RSS
poniedziałek, 26 lutego 2018

Ślęża z twistem - tak trzeba nazwać wycieczkę w minioną sobotę.

Pojechałyśmy: Ola z pieskiem, Paulina, moja 10-letnia Dominia (co mnie samą zaskoczyło, bo dziecię nieskore do wysiłku fizycznego).

Było bardzo mroźno. Wchodziłyśmy żółtym, a następnie żółtoczerwonym szlakiem, wypatrując chciwie ukrytego skrętu na tajemniczy różowy szlak - udało się! Na szczycie mróz wygonił nas do schroniska.

Miałyśmy w planach schodzenie różowym, ale było tak zimno, że samoczynnie zaczęłyśmy zbiegać niebieskim po północnym stoku. Ola zatrzymała się na chwilę z psem i... pobiegła żółtym... Pierwsza dotarła do schroniska "Pod Wieżycą", ponieważ myśmy nie skręciły w odpowiednim momencie na czarny szlak, tylko zbiegłyśmy do... Sobótki Górki. Uuuu... Pan wiozący butle gazowe starym żukiem podwiózł nas aż do ruin starej sceny, z których do schroniska było już tylko 500 metrów. Wielka, pyszna pizza uśmierzyła wszelkie bóle.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Trzeba przyznać, że miałyśmy trochę cykora przed tą trasą: Bielice - Rudawiec - Jawornik Graniczny - Czernica - Bielice.
Głównie dlatego, że długa - 27 km, znaczne fragmenty nietknięte ludzką stopą i w niedzielę.

tekst: Ewa Chwałko, Zdjęcia: @http://www.siegajac-nieba.pl/

Auto porzuciłyśmy w Bielicach i przyjemnym zielonym szlakiem podążyłyśmy na Rudawiec (1105 m n.p.m.), zahaczając o Rezerwat Puszczy Śnieżnej Białki oraz - na granicy z Czechami - Jivinę (1076 m n.p.m.).

Widać było, że niektórzy przed nami na Rudawiec wchodzili i tą samą drogą wracali, podczas gdy zielony szlak w kierunku Jawornika Granicznego został ledwie co zaznaczony przez jednego, samotnego narciarza. Co krok wpadałyśmy po uda w głęboki śnieg i z trudem się z niego wydobywałyśmy. Eksploracja nieznanego lądu.

 

Trasę od Jawornika Granicznego (1026 m n.p.m.) uprzejmie wyznaczyli nam narciarze, więc nie gubiąc zielonego szlaku dotarłyśmy do Przełęczy Płoszczyna. Odpoczywałyśmy dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zatrzymałam się tydzień temu podczas powrotu ze Śnieżnika.

Za tymi ławeczkami - Śnieżnik

Drogą Morawską (samochodową) szłyśmy kawałek, aby wpiąć się do niebieskiego szlaku - Drogi Marianny, która do połowy, dzielona z narciarzami wiodła szerokim i wydeptanym traktem, a od połowy - bo narciarze skręcali w prawo - niemal aż do Przełęczy Suchej należało ją wyciąć sobie samodzielnie. Było to całkiem konkretne, jednostajne podejście. Dałyśmy radę :)

Później znowu - od Wielkiego Rozdroża, aż do Rudego Zbocza tuż przy czerwonym szlaku na Czernicę - "nigdzie drogi ni kurhanu" (wiem, że góry i zima, ale miałam nieodparte skojarzenie ze "Stepami Akermańskimi"). Widać było, że turyści do czerwonego szlaku na Czernicę ukochali sobie podejście od północnej strony, a południowa pozostała całkiem osierocona.

Nasze ślady:

Szczyt Czernicy (1083 m n.p.m.) wynagrodził nam wszystkie trudy - zachodziło słońce i z wieży, dość niegościnnej dwa tygodnie temu, oglądałyśmy cudną grę świateł i taniec chmur na niebie. Dla tego momentu warto było przebyć wszystkie trudy.

Wracałyśmy do Bielic stromym, żółtym szlakiem, tym samym, którym wspinałyśmy się dwa tygodnie wcześniej.
Strach ma wielkie oczy - na mapie ta trasa w warunkach zimowych wyglądała groźnie, ale okazała się przyjazna, niespodziankę sprawiła nam piękna pogoda i doskonała widoczność.



czwartek, 15 lutego 2018

No to się poszło na ten Śnieżnik w minioną sobotę...
Zaproponowana trasa z Kamienicy na Śnieżnik częściowo polsko-czeską granicą przyciągnęła aż trzynastoosobową doborową grupkę.

Tekst: Ewa Chwałko,
Zdjęcia: Krzysztof Czarnecki, Tomax Fisk, Ania Mi

Zaplanowane było, żeby skręcić w Kamienicy na niebieski szlak w prawo, ale skręciło się w lewo, poszło odwrotnie i przypadkiem była to dobra decyzja.

