RSS
sobota, 16 grudnia 2017

Peter Wohlleben
DUCHOWE ŻYCIE ZWIERZĄT
Otwarte, Kraków 2017

Po sukcesie "Sekretnego życia drzew" nic dziwnego, że i ta książka zdobywa wielu sympatyków. Każdy, kto ma psa, kota (zwłaszcza psa i kota), jakieś ptaszysko albo gryzonia jest przyzwyczajony do emocjonalności zwierząt. Niektórzy są nawet przekonani, że niewiele się ona różni od ludzkiej.
Autor podsuwa naukowe dowody i własne obserwacje.

Na przykład o monogamii: "Powód łączenia się w pary zaledwie na jeden sezon jest uzasadniony przeciętną długością życia. Kruki zwyczajne na (pełnej niebezpieczeństw) swobodzie przeżywają ponad 20 l at, natomiast inne, przeważnie mniejsze gatunki kończą często żywot, nie doczekawszy nawet piątych urodzin. Gdyby więc wiązały się ze sobą na całe życie przy bardzo wysokim prawdopodobieństwie utraty partnera, to wkrótce po okolicy fruwałyby same single" [109-110].

Autor rozważa tu całą masę różnych uczuć i zachowań dyktowanych emocjami u przeróżnych gatunków zwierząt: mamy tu o wdzięczności, kłamstwie, inteligencji, zabawie, pożądaniu, żalu, żałobie, bólu, wstydzie, duszy...

Albo o zwierzęcych imionach: "nauka dokonała odkrycia w tym względzie i znów nieprzypadkowo u kruków. Ich bliskie relacje wzajemne stanowią idealne warunki do szukania odpowiedzi na takie pytania, ponieważ ptaki te utrzymują dożywotnie związki nie tylko pomiędzy rodzicami a dziećmi, lecz również pomiędzy przyjaciółmi (...). czarne ptaki opanowały ponad 80 różnych krzyków, czyli kruczych słów. zalicza się do nich również własny okrzyk rozpoznawczy, którym zapowiadają pobratymcom swoje przybycie. Czy to już jest prawdziwe imię? W znaczeniu ludzkiego obyczaju byłoby nim naprawdę tylko wówczas, gdyby inne kruki zwracały się do adresata jego okrzykiem rozpoznawczym - i kruki tak właśnie czynią. Zapamiętują przy tym imiona pobratymców na długie lata, nawet jeśli kontakt się urywa" [s. 112].

Tę książkę, podobnie jak i poprzednią, czyta się z przyjemnością, fascynacją - świadomością, że pod naszym bokiem ciągle żyje i rozwija się wspaniały świat natury.

#peterwohlleben #duchowezyciezwierzat #otwarte #recenzjaksiazki #ewachwalko #zwierzeta #duchowosczwierzat



...już się poprawiam i nadrabiam wpisy.

13:35, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 września 2017

To ja się lekko pochwalę moją witrynkę z porcelaną. Bo właściwie stoję w zachwycie. Akurat wczoraj nadeszły stojaczki na patery i mogłam co nieco poukładać.

To piękny mebel z przełomu XIX i XX wieku - w stylu regencji z trendem chippendale - elegancki, lekki, o miękkich opływowych liniach, mahoniowy. Mamy na porcelanowym forum dyskusję, czy mebel jest francuski czy angielski - no spoko. Miałam kilka witrynek na oku, nie mogłam się zdecydować i poprosiłam o zdanie osobę, której gust bardzo cenię.

Oczywiście zamieszkały w niej moje Sorauki, czyli porcelana produkowana przez fabrykę Castensa w Sorau (Żarach) – zbombardowaną niestety w 1945 r.

Na dolnej półce pyszni się serwis Astoria. Pojedynczy talerzyk albo filiżanka Astorii nie zwracają uwagi, stoją z tyłu - niczym gorsze siostry - za formami Kavalier Sorau, gdzie każde trio wygląda jak udzielna królowa. Co innego jednak, gdy mamy do czynienia z całym serwisem... Wdzięk ukryty w prostocie kształtów i skromności zdobienia jest wprost uderzający.

Nieco wyżej usytuowały się tria art deco z wymyślnymi uszkami i maleńka rozkoszna bombonierka art deco oraz w tle żardiniera i wazonik:

oraz formy neobarokowe, a zwłaszcza kwiecista bomboniera z uchwytem na wieczku w kształcie pączka róży i starą sygnaturą Ostmark oraz prześliczna żardiniera:

Powyżej neobarokowe rozpoznawalne kwiatki i mimozy:

Zaś na najwyższej półce moja ulubiona kolekcja - seledynowa z piwoniami:

Witrynka jest wąska. Czekałam na nią od maja. Przyjechała, ustawiłam i... nie mam, gdzie umieścić reszty. Tam mogę powkładać jeszcze dzbanuszki, ale nic poza tym - kilka pater i zestawów śniadaniowych poczuło się odrzuconych i płaczą w szufladzie. Upłynie dużo czasu, zanim dokupię kolejny mebel (jakieś nowe skrzydło domu by się przydało).



poniedziałek, 04 września 2017

Mały wypadzik w Karkonosze. A jakże! Taki na jedną niedzielę:

1) czerwonym szlakiem do Wodospadu Kamieńczyka;

2) przez Schronisko na Hali Szrenickiej (kalafiorowa i pierogi) na Szrenicę;


3) dalej czerwonym szlakiem do Łabskiego Szczytu;
4) odbicie pół kilometra żółtym do źródeł Łaby;


5) Śnieżne Kotły całe we mgle i mrożącym wietrze (kto zabronił zabrać rękawiczek jak zwykle?);
6) miało być lekko inaczej, ale się zagadało i poszło za daleko, więc skręt na niebieski szlak na Pod Wielkim Szyszakiem;
7) a następnie obżeranie się jagodami i zbieranie prawdziwków (ale tylko tych, co rosły pod nogami) na czerwono-niebieskim szlaku;

8) czerwonym do Schroniska Pod Łabskim Szczytem na najlepszy bigos na świecie (często pewne potrawy wydają się najlepsze na świecie, bo nam język ucieka w cztery litery);
9) żółtym do Starej Drogi;
10) zielonym z powrotem do Kamieńczyka i w dół do Szklarskiej.


Razem 26 km i 8 godzin.


piątek, 01 września 2017

Home sweet home.

Kilka obrazów już wisi, a to bardzo przyjemne doznanie. 🌼 Swoją ścianę ma kolekcja prac wrocławskiej artystki - Elżbieta Wodała . Florotypie są wykonane z części zasuszonych roślin, które tworzą piękne, pełne delikatności kompozycje. Mam tylko oryginały. Porywają mnie niezmiennie i nie obraziłabym się za kolejne 😊.

 

🌼 Wisi jedna z moich ulubionych grafik - tyle że nie znam autora. Pisałam pracę magisterską o modelu Don Kichota i Sanczo Pansy w literaturze współczesnej i zachwyciłam się tą grafiką, która - choć nosi tytuł "Jeźdźcy" - jakoś mi przypominała. Moja ówczesna sympatia podarowała mi ją na urodziny. I lubię do tej pory. 🌼

 

Wisi też obraz Mayera, współczesnego malarza - kupiłam sobie 4 lata temu, bo podobała mi się taka kolorowa plama. Jest pozytywna 🌼


W oprawie dwie akwarele mojego ulubionego artysty i kolegi oraz trzy mezzotinty.

😊 W kuchni na ścianie mosiężny otwieracz do butelek - wyrób lwowski przedwojenny. Widzimy dekoracyjny zestaw porcelanowy Regal i holenderskie posrebrzane puszki z tłoczoną płaskorzeźbą.

Bułeczki z nawłocią.

Moja kochana kolekcja kamieni i minerałów dostała swoje miejsce w nowym domku - a nawet swoją komódkę

Na spodku tygrysie  bawole oczy zaś kaczki to płaskorzeźba z alabastru (przywieziona z Egiptu).

Chryzoprazy na komódce.

Szafę na ubrania już mam - od wczoraj, ale zanim ją miałam, i zanim miałam pralkę i lodówkę - miałam rozpakowaną bibliotekę  💗 - no bo są jakieś priorytety.

Koty pomagały układać:

Ifun też pomagał

Jestem zarobiona. Do ogrodu jeszcze nawet nie wyszłam. Oczywiście łatam masę usterek. Przeważnie nic nie mam, bo zostawiłam panu byłemu mężowi. No ale jest spoko.

 

Zapisz

Tagi: dom
16:23, lala.lu
Link Komentarze (8) »
Tagi
zBLOGowani.pl