RSS
czwartek, 31 października 2013

Dziś upływa rok mojego blogowania:

1) Pierwszy wpis popełniłam 31 października o godz. 22.07.

2) Od tamtego czasu wpisałam się jeszcze 181 razy + obecny (policzyłam i z przyjemnością sobie poczytałam, więcej w nim rzeczy, które pragnę zapamiętać i z którymi pragnę się podzielić, niż wylewania frustracji, choć czasem i to się zdarza).

3) Otrzymałam 1839 komentarzy, za co ogromnie dziękuję i z czego bardzo się cieszę.

4) Poznałam 3 Blogowiczki osobiście i mam nadzieję, że spotkanie pod Krakowem nie będzie naszym pierwszym i ostatnim (jakoś musimy się zdzwonić i u którejś spotkać, tylko czy to się uda zimą?)

5) Mam 36 ulubionych blogów, choć Autorzy niektórych, niestety, przerwali działalność lub się przenieśli. O los jednej Autorki się martwię z pewnych względów. Oczywiście, buszuję po znacznie większej liczbie blogów.

6) Mój blog nie jest anonimowy, bo został odkryty, więc go już specjalnie nie ukrywam.

Dziękuję MimiFibi, że mi przypomniała o tej rocznicy jednym z komentarzy, bo może by mi umknęła.

 

Sprawa na marginesie

Dlaczego kot, gdy nabroi (tzn. nasika, nasra lub skutecznie podrapie kanapę), jest wtedy MOIM kotem, a gdy jest grzeczny (przeważnie), to jest kotem całej rodziny? Dzisiaj kwestia wypłynęła, kiedy szorowałam szczotą ryżową korytarz z okazji nasikania i nasrania nie tam gdzie trzeba. Oczywiście biedny kot był zmuszony, bo go zamknęli w domu. W każdym razie pożegnałam paznokcie na dłużej.

 

21:42, lala.lu
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 28 października 2013

Nie chce mi się zaczynać historii od zdania: od prawie roku pracuje w firmie nowa koleżanka...,

przejdę do klu: wypowiedziałam na głos dobry pomysł, co więcej zapisałam go i wysłałam e-mailem, gdyż uważam, że dobre pomysły są po to, żeby je realizować.

Po niedługi czasie usłyszałam, że nowa koleżanka przedstawia mój pomysł jako swój własny. 

A dziś miałam okazję powiedzieć do niej: O, realizuje Pani mój pomysł!

W odpowiedzi usłyszałam: Nie, to nie Pani pomysł, tylko mój.

Odparłam więc: Niestety, Pani pewnie nie zapamiętała, ale wysłałam ten pomysł Pani e-mailem, którego zaadresowałam również do Pani szefa, a także do szefa wszystkich szefów.

Zapadło niezręczne milczenie. Ale na krótko, gdyż nowa koleżanka odrzekła: Ach, faktycznie, wysłała Pani.

Jaki z tego morał? Morał jest taki, że jak ktoś jest świnką, to drugi raz dobrego pomysłu do łapki nie dostanie.

A teraz rozważania na temat:

a) zawsze uważałam, że kłamstwo ma krótkie nogi,

b) zawsze uważałam, że korona z głowy nie spada, kiedy człowiek wskazuje źródło, przeciwnie - na głowie się ta korona wtedy umacnia,

c) zawsze uważałam, że należy wspólnie pracować na wspólne dobro, a nie każdy sobie rzepkę skrobie,

d) uważałam też, że ja pomagam tobie, a ty mi oraz że w jedności siła,

e) uważałam, że jeśli coś się bardzo nie opłaca, to nieszanowanie praw autorskich i kradzież intelektualna (każda kradzież, ale tu przypatrujemy się konkretnemu przypadkowi).

A teraz o odczuciach:

a) jestem zdegustowana,

b) właściwie to wściekła,

c) czuję się oszukana i naiwna,

d) jest mi przykro,

e) przeczuwam, że świnka wyrośnie na dużą świnię (choć chciałabym się mylić).

 

 

 

21:32, lala.lu
Link Komentarze (17) »
niedziela, 27 października 2013

Oto Dominia, nieuratowana sześciolatka, która w miniony piątek została pasowana na ucznia:

 

Jakie jest moje dziecię?

Inteligentna z pewną dozą złośliwości, z dużym poczuciem humoru, które zjednuje jej w oka mgnieniu całe otoczenia, typ przymilnej śmieszki, towarzyska, chętna do różnych zadań (byle nie do sprzątania). Potrafi w ciągu minuty zrobić straszliwy bałagan w pokoju, a później jęczeć przez resztę dnia, że ją głowa boli i nie może posprzątać.

