RSS
środa, 01 sierpnia 2018

Ten cudny moment, gdy ulubione szpile zamieniasz na buty górskie, nazywa się URLOP.
Witaj, mój Książę.

Tagi: urlop 2018
15:46, lala.lu
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 lipca 2018

Taki mały wypadzik w Beskid Żywiecki...

Przed właściwym celem zrobiliśmy 10-kilometrowy spacer na Mosorny Groń (1047 m n.p.m) i piękny Wodospad na Potoku Mosornym. Sprawdzaliśmy, czy nam buty i płaszcze nie przemakają. Potem położyliśmy się spać, jak dzieci o 19.00.

Widok na Babię Górę osnutą mgłą.

Zaczyna się krótka ulewa, ale my jesteśmy dobrze przygotowani.

Nad Wodospadem już pięknie:

Gdybym miała porównać Śnieżkę i Babią Górę...

(Takie myśli, kiedy człowiek siedzi zmarznięty i otulony od 3.00 na szczycie Babiej i czeka na wschód słońca).

 

Czerwonym szlakiem szło się cudnie z zapalonymi czołówkami i w wilgotnym mroku. Szczyt (1725 m n.p.m.) okazał się bardzo nieprzyjazny - wiało jak jasna cholera, a temperatura odczuwalna sytuowała się na -5. Nie było widać kompletnie nic, za to było lodowato zimno.

Nie licząc na piękny wschód słońca postanowiliśmy o 4.45 schodzić.

Spełniłam sobie małą fanaberię. Niegroźną, jak sądzę.

Będąc miłośniczką porcelany i gór, załadowałam do plecaka dobrze zabezpieczone filiżanki ze srebrnymi pięknie formowanymi łyżeczkami i wyniosłam na wysokość 1725 m n.p.m.

200 m niżej, na Kępie (1521 m n.p.m.), gdy zaczął się spektakl chmur w słońcu - kawa z filiżanek smakowała rewelacyjnie. Prawda, że się ładnie komponują? Takie... interdyscyplinarne podejście do pasji.

 



 

17:41, lala.lu
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 czerwca 2018

Mój wyjazd Tatry (i Beskidy) zbliża się wielkimi krokami, a tymczasem moje stare dziecko:
- Wiesz co, mamo, ten w-f w szkole jest beznadziejny - zagaja Ala.
- Yhm.
- Będę z tobą jeździć na te wyjazdy górskie - nie pyta, tylko stwierdza fakt.
- Co?! Wszystkie?
- Tak - stanowczo potwierdza.
- Nieeeeee.
- No chyba że będę na biwaku - łaskawie daje mi szanse na własne życie.
-Nieeeeee.

Ala zostawiła komórkę pod opieką mamusi i młodszej siostry na dłużej... Oczywiście, rzuciłyśmy się, gdy tylko za Alą zamknęły się drzwi. Hasło zostało zhakowane, zdjęcia przejrzane, massenger też - pod hasłem koniecznej kontroli rodzicielskiej. Po powrocie Ali:

- Kochanie, zostawiłaś komórkę, trochę popatrzyłyśmy. Lekko.

- Żartujesz? - ni to pyta ni stwierdza.

- Ala, zhakowałam Ci hasło, obejrzałyśmy wszystkie Twoje zdjęcia i przeczytałyśmy wiadomości na fejsbuku i massengerze - donosi szybko młodsza, nie reagując na moje rozpaczliwe uciszanie.

- No widzisz - stwierdza bez emocji Ala - Dominika konfi nie tylko na mnie. I jak się teraz z tym czujesz?

Moje królestwo jest na dole: sypialnia, salon, kuchnia, łazienki, pralnia - czyściutko, pachnąco, ślicznie. Natomiast na piętrze rządzi imperium chaosu - pokoje dziewczynek. Nawet tam nie wchodzę. Czasem tylko urządzam wyprawy rebelianckie w celu odbicia zawleczonych naczyń i brudnych ciuchów (zanim same zejdą). 

Przed wyjazdem na kolonię zażądałam jednak posprzątania szafy... Kilka godzin później Dominika:

- Wreszcie widzę podłogę w szafie.

 

 



15:13, lala.lu
Link Komentarze (2) »

Taka niespodziewana sytuacja ;) Pierwszą z książek przeczytałam dawno, drugą niedawno, a Maurica Maeterlincka mam na tapecie.
Tak, to ten sam Maeterlinck od XIX- wiecznego symbolizmu, od Ślepców, którzy ufnie czekali na Godota, choć wiadomo, że Godot nie przyjdzie. Ten sam napisał piękną prozą fascynujący podręcznik o pszczołach.

Też mam pasje. Odległe od tego, co robię zawodowo i odległe od siebie. Zobaczyłam w Maeterlincku bratnią duszę.



Kiedy na tapecie Terry Pratchett, świat w magiczny sposób nie komplikuje Ci życia: nie widzisz kubków po kawie w zlewie, kot sam znalazł żarcie, zepsuło się żelazko i nie ma możliwości prasowania...
Zachwycające poczucie humoru, pierwszorzędne obserwacje socjologiczne, zabawa konwencjami - co za szczęście, że facet napisał ze czterdzieści tych tomów i tak sobie można beztrosko czytać.

Tagi
zBLOGowani.pl