milionów w totolotka.

W sumie wybrałam się na jakiś sensowny obiad, ale spotkała mnie przedziwna rzecz - nie byłam w stanie znieść żadnych zapachów - obrzydzały mnie zapachy mijanych piekarni, ciastkarni, restauracji, fast foodów, barów - po prostu nic. Wróciłam ścieżką pod reglami do domku i zatopiłam się w czytaniu. Moja teoria jest taka, że to świeże powietrze na wysokościach powyżej 2000 m. n.p.m. oczyszcza organizm tak, że ma on trudności z powrotem do cywilizacji.

Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie rano, około 5. Tym razem podjechałam autem do Kuźnic, zapłaciłam za parking dwie dychy i poszłam do Hali Gąsienicowej przez Boczań.

 

Zjadłam bigos (kurczę! moja dietetyczka mówi, że nie wolno być niewolnikiem diety. To czemu mam wyrzuty sumienia?).

I ruszyłam w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego - jest piękny, urzekający, cudowny.

Później zaczęłam iść pod górę. W surowym krajobrazie, który bardzo mi się podoba. Minęłam Zmarzły Staw, a później czapy wiecznego śniegu (stopnieje dopiero w październiku).

Uwielbiam ten szlak na Zawrat. Po prostu to mój ulubiony.

Dotarłam na szczyt (2159 m. n.p.m.) około 11.00. Po jednej stronie - tej od Czarnego Stawu - kłębiła się szara mgła, po drugiej - tej od Pięciu Stawów - świeciło słońce. Nie ukrywam, że korciły mnie Granaty i Orla Perć, ale zapowiedzi pogody nie były najlepsze - ok. 14.00 miało lać. Skręciłam więc na Świnicę.

To też niełatwy kawałek. I też za nim przepadam.

Świnica ma 2301 m. n.p.m.. Ten szczyt wygląda... jak szczyt, czyli wąski, kamienny szpikulec. Nie ma miejsca, a kilka osób wchodzi. Nie siedziałam długo, może z 10 min. i ruszyłam w stronę przełęczy.

A widoki piękne:

Zeszłam na Świnicką Przełęcz. Pogoda wyklarowała się i trochę żałowałam, że na tym Zawracie nie skręciłam na lewo. Zdecydowałam się jeszcze nie schodzić, tylko iść na Kasprowy Wierch. Tymczasem okazało się, że ktoś spadł ze Świnicy. Ale przecież widziała oszołomów z piwem albo w sandałach, albo panienki robiące sobie fotki nad samą przepaścią. Spaść ze Świnicy to, niestety, nie jest takie trudne. Śmigłowce latały non stop.

Poszłam dalej. Zatrzymałam się na chwilę na Kasprowym Wierchu, żeby podładować telefon. To jest miejsce zarezerwowane dla komercji - wyciąg przywozi masę ludzi, którzy idą jeść do bardzo drogiej restauracji, następnie podchodzą na szczyt Lilowe (20 min.) i zjeżdżają w dół. Brr... No dobrze, nie chcę tak całkiem krytykować - są plusy - mogą tu pobyć niepełnosprawni.

Wracam, schodzę z Kasprowego do Kuźnic. Przez chwilę myślałam, czy nie iść dalej, bo czułam się pełna siły, ale w górach trzeba zacząć schodzić, kiedy człowiek jest pełen siły. Schodzenie też jest bardzo męczące. Mimo dobrych butów bardzo bolały mnie palce u stóp. Doczołgałam się do samochodu - byłam na szlakach tego dnia ponad 13 godzin.

 

 

 

Tagi: Tatry
09:11, lala.lu
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 września 2015

Tym razem z mojej kwatery powędrowałam do Doliny Kościeliskiej. Przeszłam nią kawałek i ruszyłam szlakiem na Ciemniak (2096 m. n.p.m.) - to też jeden z Czerwonych Wierchów. Było strasznie gorąco.

Piękny widok z Chudej Przełączki (1850 m.n.p.m.)

Na szczycie... no... niewiele pamiętam ze szczytu. zaraz po zrobieniu tego zdjęcia rozpętał się Armagedon. Za mną Krzesaniec.

Zerwał się bardzo silny wiatr. Tak silny, że nie byłam w stanie wyciągnąć kurtki z plecaka. A później lunął deszcz z gradem. Ludzie zbiegli poniżej i ukryli się za skałą. Przeczekaliśmy tam z 20 min. aż przestanie tak strasznie lać. Przestało. Byłam totalnie mokra, podwinęłam spodnie i ruszyłam w dół przeklinając mokre kamienie. Gdy zaczęła się mokra glina, zatęskniłam za mokrymi kamieniami. Gdy doszłam do Doliny Kościeliskiej byłam już prawie zupełnie sucha.

Wróciłam do domku, wzięłam gorący prysznic, uznałam się za zmęczoną i postanowiłam następnego dnia sobie odpocząć.

Tagi: Tatry
16:17, lala.lu
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl