RSS
poniedziałek, 21 sierpnia 2017

10.08.2017 r.

Dzisiejszy odcinek trasy sponsoruje przedrostek NAJ. Najdłuższy, najbardziej upalny, najgorszy, z najbardziej nieoczekiwanymi zwrotami akcji.
🌼 Najpierw w nocy była okropna burza i coś wrzeszczało okropnie. Rano gospodyni twierdziła, że miałby to być puchacz. Ale czy puchacze drą się jak potępieńce?
🌼 Podczas wspinaczki na Jawornik Wielki przedzierałyśmy się przez zwalone drzewa i mokre chaszcze. Nie obyło się bez ran ciętych i szarpanych, leczonych babką lancetowatą.

🌼 Złoty Stok jest śliczny, kto nie był, powinien się wybrać. W drodze do Paczkowa - niespodzianka! Zatrzymuje się auto i wyskakują znajomi - Kuba i Marta, którzy obdarowują nas pysznym ciastem jagodowym.

🌼 To na otarcie łez było, bo droga do Paczkowa i za nim wiodła w palącym słońcu z oddechem zapowiadanej nawałnicy na karkach i przeważnie asfaltem przez różne wioski. W związku z tym zaprzyjaźniałyśmy się z sołtysami w celu zbierania pieczątek. Obserwacja socjologiczna jest taka, że na 4 sołtysów trzy to kobiety 😊.

Paczków - całe miasto otoczone murami miejskimi, polskie Carcassonne.

Pani sołtys przy pracy.

To jest bydło mięsne. Ale czy można zeżreć coś, co ma taką grzywkę?

Żłobek.

🌼 Z uporem maniaka szłyśmy do Kałkowa, bo około południa zarezerwowałyśmy tam nocleg, ale na miejscu okazało się, że... musiałyśmy chyba dzwonić do jakiegoś Kałkowa w innej części Polski. Zajrzałoby nam w oczy widmo bezdomności, ale jesteśmy dziećmi szczęścia: dwóch młodzieńców postanowiło nas podwieźć a chwilę wcześniej od sołtyski dostałyśmy cynk, że noclegi są w zamku sąsiedniej wsi - w Piotrowicach Nyskich. Skończyłyśmy jak księżniczki.

To XVI-wieczny, renesansowy zamek. Znajduje się w rękach prywatnych polsko-angielskiego małżeństwa, które go sobie remontuje.

Oryginlne XIX-wieczne płytki i wanna.

🌼 W sumie przewędrowałyśmy dzisiaj jakieś 43 km. Przez Góry Złote i Przedgórze Paczkowskie. To był totalny hardcore i nie wiem, kto jest za to odpowiedzialny - ja czy Małgosia. Bardzo byśmy chciały, żeby ktoś nas pochwalił i docenił, bo jesteśmy zamordowane na maksa.

Dzisiejszy dzień był także dniem wybitnie porcelanowym.

To uczucie... gdy w jakiejś agroturystyce w środku lasu dostajesz śniadanie na stuletnich talerzykach przedwojennej bardzo cenionej manufaktury Koenigszelt (Jaworzyna Śląska):

A następnie w barze w Paczkowie jesz obiad na starych dobrych Tułowicach...

Zaś na zamku nie będziesz pić kawy w byleczym, tylko w ślicznym komplecie Chodzieży...

9.08.2017

Za nami następny etap - 31 km. Na jednym ze zdjęć widać dwa tulące się drzewa różnych gatunków, modrzew i buk. Przyroda uczy nas jak powinniśmy żyć (a historia - jak powinniśmy się zachować).

🌼 6 km za Lądkiem, w Orłowcu, znalazłyśmy Agroturystykę "Pod Aniołem"... nazwa adekwatna 😍😍 Śpimy w wielkim, wygodnym łożu (na zdjęciu), a wanna mniej więcej tych samych rozmiarów.

🌼 Należy nam się, bo odcinek dał w kość. Ktoś mądry poprowadził szlak leśnymi drogami wysypanymi szutrem - każdy krok czuć w mózgu. W sumie nawet nie jesteśmy zmęczone, tylko nasze małe paluszki od stópek wyją z bólu. Nawet moczenie w strumyku nie uśmierzyło paluszkowych pretensji.

🌼 Ze Śnieżnika ruszyłyśmy przez Żmijowiec na Czarną Górę (1205 m.npm.), a następnie zostawiając Stronie Śląskie po prawej stronie, pomaszerowałyśmy do Lądka Zdroju. Czyli przeszłyśmy przez Masyw Śnieżnika i weszłyśmy w Góry Złote.

Widok z Czarnej Góry

Przełęcz pod Chłopkiem

Przydrożna kapliczka - każdy tu wsadził obrazek, którego już nie chce mieć w domu.

Lądek Zdrój - leniwe centrum miasta z dobrą pizzerią

Zapisz

8.08.2017

Za nami odcinek 32 km. Od Schroniska "Jagodna" w Spalonej do Schroniska "Na Śnieżniku". Słoneczko świeciło, kwiatki rosły, wianki się plotły, bo panienki dobrze się bawiły.

