RSS
niedziela, 16 lipca 2017

Adam Cedro (red.) - W ZWIĄZKU Z CIAŁEM. JAK ROZUMIEĆ WŁASNE CIAŁO - Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2017.

 

Ta malutka książka (format A5, 160 stron) powinna być lekturą obowiązkową. I to taką raz w roku. Na zdrowie, szczęście i urodę.

Człowiek lekceważy swoje ciało od średniowiecza,a konkretnie od przyjęcia chrześcijańskiego światopoglądu, że ciało nie jest ważne, jako siedlisko grzechu należy je karać, że człowiek to właściwie tylko dusza, o której byt pośmiertny trzeba zadbać. Przez wiele stuleci, mimo tego złowrogich tez, człowiek siła rzeczy żył w zgodzie z naturą a ona wymuszała na nim uznawanie ciała i oddawanie ciału tego, co należne: choćby wysiłku fizycznego i odpoczynku.

Dzisiaj obserwujemy totalną katastrofę, mająca związek z rozwojem cywilizacji. Niby współczesna kultura gloryfikuje ciało, ale to nieprawda - gloryfikuje własny wizerunek i wygląd. A to nie są tożsame z ciałem pojęcia. Zasadniczo nie akceptujemy swojego ciała, dopasowujemy je jak rzecz do zaszczepionych norm, mód i oczekiwań: anoreksja, bulimia, body piercing, tatuaże, treningi siłowe z użyciem sterydów. Albo nie dajemy rady dopasować i poddajemy się biernemu konsumpcjonizmowi: otyłość, lekomania.

Skoro ujarzmiamy przyrodę, wydaje nam się, że możemy dowolnie wyregulować nasze ciała: lek na bezsenność, na ból, na łaknienie, energetyk na zmęczenie... Nikt nie pyta, dlaczego nie możemy spać, z jakiego powodu coś boli - po prostu ma przestać boleć. Człowiek ani się nie obejrzy, a "Życie przestaje smakować, zaś zmaltretowane ciało nie jest w stanie wytworzyć hormonów szczęścia, odczuwać przyjemności" [s. 13].

Ta książka jest właśnie o dobrym traktowaniu ciała. O słuchaniu własnego ciała. I to o tym, że nasze ciało idzie naszej głowie na ratunek, tylko trzeba mu na to pozwolić.

Paula Hawkins ZAPISANE W WODZIE
Świat Książki, Warszawa 2017

Małe, angielskie miasteczko. W rzece topi się Nel Abbott, ekscentryczna fotografka, która badała i pragnęła opisać w książce historie licznych topielic, które zakończyły życie w rzece. Zaczęła od pławienia kobiet oskarżonych o czary, kilka wieków wcześniej. I doszła do wniosku, że Topielisko nie należy do samobójczyń, jest to miejsce pozbywania się kłopotliwych kobiet.

Ale kto? Jak? Z jakiego powodu? I czy aby na pewno "oliwa zawsze sprawiedliwa"?

Taki sobie thriller na wakacje. Niestety, nie tak dobry, jak debiutancka książka Pauli Hawkins "Dziewczyna z pociągu". Widzę kilka niekonsekwencji (nie wyjaśniono jednej istotnej śmierci), trochę za łatwych rozwiązań (Henderson zniknął i nikt go nie szuka) itp. Osobiście jestem rozczarowana.



Zapisz

piątek, 07 lipca 2017

Edmund de Waal - BIAŁY SZLAK. PODRÓŻ PRZEZ ŚWIAT PORCELANY - wyd. Czarne, Wołowiec 2017

Edmund de Waal jest uznanym na świecie artystą ceramikiem oraz krytykiem i historykiem sztuki. Ta książka udowadnia, że jest też świetnym pisarzem.

De Waal patrzy na porcelanę nie przez pryzmat sygnatur, jej wartości materialnej. Nawet jej wartość estetyczna nie jest tu na pierwszym planie. On proponuje zobaczyć w porcelanie wielofunkcyjny i wieloznaczny fakt kulturowy.

