RSS
piątek, 29 grudnia 2017

Terry Pratchett "Zbrojni",

Prószyński i S-ka, Warszawa 2013

W 16 tomie Świata Dysku wracamy na ulice Ankh-Morpork, na których roi się od mniejszości, które się nie lubią. Kwestia etniczna trafiła nawet do nocnej zmiany Straży Miejskiej, gdzie przyjęto trolla, krasnoluda i... kobietę. Z tą kobietą sprawa nie jest do końca jasna, bo nie wiadomo, czy chodziło o płeć, czy o to, że jest ona wilkołakiem - przedstawicielką etnicznej mniejszości nieumarłych. Wsparcie niewątpliwie się przydało, bo straż miała zagwozdkę w postaci kilku niecodziennych śmierci do rozwikłania.

Mi osobiście podobały się rozważania o bogactwie i jego dysponentach:

♣ "Powodem, dla którego bogacze są tacy bogaci, rozumował Vimes, jest to, że mogą wydawać mniej pieniędzy.

Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał 38 dolarów miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów kosztowała 50 dolarów. Ale para butów, na jaka mógł sobie pozwolić - całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około 10 dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po kamieniach bruku poznawał, gdzie w Ankh-Morpork się znajduje.

Jednak dobre buty wytrzymywały lata, długie lata. Bogatego stać na wydanie pięćdziesięciu dolarów na parę butów, w których po dziesięciu latach wciąż będzie miał suche nogi. Tymczasem biedak, którego stać tylko na tanie buty, wyda w tym czasie sto dolarów - a nogi i tak stale będzie miał przemoczone..

To właśnie kapitan Vimes nazywał obuwniczą teorią niesprawiedliwości społecznej" [s. 30].

♣ "Nie miał doświadczenia z bogatymi i potężnymi. Gliniarze nie spotykali się z nimi zbyt często. Nie dlatego, że bogaci są mniej skłonni do popełniania przestępstw, ale dlatego, że ich przestępstwa tak dalece przewyższają normalny poziom przestępczości, że pozostają niedosiężne dla kogoś w marnych butach i rdzewiejącej kolczudze" [s. 96].

♣ "Jeśli człowiek ma dość pieniędzy, trudno mu w ogóle popełnić jakieś przestępstwo. Zdarzają mu się tylko zabawne, drobne niezręczności" [s. 97].

Oczywiście, świetnych cytatów i scenek jest tu całe mnóstwo, na przykład:

♣ "Stanowczo jestem odrobinę za słabo wyposażony w rejonie głowy" [s. 123].

♣ "Muszę wlać coś w siebie - oświadczył. - Kawę albo co. Wtedy może świat stanie się lepszy" [s. 142].

♣ "- Stój w imieniu prawa!

- A jak prawo ma na imię?" [s. 145].

środa, 27 grudnia 2017

Hanya Yanagihara LUDZIE NA DRZEWACH

Interesująca forma, ciekawa fabuła a poruszone problemy podnoszą włoski na grzebiecie.

Amerykański, świeżo upieczony lekarz (jeszcze dyplomu nie obronił) wyjeżdża wraz z dwójką antropologów na wyspę na Pacyfiku, gdzie przypatrują się życiu prymitywnego plemienia. Niektóre obrzędy są - według myślenia współczesnego, cywilizowanego człowieka - nie do przyjęcia (zresztą antropolodzy pomijają opisy tych obrzędów w swoich artykułach, co jest dość zaskakujące z punktu widzenia rzetelności naukowej, ale są też inne punkty widzenia). Badacze analizują też grupę wykluczoną z plemienia a błąkającą się po dżungli - grupę czerstwych, zdrowych ludzi o znacznej demencji. Jak się okazuje, są oni o wiele starsi niż wskazuje na to wiek ich ciał - mają po sto pięćdziesiąt, dwieście i więcej lat...Dwójka antropologów nie chce wiedzieć, dlaczego tak jest, ale Norton - przeciwnie, szybko odkrywa tajemnicę długowieczności. A potem jest już tylko gorzej. Gorzej dla wszystkich, dla Nortona też, choć ma swoją łyżkę miodu w postaci Nagrody Nobla.

Narracja prowadzona jest w formie biografii, z przypisami w dodatku, którą na podstawie listów z więzienia redaguje wierny przyjaciel Nortona. Do końca czytelnik będzie się zastanawiał, czy bohater popełnił przestępstwo, za które poszedł siedzieć.

Czy naukowiec jest odpowiedzialny za to, co odkrywa? Albo raczej, czy jest odpowiedzialny za to, co dzieje się z jego odkryciem dalej - skoro bystrość umysłu pozwoliłam mu dociec natury nieznanych dotąd zjawisk, to czemu ta sama bystrość nie każe mu się zastanowić, co będzie, gdy nieznane zjawiska staną się wiedzą powszechną? Czy wszystkie odkrycia muszą ujrzeć światło dzienne? Jak dalece można ignorować łatwe do przewidzenia konsekwencje?

Z innej beczki: Norton pozwolił sobie też na coś, co w naszym świecie uznawane jest za dewiację i przestępstwo, choć według badanego plemienia zupełnie nie. Jak daleko więc sięga wolność jednostko i wolność światopoglądu? Jak bardzo można odrzucić fundamentalne normatywy?

