RSS
wtorek, 09 stycznia 2018

Michał Olszewski #upał

Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

Nie jest czytadło dla zmęczonych i szukających łatwego wytchnienia. To kawałek trudnej literatury i z uwagi na język, i dlatego, że mamy tu do czynienia z klasycznym suspensem ciągnącym się przez całą książkę.

Akcja praktycznie się nie toczy - mijają panu dziennikarzowi godziny pracy w redakcji, a w głowie sztorm myśli i totalny chaos z natłoku informacji. Bohater ciągle coś sprawdza w necie, nasłuchuje, pisze tweety, posty, komentarze, lajki, hejty, etc. Nawet odbiera tradycyjne telefony. Dławi go jakiś nieokreślony niepokój.

Znam ten stan, ledwo się z niego wydobyłam. To stan każdego korposzczura: ferwor walki, totalne nakręcenie, bycie cały czas do dyspozycji i in touch. Człowiek ma wrażenie, że wszystko kontroluje i nad wszystkim trzyma pieczę, a tak naprawdę ucieka od rzeczywistości i od myślenia. Wpada w pętlę. Wreszcie okazuje się, że zaniedbał coś bardzo ważnego, czegoś istotnego nie zauważył i doprowadził do jakiejś katastrofy.

W tej książce jest katastrofa. Bo bohater wreszcie sobie przypomina coś, co odzywało się wewnętrznym niepokojem cały dzień i jest to straszna tragedia. Z kategorii tych, że gdybym wiedziała, nie wzięłabym książki do ręki.

Polecam wszystkim nowoczesnym, zapracowanym, korporacyjnym.



Weekend, 6-7 stycznia, to był dobry termin na poszlajanie się po górkach. Zapisałam się grzecznie na wyprawę organizowaną pod nazwą "Królewska wyrypa" (od Melchiora, Kacpra i Baltazara), wraz z dziesiątką innych śmiałków.

 

(fot. Krzysztof Ojczyk)

Trasa była zacna: od stacji Wałbrzych Główny do "Andrzejówki"
zielonym szlakiem przez Rybnicę Leśną (8 km). Następnie żółtym szlakiem przez
Głuszycę - podziwiając styczniowy jesienny las bukowy - a dalej wskoczyliśmy na
czerwony i do Rzeczki. Tam oglądaliśmy cudny - jak
zwykle - zachód słońca.

(Fot. Tomek)

(Fot. Tomek)

(Fot.Tomek)

(Fot. Tomek)

Na popas w Schronisku "Orzeł" na stoku Wielkiej Sowy dotarliśmy już po zmierzchu. Rozpusta była nielicha, obsługa nie nadążała z podawaniem pierogów, zup, czekolad i piwa - normalnie stado wygłodniałych wilków przyszło.

(Fot. Krzysztof Ojczyk)

Ruszyliśmy do góry. Słyszałam, że błoto dobrze robi na cerę i mam nadzieję, że moje buty też to słyszały, bo grzęźliśmy konkretnie. A właściwie raz grzęźliśmy w błocie a raz ślizgaliśmy się po lodzie (jakimś cudem kości wyszły z tego obronną ręką).

Przy schronisku Sowa skręciliśmy na żółty szlak i nie zatrzymywaliśmy się aż do schroniska Zygmuntówka.

Pozostawiliśmy za sobą 34,2 km i , więc wypadało trochę odpocząć. Każdy sobie znalazł miejscóweczkę w jadalni, rozwinął karimatkę i przysnął na te dwie-trzy godzinki.

O 24.30 ruszyliśmy w dalszą trasę. Zielonym szlakiem do Jugowa, następnie czarnym i dalej żółtym do Saren przez Nową Rudę, po czym Ścinawki aż do finału, czyli do Wambierzyc, gdzie zameldowaliśmy się jakoś po 9.00. Ten odcinek - 32,3 km - wiódł głównie drogami asfaltowymi (nie polecam), poza jedną niespodzianką w Nowej Rudzie - niewinnie wyglądającą górką, ok. 530 m n.p.m. (na mapie widzę, ale bez nazwy), stromą jak jasna cholera z masą zwalonych drzew - przedzieraliśmy się. Klęłam jak szewc, który kleił mi buty przed wyjazdem, ale w duszy grało.

(Fot. Tomek)

Mgła nad ranem zasłoniła widok na Góry Stołowe, ale nie ma co narzekać, bo do Wambierzyc doszliśmy nieprzyzwoicie susi i czyści.

(Fot. Krzysztof Ojczyk)

(Fot. Krzysztof Ojczyk)

Pokonaliśmy w sumie - nie licząc osobistych barier - 66,5 km, oraz pasma gór
Wałbrzyskich, Suchych i Sowich.