W przyjaznych okolicznościach przyrody pokonaliśmy trasę do Schroniska "Pod Śnieżnikiem", a po jedzonku wspięliśmy się na Śnieżnik. Parafrazując Kanta: niebo błękitne nad nami a śnieżna biel pod stopami... Imperatyw kategoryczny kazał nam się porozbierać do rosołu.

Wracaliśmy szczęśliwą gromadką granicą polsko-czeską, mijając po drodze figury żywcem wyciągnięte z planu filmu "Obcy decydujący o starcie", tyle że w śniegu.
Czesi pięknie wydeptali swój żółto-czerwony trakt, nasz - zielony - był niemal nietknięty ludzką stopą (zjawisko pozostawiam do indywidualnych interpretacji).

Przez Sadzonki (1267 m n.p.m.), Przełęcz Stribrnicką, Głęboką Jamę (955 m n.p.m.) dotarliśmy do Przełęczy Płoszczyny (817 m n.p.m.) i stamtąd najpierw żółtym szlakiem Staromorawskim a następnie niebieskim wróciliśmy do Kamienicy już przy świetle czołówek.

To wymagająca trasa. Co do jej długości zdania uczonych są podzielone: Aplikacja Mapy Turystyczne wyliczyła ją na 21,7 km, a aplikacje w zegarkach i smartfonach kolegów szacowały odległość od 25 do 29 km.

poniedziałek, 05 lutego 2018

To było jednak COŚ: 22 km, 1000 metrów przewyższeń, nieprzetarte szlaki, turystów brak.

Samochodzik zaparkowałyśmy w Nowym Gierałtowie i ruszyłyśmy w kierunku granicy polsko-czeskiej, na Przełęcz Gierałtowską (685 m n.p.m.).

Dziewiczy szlak wiódł nas cały czas granicą państwa (Czesi wyznaczyli go na żółto, a Polacy na zielono - każdy grzecznie po swojej stronie). Śniegu po kolana i ani żywej duszy, za to pogoda była dla nas arcyłaskawa.

Przegadując wszelkie życiowe tematy, a często stając w zachwycie, minęłyśmy Siwą Kopę (790 m n.p.m.), Czartowiec (944 m n.p.m.) wspięłyśmy się na Szpiczak (957 m n.p.m.). Idąc dalej, minęłyśmy szczyt Brzydliczny (po czesku) - Pośrednia (po polsku) (924 m n.p.m.) i Łupkową (946 m.n.p.m.), docierając wreszcie do Kowadła - najwyższego szczytu Gór Złotych (989 m.n.p.m.).

Ludzi nawet na lekarstwo by nie wystarczyło. Dobrze, że miał nam kto fotę strzelić na Kowadle :) Widok zapierał dech w piersiach - patrzyłyśmy szybko i intensywnie, bo zaczęła zmieniać się pogoda. A my byłyśmy dopiero w połowie trasy.

Zbiegłyśmy do Bielic i na asfalcie skręciłyśmy na żółty szlak, który natychmiast zaczął piąć się pionowo w górę.

Oj, ciężko :) Najpierw wdrapałyśmy się na Szeroką Kopę (907 m n.p.m.) a później na Czernicę (1083 m n.p.m.) - to już szczyty Gór Bialskich. I wcale nie było łatwo, bo za Chiny Ludowe nie mogłyśmy znaleźć szlaku (strzałka na GPS wariowała) - za oznaczenia należy się komuś jedynka :)


Na szczycie Czernicy - wspaniała niespodzianka - przecudna wieża widokowa. Tym razem nie było nic widać, bo pogoda ewidentnie się psuła, a zmierzch deptał po piętach (mokrych, bo żadnej nie chciało się założyć stuptutów).

Czerwony szlak poprowadził ostro w dół, na samym końcu wzdłuż potoku Tylnik. Do Gierałtowa dotarłyśmy już przy świetle czołówek. Samochodzik na szczęście czekał.

Tekst mój, zdjęcia: http://www.siegajac-nieba.pl/

Tagi: Sudety
17:44, lala.lu
Link Dodaj komentarz »

Trafiła mi się do kolekcji "róża pustyni" - okaz konkretny: ważący 11,5 kg, o wymiarach mniej więcej 35/25/28 cm, o wyraziście wykształconych płatkach. Róże powstają tylko na niektórych pustyniach piaszczystych, zwłaszcza na północnej Saharze. W charakterystyczne płatki układają się kryształy gipsu, o kolorze decyduje zawartość hematytu, uroku dodają ziarenka kwarcu.

"Róże pustyni" są miękkie, zaledwie 2 w skali Mohsa (w niektórych opracowaniach podają nawet 1,5-2), i kruche - trzeba uważać, żeby nie rozbić.



Tagi: minerały
17:22, lala.lu
Link Dodaj komentarz »
Tagi
zBLOGowani.pl