Ta książka należy do gatunku fantastyki naukowej, bo na szczęście to wszystko się nie zdarzyło. Przynajmniej konkretnie to.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Carlos Ruiz Zafón WIĘZIEŃ NIEBA

Przeczytałam trzecią część tej sekretnej historii Barcelony, o której - jak twierdzą bohaterowie - miasto wolałoby zapomnieć. W tym tomie nie ma czarcich sił, jest za to groza trudnego momentu historycznego, gdy po wojnie domowej autorytarną władzę objął gen. Francisco Franco i rozprawiał się ze wszystkimi o poglądach lewicowych.

Do okrutnego więzienia wojskowego Montjuïc trafił jeden z bohaterów powieści Fermin, spotykając tam pisarza i głównego bohatera "Gry Anioła" - Davida Martina. Dzięki Martinowi Fermin zwiał, ale nigdy nie odzyskał swojego życia i tożsamości. 

Oczywiście, czyta się lekko i z zapartym tchem, choć ta część nie jest tak dobra jak dwie poprzednie: słabo rozegrane wątki złodzieja kosztowności i współwięźnia Fermina oraz przywracania tożsamości. Jakoś to tak bez pogłębienia.

Za to mocna zapowiedź czwartej części, którą przeczytać trzeba, żeby domknąć całość.

sobota, 16 grudnia 2017

Terry Pratchett
POMNIEJSZE BÓSTWA. ŚWIAT DYSKU
Prószyński i S-ka, 2012

Kolejny tom Pratchecika został przeczytany. I to w dodatku jeden z najlepszych tomów. Ja po prostu nie mogę wyjść z podziwu nad zmysłem obserwacyjnych autora i jego umiejętnościom diagnozy ironicznej i zawsze w punkt.
Ten tom jest poświęcony kwestiom religii, wiary, pobożności, fanatyzmowi, przeróżnym - i to jest najciekawsze - znanych z historii i niezmiennie aktualnym procesom socjologicznym związanym z religijnością:

To fragment, który mną wstrząsnął. Tak jest, nie można było celniej tego wyrazić:

"- Znam pewność - rzekła Didactylos. (...) - odwiedziłem kiedyś Omnię (...) i w waszej Cytadeli widziałem tłum kamieniujący na śmierć człowieka w wykopie. Oglądałeś coś takiego?
- Tak musiało się stać - wymamrotał Brutha. - By dusza mogła odpokutować i...
- Nie znam się na duszach. Nigdy nie należałem do tej szkoły filozofii. Wiem tylko, że to straszny widok.
- Stan ciała nie...
- Och, nie mówię o tym biedaku w dole. Mówię o ludziach rzucających kamieniami. Oni byli pewni, całkowicie. Byli pewni, że to nie ich wrzucono do jamy. Każdy mógł to łatwo poznać po ich twarzach. Byli tacy szczęśliwi, że to nie oni, że rzucali z całej siły" [s. 146].

A to drugi mój ulubiony:
"Wiara się przesuwa. Ludzie zaczynają od wiary w boga, a kończą na wierze w strukturę.
- Nie rozumiem - odparł Brutha.
- Spróbuje wyrazić to inaczej. Jestem Twoim Bogiem, tak?
- Tak.
- I bedziesz mi posłuszny?
- Tak.
- Dobrze. Weź jakiś kamień, idź i zabij Vorbisa.
Brutha ani drgnął.
- Na pewno mnie usłyszałeś.
- Przecież on... - jąkał się chłopiec. - On jest... Kwizycja.
- Teraz rozumiesz, o co mi chodziło - wyjasnił zółw. - Bardziej boisz się jego niż mnie, w tej chwili (...) Skorupa modlitw i ceremonii Wokoło Boga powstaje, budowli, kapłaństwa i władzy, aż wreszcie resztka Boga umiera. A to, bywa, uchodzi niepostrzeżone" [s. 149].

Autor stawia tezę, że to wiara wyznawców niesie boga w górę. Jeśli ich nie ma, bóg dołącza do roju innych pomniejszych bóstw i czeka na swoją wielką chwilę.

Bo co Pratchett o tym myśli? Ano myśli w sposób najprostszy z możliwych: "Jesteśmy tutaj i jest teraz. Wszystko poza tym, moim zdaniem, to już tylko domysły" [s. 145].

Jak można nie kochać Terrego Pratchetta za następującą uwagę - polityczną wręcz i nieśmiertelną: "trudno znaleźć taki wybryk najbardziej nawet obłąkanego psychopaty, żeby nie mógł go z łatwością naśladować człowiek normalny, spokojny ojciec rodziny, który codziennie przychodzi do pracy i wykonuje swoje obowiązki" [s.19].

#terrypratchett #pomniejszebostwa #swiatdysku #fantasy #ewachwalko #recenzjaksiazki





Muza 2017

To mój drugi Zafón, a w czytaniu jest już trzeci. Ktoś to w jakiejś recenzji nazwał współczesną powieścią gotycką - ma rację, to cudny kocioł: tajemnice, metafizyka, straszna kamienica z historią potwornej zbrodni, tajemniczy Cmentarz Zapomnianych Książek, miłość po grób, wyraźna fascynacja "Hrabim Monte Christo" i wszystko w Barcelonie połowy XX wieku.
Schemat jest, ale nie da się ukryć, że czyta się tę powieść kapitalnie i bez względu na porę nocy.
Młody Daniel na Cmentarzu Zapomnianych Książek wybiera sobie powieść nieznanego nikomu Julian Carraxa i podąża jej śladami, odkrywając straszliwą zbrodnię, jaka dokonała się na młodej kobiecie i jej dziecku. W tle Barcelona w swoim trudnym momencie historii po wojnie domowej, gdy wypłynęły przeróżne kanalie depczące bohaterom powieści po piętach - bardzo przyjemna książka na zimowy wieczór.



Tagi
zBLOGowani.pl