Potrafi czytać proste teksty - ja jej tego nie uczyłam, potrafi dodawać do dziesięciu, choć czasem się myli - tego też jej nie uczyłam, ma problemy logopedyczne - z wymawianiem r - ale pracujemy nad tym. Jest śmiała, nawet nazbyt i wygadana (mały adwokat).

To mój drugi nieuratowany maluch, bo pierwszy jest już w trzeciej klasie - jakoś żyje.

Nie ratowałam maluchów, bo chodziły do dobrego przedszkola, świetnie się rozwijały, miały w domu czytanie książek, zabawy, chodzenie do zoo i teatru. Wysłanie dzieci do zerówki byłoby zatrzymaniem ich w rozwoju na cały okrągły rok - widziałam program - niczym nie różni się on od tego, co robiły w pięciolatkach w przedszkolu.

W szkole zawsze będą dzieci, które szybciej lub wolniej, lepiej lub gorzej - takie jest prawo grupy. To samo spotyka nas w dorosłym życiu. Im szybciej będziemy potrafili żyć społecznie, tym lepiej dla nas. Nie powinniśmy płakać nad tym, że któreś dziecko wolniej lub gorzej, ale uczyć rówieśników empatii, radzenia sobie z sukcesami i porażkami, radzenia sobie z sytuacją bycia na tle grupy, radzenia sobie z innością własną lub rówieśników.

Dlatego uważam, że dziecko powinno chodzić do przedszkola od co najmniej 4 roku życia  i powinno zacząć naukę w wieku 6 lat.

wtorek, 22 października 2013

posiedziałam przy komputerze, ale niespecjalnie pracując, raczej przeglądając stronki, blogi, allegro, wreszcie zmęczona poszłam spać o 1.00.

I... nie zmrużyłam oka, wierciłam się, polegiwałam, a mózg pracował. Miałam bowiem napisać listy do osób oficjalnych, a w pracy nie miałam weny, zaś miałam inne pilne zajęcia. Wstałam więc o 5.24, bo mi te listy żyć nie dały, i napisałam je oraz wysłałam szefowi do oglądu. Ciśnie mi się na usta brzydki wyraz, normalnie mnie pop...

Tymczasem na fejsie nadszedł do mnie adekwatny demotywator:

06:43, lala.lu
Link Komentarze (13) »
niedziela, 20 października 2013

We wrześniu i październiku bardzo się dużo dzieje u mnie zawodowo. Akcja za akcją. Nic dziwnego, że się przepracowałam, choć to raczej skutek dłuższego zaniedbywania zdrowia, snu, racjonalnego podejścia do obowiązków. W każdym razie wczoraj zgrałam z dyktafony wszystkie nieprzerobione nagrania, z którym musze zrobić materiał do następnego numeru gazety. Uzbierało się prawie 9 godzin... Jeżuuuuu...

Wczoraj przerobiłam 2 godziny wywiadu z człowiekiem, który w stanie wojennym był organizatorem porwania samolotu lecącego do Warszawy i ostatecznie lądującego w Berlinie Zachodnim. Rzec by można - przygoda życia. Historię oczywiście opisywały wszystkie gazety w tamtych czasach, przypominam to w zupełnie innym kontekście i z innych przyczyn, ale chętnie. Niemcy mają swoje muzeum Checkpoint Charlie, a my? My nic. A warto by było, bo takich sensacyjnych historii jest dużo więcej. Człowiek ma dziś specjalistyczną i rozwijającą się firmę w Berlinie. Kończę układać tekst artykułu.

Drugi ciekawy materiał mam o uśmiercaniu zwierząt i uboju rytualnym. Odbyła się bardzo ciekawa debata w stylu oxfordzkim na ten temat, z udziałem wybitnych biologów, psychologa prawnika, przedstawiciela organizacji pozarządowej chroniącej zwierzęta oraz Naczelnego Rabina Polski Michaela J. Schudricha i Muffiego Muzułmańskiego Związku...Tomasza Miśkiewicza. Debatę, która odbyła się po południu, poprzedziła całodniowa konferencja naukowa. Dawno nie widziałam takiej konferencji, nikt nie przysypiał na referatach interesujących tylko referującego, ale wszyscy żywo reagowali, dyskutowali, kłócili się i prawie dali sobie po pyskach. Debata była już stonowana i pozbawiona nadmiernie emocjonalnych wypowiedzi, choć nie do końca. Nagranie ma ponad 3 godziny. Zrobię z tego artykuł na trzy rozkładówki. Mój tekst ukaże się dopiero w grudniu, więc linkuję:

http://www.up.wroc.pl/debata-akademicka

Będę chciała opublikować wykład prof. Stefana Niesiołowskiego, który nagrałam, ale jeszcze nie mam na to zgody. W każdym razie 40 min. do spisania, jakby kto pytał.

I inne...

Chciałabym zatrzymać czas na tydzień. Wszystko stoi, a tylko ja działam...

 

 

15:35, lala.lu
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl