RSS
niedziela, 04 listopada 2012

Stan faktyczny jest następujący:

dom wiejski, poniemiecki (1926 r.), wszystkie pokoje na parterze przechodnie, przy czym zaczyna się od kuchni (kiedyś budowano wszystkie pomieszczenia wokół komina). Wszędzie po jednym oknie, niezbyt dużym. Pokój dzienny, czyli jadalny jest mały 3,70/3,80 - na jednej ścianie wejście z kuchni (bez drzwi), na sąsiadującej wejście do pokoju dzieci, na kolejnej okno.

Stoi stół. Jest duży, bo szczęśliwie gościmy przy nim znajomych. Stoi też mały kanaponarożnik, na który nie mogę patrzeć, bo wygodnie jest na nim tylko kotu.

Rolę stolika rtv spełniała z powodzeniem stara drewniana maszyna do szycia. To był mój przebiegły pomysł, bo P. nie lubi starych rzeczy i chętnie by tę maszynę po moich dziadkach wywalił, a ja sentymentalna - stanowczo nie. W każdym razie stolik z maszyną do szycia w środku miał odpowiednią wyskokość - 80 cm i dlatego się nadawał przez 5 lat - aż do teraz.

Zmanipulowani i zmobingowani przez jedną z firm telekomunikacyjnych, kupiliśmy telewizję, telefon i internet w jednym, ponoć najtańszym a najlepszym na rynku pakiecie. I wtedy zaczęły się schody. Okazało się najpierw, że jak wszystko ma działać, to musi być podpięte do jednego dekodera. A u nas linia telefoniczna była podpięta na górze, a telewizja na dole. Jakoś - po miesiącu (P. pokazał, że potrafi się sprężyć:) udało się ten problem rozwiązać.

Ale pojawił się nowy...

Siedzę w pokoju i patrzę na plątaninę kabli na podłodze. Nigdzie nie da się ich ukryć. Zgodziliśmy się (P. bardzo niechętnie a i ja bez większego entuzjazmu), że trzeba kupić szafkę rtv, najlepiej narożną. Szafka musi mieć mniej więcej tę samą co maszyna wysokość i być w kolorze dębu rustykalnego.

Konia z rzędem, kto znajdzie coś takiego!

Okazało się, że mamy fanaberię. Przejrzeliśmy dziesiątki stron internetowych i... nic. Totalne nic. Nawet allegro nic nie pokazuje. Trudno uwierzyć.

Owszem, pojawia się oferta jednej firmy, ale w regulaminie stoi, że mamy zamówić, zapłacić, czekać 5 tygodni (aż zrobią), a jak dostaniemy nie to, co chcieliśmy, to mamy napisać list, a sprzedawca rozpatrzy po dwóch tygodniach od otrzymania i odpowie pisemnie (czyli w razie czego miną następne 4 tygodnie). Szafka tania nie jest - 965 zł, plus transport, a drewniana też nie jest, bo ma tylko drewnianą okleinę.

Rozpacz.

W tej rozpaczy napisałam list do jednego z ogłaszających sie stolarzy szwarzędzkich. Napisałam mu, że zamówię też witryne narożną do pary, ale żeby się mniej więcej określił, czy to, co bym chciała, jest w ogóle do zrobienia i za ile. Ciekawe, czy odpisze?

Jaki wniosek?

Jeśli jakaś firma znów będzie mi chciała sprzedać najtańszy i najlepszy pakiet na rynku, to dam kopa w dupę.

 

15:45, lala.lu
Link Komentarze (5) »
sobota, 03 listopada 2012

Napisałam tekst, z którego jestem umiarkowanie zadowolona. Nie wiem, czy się liczy, że dzisiaj (2:47), bo chciałam wczoraj, ale nadto się zaangażowałam w grabienie liści na ogrodzie, choć to też trzeba było zrobić, i w szusowanie po blogach - a to mogłam trochę mniej.

Ale tekst jest. I to lepszy od wczorajszego, czyli przedwczorajszego.

Mój mistrz mawiał, że natchnienie nie polega na tym, że geniusz spada na nas jak grom z jasnego nieba, ale polega na tym, że trzeba codziennie pracować i być w kursie dzieła. Wtedy mózg cały czas, nawet na drugim planie, kiedy chwilowo robimy coś innego, wierci temat i ostatecznie pozwala na dobre efekty. Święta prawda. Przeważnie mój mistrz miał rację.

Mogłabym teraz pójść spać, ale nie pójdę, ponieważ cierpię na bezsenność.

Na stronach www poświęconych bezsenności przeczytałam, że na kilka godzin przed snem nie należy pracować na kompie ani oglądać telewizji, bo to zbyt pobudza. Przeczytałam też, że niestety wiele diet odchudzających nie działa, kiedy ktoś nie sypia (a to akurat bardzo zła dla mnie wiadomość, bo pracuję nad zrzuceniem paru kilo).

Bezsenność może być też objawem depresji (czyżbym?!) i jest znakiem rozpoznawczym leminga (czyżbym??!! - bardzo możliwe...). 

 

03:08, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2012

P.: O kurcze! Prawie usiadłem na kota.

Ja: Nic nie mówi.

P.: Ale co sobie pomyślał!

 

P. do Kota: Czego chcesz? Usłyszałeś dźwięk łyżki, tak? Nie dostaniesz tej zupy. Wiesz, ile tu chemii?!

 

 

19:06, lala.lu
Link Komentarze (2) »

Kontempluję cudownie wolny piątek.

Zjadłam przyjemne śniadanie - jajka na miękko plus grahamka z pomidorem, przeczytałam gazetę (tylko GW, bo po tym trotylu Rzpy jakoś nie mogę). Dzieci pojechały do babci, więc już za nimi tęsknię (chociaż jeszcze bardziej tęskniłam za tym, żeby wreszcie pojechały).

Muszę zapisać kilka scenek wrześniowo-październikowych związanych z moimi dziewczynkami, zanim mi umkną:

Inteligencja

Wracamy samochodem ze Starszą (lat 7). Mówię:

- Ciekawe, co robiła dzisiaj Mała?

- Postawmy jakąś sensowną hipotezę - odpowiada moje starsze dziecko.

♣ Wrażliwość

Zrywam śliwki i z wyskości drabiny widzę, jak moje dziewczyny (lat 7 i 5) klęczą na trawie pod krzakiem kaliny i się modlą. Nawet w kościele tak się nie modlą, więc postanowiłam podejść. Zobaczyłam mały kopczyk pokryty zerwanymi akasamitkami, zobaczyłam wbity w ziemię krzyżyk, zrobiony z dwóch szczapek drewna związanych taśmą klejącą, zobaczyłam kartkę, na której widniał napis: Tu leży mysz. Pogżebana w roku 2012. (Pisownia oryginalna). Dwa dni później zmarła biedronka, ale nie dopuśliliśmy z mężem do pochówku. 

Kreatywność

Na czereśni, ok. 2 m na ziemią, umieszczony jest karmnik dla ptaków w kaształcie domku. Tak się do niego przyzwyczaiłam, że na codzień go nie widzę. Pamiętam o nim tylko zimą. Ale ostatnio stanęłam jak wryta, zobaczyłam bowiem, że karmnik został u m e b l o w a n y. Zbawkowymi mebelkami dla lalek. Na maleńkim sole leżały okruchy chleba, a skórka od chleba znajdowała się nawet w maleńkiej plastikowej lodówce - żeby nie było. (Ale jak się tam dostały i kiedy?).

Wiara  

- Drogie dzieci, z jakimi intencjami dzisiaj przyszłyście, za co chciałybyście się dzisiaj pomodlić? - pyta pani katechetka "na różańcu" dla dzieci.

Moja Młodsza (lat 5)  podnosi łapkę w górę i mówi: - O pieska.

- O pieska??? - dopytuje się nierozumiejąco pani katechetka.

- Tak. O pieska. Bo ja od dawna proszę mamusię, żeby mi kupiła pieska, a ona się nie zgadza. Pan Bóg mi pomoże - wyjaśnia Młodsza.

 

No, dobrze. Bardzo mi się nie chce, ale muszę się zabrać za robotę. Mam na dyktafonie nagraną godzinę, którą muszę przepisać na kompa, a później stworzyć z tego coś nadającego się do czytania. To moje zadanie na dzisiaj. Na szczęście mleko do kawy już jest.

 

 

11:39, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 listopada 2012

Dzisiaj wypadało pójść na groby, ale nie poszłam. Jestem najwyraźniej człowiekiem słabej wiary, bo zimno i deszcz osadziły mnie w domu bez wiekszych trudności.

Usiadłam do kompa, żeby popracować. Ale żeby mi praca lepiej szła, zrobiłam sobie kawę. Oczywiście, nie wierzę, żeby kawa wyzwalała jakieś dodatkowe pokłady intelektu, ale wierzę, że działa tu tzw. odruch Pawłowa: jest dźwięk - będzie jedzenie - jest ślinotok, jest kawa - będzie efekt - jest praca i skupienie. 

Tymczasem okazało się, że mleka brak, a ja bez mleka kawy nie wypiję. Czuję się więc jak na głodzie. Kompa odpaliłam i przerabiam jakiś materiał, ale nie swój tylko cudzy, bo do swojego nie mam motywacji. Sklepy pozamykane. Chyba pójdę do sąsiadki po to mleko... Chyba nie wypada...

Mam tydzień na przygotowanie ponad sześćdziesięciu stron materiałów. Później drugi tydzień na ubranie tego w zdjęcia i formę, następnie tydzień na poprawki i dwa tygodnie na wydrukowanie. Za pięć tygodni muszę położyć na stół coś mądrego i ładnego - jest 1 listopada, słabo mi.

Kawy nie ma. Trudno. Do roboty!

 

 

Tagi: praca
18:18, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
Tagi
zBLOGowani.pl