Oto przykład. Cesarz Yongle zabił bratanka i zajął jego miejsce na tronie. Jak każdy nieprawowity władca w historii musi nieustannie potwierdzać swoją władzę. Uzurpatorzy budują sobie tysiące pomników, wymuszają na poddanych oddawanie sobie czci boskiej lub nadmiernego okazywania posłuszeństwa. Muszą stwarzać symbole stabilności, bo ich władza nie ma prawdziwych korzeni. Muszą otaczać się zbożnymi rytuałami, bo nie są prawdziwymi pomazańcami. Dlatego de Waal opisuje cesarza Yongle - uzurpatora i rozumie, dlaczego ten kocha biel i jej potrzebuje. Jak pisze autor, cesarz otacza się oślepiająco białą porcelaną. "Odgrywa ona publiczną rolę". Cesarz buduje sobie olbrzymia pagodę w centrum miasta, całą z białej porcelany - siódmy cud świata. Tony białej porcelany potwierdzają władzę uzurpatora.

Inny przykład. Tym razem z Europy. Z przełomu XVII i XVIII wieku. Cesarz August II Mocny pragnie być mocny na każdej płaszczyźnie życia, ale tak naprawdę nic go nie zadowala na dłużej - bo mieć wszystko nie jest wcale a wcale takim wielkim szczęściem. Oczywiście cesarz zbiera porcelanę i zewsząd ja skupuje. Chiny są w modzie na europejskich dworach. Jednocześnie mamy wiek oświecenia, wiek nauki, eksperymentów, filozofów, alchemii, poszukiwania kamienia filozoficznego i prób zamiany ołowiu w złoto. I tak koronowany szaleniec więzi i zmusza do pracy innego szaleńca - młodocianego alchemika Böttgera. Przy czym panowie korespondują i i składają sobie setki obietnic w sprawie tego złota.

Potencjał i zadziwiającą intuicję Böttgera dostrzega matematyk Tschirnhaus, jeden z najtęższych umysłów epoki, także pozostający na usługach himerycznego Augusta. Więc obaj pracują razem - w lochach "tajnego laboratorium" w zamku Albrechtsburg w Miśni, a "Miśnia to piekło" - czyta w dokumentach de Waal i zamieszcza szczegółowy opis tego piekła..

Pewnego dnia jedna próbka wyciągnięta z pieca różni się od innych... "Król jest zachwycony". A historia Europy wzbogaca się o historię porcelany. Od 1706 r. wszystko będzie inaczej.

Edmund de Waal, podróżując po kluczowych miejscach związanych z porcelaną,  wyszukując źródła pisane i materialne, pokazuje iż porcelana to kod komunikacyjny, przedmiot ludzkich namiętności, a nawet... sposób kontrolowania świata:

"Nie chodzi o to, by rzeczy wyglądały ładnie; chodzi o to, by były jak należy. Zestawy są sposobem kontrolowania świata.. Jeśli potrzebujesz, by doczesna rzeczywistość odzwierciedlała porządek innego rodzaju, rzeczy muszą do siebie pasować. Ludzie także muszą się wpasowywać. Niestanowiące kompletu, zbłąkane sztuki porcelany odbijałyby się strasznie na wizji życia pozagrobowego, która mieli twoi przodkowie, tak jak zapaskudzony obrus czy butelka z mlekiem zamiast dzbanuszka mogą naruszać wymogi stosowności" [s.95].

 



poniedziałek, 26 czerwca 2017

Otóż, interesuję się litoterapią. Lubię to, widzę możliwości, pogłębiam wiedzę, ale nie tracę zdrowego rozsądku i sprawdzam wiele rzeczy - chemia i fizyka to podstawa. W wielu wypadkach naprawdę wystarczy wiedza powszechna.