Stara lipa a właściwie zrośniętych kilka pni starej lipy. Piękne.

"Na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek; a przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek".




🌼 Opuściłyśmy Góry Bystrzyckie i przecinając Kotlinę Kłodzką zawędrowałyśmy na Masyw Śnieżnika.
🌼 Dzisiejszy szlak był wyjątkowo religijny. Mijałyśmy przydrożne kapliczki - cudne były zwłaszcza te, które oszczędziła inwencja twórcza katolików i nie były ustrojone sztucznymi brudnymi kwiatkami oraz cmentarnymi zniczami. Doszłyśmy do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej na Górze Iglicznej,

Długopole - zaniedbane uzdrowisko. Tu wylądowałyśmy pod sklepem na śniadaniu.

Sanktuarium Matki Boskiej Iglicznej


🌼 a później przez urocze Międzygórze - tętniące życiem turystyczne miasteczko, bardzo klimatyczne, pełne XIX-wiecznych drewnianych willi, w którym NIE MA ani jednego bankomatu, na Śnieżnik.
Ostatnim razem wdrapywałyśmy się tu 28 stycznia - Małgosia i 5 lutego ja, tego roku, oczywiście.

No, niestety.

Masyw Śnieżnika :)

Schronisko "Na Śnieżniku"

Będzie post factum, no bo nie miałam dostępu do komputera, a na moim smartfonie blox się nie otwiera. Posty i zdjęcia zamieszczałam na bieżąco na fejsbuku.

Pierwsze 240 km Głównego Szlaku Sudeckiego przeszłyśmy z Małgosią w zeszłym roku longiem. Zostało nam jeszcze 204 km.

7.08.2017

No to wróciłyśmy na Główny Szlak Sudecki, porzucony niechętnie w zeszłym roku na 240 kilometrze z powodu przewlekłej ulewy.
🌸 Wstałyśmy o nieludzkiej porze 2.30 i kombinowanymi autobusami dostałyśmy do Lewina Kłodzkiego - małej, sennej mieścinki. Stamtąd o 8.00, zziębnięte z niewyspania, ruszyłyśmy do Dusznik Zdroju. Szlak wiódł przez park zdrojowy i dochodzące zewsząd dźwięki muzyki Szopena, który niegdyś tam koncertował.

Kłodzko wczesnym rankiem - widok z dworca autobusowego.

Piękny szlak z Lewina Kłodzkiego do Dusznik.

W Dusznikach Zdroju pod pomnikiem Chopina.

🌸 Następnie wdrapałyśmy się do Zieleńca ze świetnymi trasami narciarskimi, tyle że zimą. To stąd pochodzi to zdjęcie uroczego kościółka ze starym cmentarzem. W schronisku "Orlica", puściuteńkim, poczułyśmy się jak w peerelu. Młody pan tylko kręcił głową: piwa nie ma, pstrąga nie ma (tam wszędzie łowiska), sałatki do obiadu nie ma, bo on nie umie robić sałatek. No spoko. Zrehabilitował się lekko herbatą z malinami.

Kościółek w Zieleńcu.

Herbatka z malinami w schronisku "Orlica" w Zieleńcu.


🌸 I powędrowałyśmy do Spalonej, do wspaniałego schroniska, gdzie czekały specjalnie dla nas boskie pierogi.
Doczołgałyśmy się na ostatnich nogach, pokonując dziś dystans 38 km Górami Orlickimi i Bystrzyckimi.

Schronisko "Jagodna".

🌸Istotnym motywatorem były wilcze ślady w lesie 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

wtorek, 25 lipca 2017

Sue Monk Kidd - CZARNE SKRZYDŁA - Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

Piękna książka.

O kobiecej przyjaźni - do szczęścia i rozwoju kobiecie potrzebne są inne kobiety wraz z ich bliskością, wyrozumiałością, cierpliwością, ciepłem, odwagą.

O zniewoleniu - człowiek bywa zniewolony fizycznie przez czynniki zewnętrzne, zniewolony przez prawo, ale czasem sam wtrąca się do więzienia - do więzienia własnego umysłu.

O buncie, o strachu i odwadze, o wierności swoim ideałom, o niewolnictwie w Stanach Zjednoczonych w XIX wieku i narodzinach ruchów abolicjonistycznych, a także feministycznych.

Naprawdę piękna książka.

Jest ona pisana z dwóch perspektyw: rozdziały "Sara" przeplatane rozdziałami "Szelma". Dzięki temu widzimy świat widziany oczami Sary Grimke - rudowłosej arystokratki z Karoliny Południowej, córki plantatora i prawnika oraz świat widziany oczami Szelmy - niewolnicy podarowanej Sarze w dniu 11 urodzin. Oczywiście, są to dwa różne światy.

To trzecia książka Sue Monk Kidd, którą przeczytałam. Żadna mnie nie zawiodła.

Opactwo świętego grzechu

Sekretne życie pszczół

Tagi
zBLOGowani.pl