RSS
wtorek, 29 sierpnia 2017

"Król olch" to przejmująca ballada Goethego o nadprzyrodzonej istocie, która pojawia się w chwili śmierci i ciągnie na drugą stronę. I wabi. I niczyje racjonalne widzenie świata nie zdziała tu już nic.

Film Kuby Czekaja pt. "Królewicz olch" z 2016 roku nawiązuje do tego romantycznego motywu chyba nawet zbyt bezpośrednio, nieustannie słyszymy tekst ballady albo piosenkę Oberschlesien. W każdym razie nastoletni geniusz (z fizyki) jest pod ogromnym wpływem swojej matki - toksycznej, nieposkładanej, apodyktycznej, patologicznej, mającej długi... Chciałby się nawet wyzwolić, ale nie ma szans - nie żyje własnym życiem, nie ma prawa do swoich decyzji i do wyborów. Ma się uczyć. Ma eksperymentować. Ma zdobyć nagrodę jakiegoś towarzystwa fizycznego (dodajmy... nagrodę pieniężną, co w kontekście ciągle dzwoniących telefonów z banku ma swoje znaczenie dla matki). W pewnym momencie pojawia się ojciec... no... dziwny trochę, ale głos ma przyjemny i ciepły, taki wręcz uspokajający. A dalej jest już jak w balladzie Goethego.

Agnieszka Podsiadlik jako matka - kapitalna! Najlepsza rola w tym filmie.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

11.08.2017 r.

Bladym świtem opuściłyśmy gościnny zamek i ruszyłyśmy przez wsie Kałków i Łąki, a następnie pagórkowate pola. Słońce przebijało się przez chmury, spod nóg wyskakiwały skowronki lub ślimaki winniczki, a żurawie gapiły się z oddali. I byłaby to sielanka, gdy nie brak oznaczeń na szlaku. Krążyłyśmy błędnie po ścierniskach ku uciesze okolicznych rolników na traktorach - ci też krążyli, ale przynajmniej wiedzieli po co.


Doszłyśmy do wsi Jarnołtów, lekko spanikowane, że nie zdążymy.

Byłyśmy bowiem u m ó w i o n e.


Wczoraj w Ujeźdźciu jeden pan był uprzejmy podwieźć nas do sołtysa, którego dom leżał daleko poza szlakiem, i pochwalił się, że jutro jedzie do Wrocławia. My też 😊. Stanęło na tym, że dzisiaj przeszłyśmy symboliczne 10 km i pan odbierze z Jarnołtowa. I kto jest dzieckiem szczęścia?

Tak zakończyła się nasza druga odsłona przejścia Głównym Szlakiem Sudeckim na 387 kilometrze. Do końca zostało nam 57 km, czyli niecałe dwa dni. Załatwimy to spektakularnie. Tymczasem zobowiązania towarzyskie wezwały nas do domów.



10.08.2017 r.

Dzisiejszy odcinek trasy sponsoruje przedrostek NAJ. Najdłuższy, najbardziej upalny, najgorszy, z najbardziej nieoczekiwanymi zwrotami akcji.
🌼 Najpierw w nocy była okropna burza i coś wrzeszczało okropnie. Rano gospodyni twierdziła, że miałby to być puchacz. Ale czy puchacze drą się jak potępieńce?
🌼 Podczas wspinaczki na Jawornik Wielki przedzierałyśmy się przez zwalone drzewa i mokre chaszcze. Nie obyło się bez ran ciętych i szarpanych, leczonych babką lancetowatą.

🌼 Złoty Stok jest śliczny, kto nie był, powinien się wybrać. W drodze do Paczkowa - niespodzianka! Zatrzymuje się auto i wyskakują znajomi - Kuba i Marta, którzy obdarowują nas pysznym ciastem jagodowym.

🌼 To na otarcie łez było, bo droga do Paczkowa i za nim wiodła w palącym słońcu z oddechem zapowiadanej nawałnicy na karkach i przeważnie asfaltem przez różne wioski. W związku z tym zaprzyjaźniałyśmy się z sołtysami w celu zbierania pieczątek. Obserwacja socjologiczna jest taka, że na 4 sołtysów trzy to kobiety 😊.

Paczków - całe miasto otoczone murami miejskimi, polskie Carcassonne.

Pani sołtys przy pracy.

To jest bydło mięsne. Ale czy można zeżreć coś, co ma taką grzywkę?

Żłobek.