No i byłam w sobotę, pierwszy i ostatni raz w życiu, na takiej imprezie pod Ślężą pt. Harmonia Kosmosu. Na jednym ze stoisk kobieta sprzedawała czaroit - piękny, rzadki i wartościowy kamień. Sama mam kilka okazów.

Oprócz surowych lub oszlifowanych kamieni miała też w słoikach pył czaroitowy. Jak sądzę taki pył został pozbierany podczas cięcia i szlifowania kamieni, gdyż są one zbyt drogie, żeby specjalnie je mielić.

I jakiś człowiek przy stoisku pyta, na co on działa. Ten pył. Kobieta z entuzjazmem wymienia i wymienia... - no, kurde, na wszystko działa. No to człowiek pyta, czy pył czaroitowy można spożywać. A kobieta na to z uśmiechem, że "oczywiście".

Odeszłyśmy z koleżanką szybkim krokiem, żeby baby nie zamordować za nieodpowiedzialność i arogancję.

Bo:

1) czaroity mają bardzo zmienny skład chemiczny i nie do końca znany;

2) niemniej jednak ważną rolę w składzie pełni mangan, który decyduje też o zabarwieniu fioletowym kamienia. Natomiast nadmiar manganu - nie do osiągnięcia przy zwykłym jedzeniu, ale możliwy przy pyle - doprowadza do wielu chorób. Wówczas mogą pojawić się zaburzenia ze strony ośrodkowego układu nerwowego, które przypominają chorobę Parkinsona, np. drżenie kończyn czy trudności w chodzeniu. Mogą się nawet pojawić zaburzenia psychiczne (np. depresja). Może dojść do zaburzenia funkcjonowania wątroby i tarczycy.

Jedzenie czaroitu w jakiejkolwiek postaci, czyli dostarczanie namiaru manganiu do organizmu jest szalenie niebezpieczne.

Bzdur wśród różnych stoisk słyszałam wiele. Piszę o tym, bo ludzie się interesują kamieniami i medycyną naturalną. Pragną z tego korzystać i ufają, przyjmują bezkrytycznie wszystko, co mówi jedna czy druga idiotka ubrana w "szatę", z wiankiem na głowie i "uduchowioną" miną.

Ja na swoim blogu tylko proszę: zachować rozsądek i włączyć krytyczne myślenie.

Zdjęcie użytkownika Ewa Jaworska.



poniedziałek, 19 czerwca 2017

W zeszłym tygodniu zrobiłam małą przerwę w przesadzaniu roślin do nowego ogrodu i pojechałam na kamienie. W tym tygodniu zrobiłam ta samo - kamienie i kurki 😊.

Ależ cudne okazy zdobyłam do swojej kolekcji minerałów! Miodzio. Siedziałam później i czytałam o nich.

Przepiękne opale, mleczne, miodowe i zupełnie przeźroczyste;

Kryształy górskie - zbierałam tylko przeźroczyste, z idealnie wykształconymi szpicami;

Chryzoprazy - tylko przeźroczyste i pięknie wybarwione.

Dostałam szczotkę kalcytową, duży kryształ cytrynu, spory granat indyjski dwa naturalne barwne fluoryty 😍.

Wykopaną szczotkę kryształu górskiego, która akurat moczy się w wodzie, umieszczę pod krzakami - rośliny lepiej rosną, a przede wszystkim zapewnię im ochronę przed przymrozkami. I to nie dlatego, że to jakieś "czary mary", ale w związku z wysokim przewodnictwem cieplnym kwarcu, dziesięciokrotnie wyższym niż wody, i wysoką pojemnością cieplną. Kryształ górski to czysty kwarc, pozbawiony domieszek mineralnych.

(Z dedykacją dla osób, które uważają, że litoterapia, to działanie diabelskich sił 😂😂😂).


W miniony weekend pozbierałam granaty i kurki. Te drugie pójdą na sosik, a te pierwsze muszę najpierw oczyścić.

Chyba zainwestuję w szlifierkę :)

Zapisz

Zapisz

Tagi
zBLOGowani.pl