(Fot. Tomek)

(Fot. Tomek)

(Fot. Krzysztof Ojczyk)

wtorek, 02 stycznia 2018

Było cudnie i kulturalnie na wieczorze koncertowym z Grupą Mocarta. Chłopaki grają pięknie, poważnie, ale dowcipnie, z wysublimowanym poczuciem humoru. Takie imprezy to ja lubię.

A tu my :)

Później impreza przeniosła się do domu Małgosi...

13:00, lala.lu
Link Komentarze (2) »

Podsumowania czytelnicze 2017

1. Wendy T. Behary "Rozbroić narcyza. Jak radzić sobie z osoba zapatrzoną w siebie"

2. Richard Louv "Ostatnie dziecko lasu. Jak uchronić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury"

3. Friz Leiber "Przygody Fafryda i Szarego Kocura. Zobaczyć Lankmar i umrzeć"

4. Adam Cedro "Ja, czyli kto? Co wiemy o sobie, a co nam się wydaje"

5. Piotr Żak "Rzecz o naszych matkach"

6. Carlos Luiz Zafon "Gra anioła"

7. ks. Aleksander Posacki "Egzorcyzmy. Opętanie. demony"

8. Kazuki Sakuraba "Czerwone dziewczyny"

9. Edmund de Waal "Biały szlak. Podróż przez świat porcelany"

10. Paula Hawkins "Zapisane w wodzie"

11. Adam Cedro (red.) "W związku z ciałem. Jak rozumieć własne ciało"

12. Sue Monk Kidd "Czarne skrzydła"

13. Peter Wohlleben "Duchowe życie zwierząt"

14. Carlos Luiz Zafón "Cień wiatru"

15. Terry Pratchett "Pomniejsze bóstwa"

16. Carlos Luiz Zafón "Więzień nieba"

17. Hanya Yanagihra "Ludzie na drzewach"

18. Terry Pratchett "Zbrojni"

19. Andrzej Fidyk, Aleksandra Szarłat "Świat Andrzeja Fidyka"

20. Wiesław Hefilk, Lucyna Natkaniec-Nowak "Gemmologia", wyd. Antykwa, 2011, s. 352

21. Irena V. Żaba i jerzy Żaba "Atlas naturalnych kamieni szlachetnych i ozdobnych", wyd. SBM, s. 192

22. Maria Florkowa "Tajemnice szlachetnych kamieni", Kastel, 1938.

23. Irena i Roman Gatys "Encyklopedia śląskiej porcelany", wyd. Antyczek, 2010, s. 326

24. Robert E. Rontgen "Deutsche Porzellanmarken von 1710 bis heute", Battenberg, 2007, s. 328

Pięć ostatnich książek zostało nie tylko przeczytanych, ale wręcz przestudiowanych i nieomal wkutych na pamięć. Nie zamieszczałam ich recenzji, bo to publikacje specjalistyczne, dla hobbystów:

 

                    

 

Miałam świadomość, jak mało czytam literatury pięknej. Ale co zrobić, gdy na karku rozwód, kupno domu, przeprowadzka, ogarnianie nowego ogrodu i życia.

niedziela, 31 grudnia 2017

Andrzej Fidyk, AleksandRa Szarłat ŚWIAT ANDRZEJA FIDYKA

Znak, Kraków 2017

Może to i wstyd, ale nie widziałam ani jednego filmu Andrzeja Fidyka. Nazwisko też mi się nie obiło o uszy. Książka wpadła mi w ręce przypadkiem - kupowałam w moje ulubionej Księgarni Autorskiej i kilka tytułów można było wybrać za złotówkę. Lubię reportaże, więc wybrałam.

To nie jest biografia reżysera, tylko opowieść o tym, jak robił filmy. No i z opisu wynika, że bardzo ciekawe i ponadczasowe te filmy: o propagandzie w Korei Północnej ("Defilada"), o Adis w małym afrykańskim państewku, gdzie dziewczyny pragną wyjść za króla "Taniec trzcin", o fenomenie indyjskiego kina - w Indiach powstaje ponad tysiąc filmów rocznie ("Kiniarze z Kalkuty"), o mafijnym drugim dnie karnawału w Rio ("Karnawał. Największe party świata") i kilku innych. Tematy świetne, pomysły przy realizacji jeszcze lepsze - zawsze z perspektywy tubylca. Nabrałam ogromnej ochoty na te filmy i mam postanowienie noworoczne, żeby je sobie obejrzeć.

Natomiast sama książka... gdyby wyciąć te laurki przeróżnych kolegów po fachu, krytyków, to byłoby z pewnością sympatyczniej. Opuściłabym też pouczające teoretyczne wstawki w nawiasach, zostawiając je dla studentów kierunków reżyserskich.   

 

111111

 

18:21, lala.lu
Link Komentarze (1) »
Tagi
zBLOGowani.pl