🌼 Z uporem maniaka szłyśmy do Kałkowa, bo około południa zarezerwowałyśmy tam nocleg, ale na miejscu okazało się, że... musiałyśmy chyba dzwonić do jakiegoś Kałkowa w innej części Polski. Zajrzałoby nam w oczy widmo bezdomności, ale jesteśmy dziećmi szczęścia: dwóch młodzieńców postanowiło nas podwieźć a chwilę wcześniej od sołtyski dostałyśmy cynk, że noclegi są w zamku sąsiedniej wsi - w Piotrowicach Nyskich. Skończyłyśmy jak księżniczki.

To XVI-wieczny, renesansowy zamek. Znajduje się w rękach prywatnych polsko-angielskiego małżeństwa, które go sobie remontuje.

Oryginlne XIX-wieczne płytki i wanna.

🌼 W sumie przewędrowałyśmy dzisiaj jakieś 43 km. Przez Góry Złote i Przedgórze Paczkowskie. To był totalny hardcore i nie wiem, kto jest za to odpowiedzialny - ja czy Małgosia. Bardzo byśmy chciały, żeby ktoś nas pochwalił i docenił, bo jesteśmy zamordowane na maksa.

Dzisiejszy dzień był także dniem wybitnie porcelanowym.

To uczucie... gdy w jakiejś agroturystyce w środku lasu dostajesz śniadanie na stuletnich talerzykach przedwojennej bardzo cenionej manufaktury Koenigszelt (Jaworzyna Śląska):

A następnie w barze w Paczkowie jesz obiad na starych dobrych Tułowicach...

Zaś na zamku nie będziesz pić kawy w byleczym, tylko w ślicznym komplecie Chodzieży...

9.08.2017

Za nami następny etap - 31 km. Na jednym ze zdjęć widać dwa tulące się drzewa różnych gatunków, modrzew i buk. Przyroda uczy nas jak powinniśmy żyć (a historia - jak powinniśmy się zachować).

🌼 6 km za Lądkiem, w Orłowcu, znalazłyśmy Agroturystykę "Pod Aniołem"... nazwa adekwatna 😍😍 Śpimy w wielkim, wygodnym łożu (na zdjęciu), a wanna mniej więcej tych samych rozmiarów.

🌼 Należy nam się, bo odcinek dał w kość. Ktoś mądry poprowadził szlak leśnymi drogami wysypanymi szutrem - każdy krok czuć w mózgu. W sumie nawet nie jesteśmy zmęczone, tylko nasze małe paluszki od stópek wyją z bólu. Nawet moczenie w strumyku nie uśmierzyło paluszkowych pretensji.

🌼 Ze Śnieżnika ruszyłyśmy przez Żmijowiec na Czarną Górę (1205 m.npm.), a następnie zostawiając Stronie Śląskie po prawej stronie, pomaszerowałyśmy do Lądka Zdroju. Czyli przeszłyśmy przez Masyw Śnieżnika i weszłyśmy w Góry Złote.

Widok z Czarnej Góry

Przełęcz pod Chłopkiem

Przydrożna kapliczka - każdy tu wsadził obrazek, którego już nie chce mieć w domu.

Lądek Zdrój - leniwe centrum miasta z dobrą pizzerią

Zapisz

8.08.2017

Za nami odcinek 32 km. Od Schroniska "Jagodna" w Spalonej do Schroniska "Na Śnieżniku". Słoneczko świeciło, kwiatki rosły, wianki się plotły, bo panienki dobrze się bawiły.

Stara lipa a właściwie zrośniętych kilka pni starej lipy. Piękne.

"Na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek; a przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek".




🌼 Opuściłyśmy Góry Bystrzyckie i przecinając Kotlinę Kłodzką zawędrowałyśmy na Masyw Śnieżnika.
🌼 Dzisiejszy szlak był wyjątkowo religijny. Mijałyśmy przydrożne kapliczki - cudne były zwłaszcza te, które oszczędziła inwencja twórcza katolików i nie były ustrojone sztucznymi brudnymi kwiatkami oraz cmentarnymi zniczami. Doszłyśmy do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej na Górze Iglicznej,

Długopole - zaniedbane uzdrowisko. Tu wylądowałyśmy pod sklepem na śniadaniu.

Sanktuarium Matki Boskiej Iglicznej


🌼 a później przez urocze Międzygórze - tętniące życiem turystyczne miasteczko, bardzo klimatyczne, pełne XIX-wiecznych drewnianych willi, w którym NIE MA ani jednego bankomatu, na Śnieżnik.
Ostatnim razem wdrapywałyśmy się tu 28 stycznia - Małgosia i 5 lutego ja, tego roku, oczywiście.

No, niestety.

Masyw Śnieżnika :)

Schronisko "Na Śnieżniku"

Tagi
zBLOGowani.pl