RSS
poniedziałek, 15 maja 2017

Carlos Ruiz Zafón - GRA ANIOŁA - Muza 2016

Proza hiszpańskiego pisarza podbija serca polskich czytelników i wcale mnie to nie dziwi. Powieść napisana z rozmachem. W nieźle skrojonej fabule znajdziemy mroczną tajemnicę starego domu, nieszczęśliwa miłość, splecione wątki kryminalny i demonologiczny, bohaterów artystycznych i wrażliwych...

Wszystko zanurzone w atmosferze lat XX ubiegłego wieku, gdy dżentelmeni palili cygara i byli wożeni do opery, gdy biedni chłopcy na posyłki sypiali w magazynach swoich pryncypałów, i wszyscy czytali gazety. To wszystko w Barcelonie.

Powiedziałabym, że jest to powieść o wodzeniu na pokuszenie..., o tym, że można ulec pokusie, nie zawsze mając tego świadomość... i o prawdziwym przerażeniu, gdy uwiedziony człowiek już się zorientuje.

W książce wiele wspaniałych cytatów. Może czymś poczęstuję:

"Zawiść jest religią przeciętniaków. Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, aż wreszcie przeżera duszę i pozwala usprawiedliwiać nikczemność i zazdrość do tego stopnia, iż zaczynają je uważać za cnoty, przekonani, że bramy raju staną otworem tylko przed takimi jak oni - kreatury, po których zostają jedynie żałosne próby pomniejszania zasług innych i wykluczenia albo, jeśli to możliwe zniszczenia tych, którzy samym swoim istnieniem i byciem tym, kim są, obrażają ubóstwo ich ducha, umysłu i charakteru. Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza" [s.21].

"Dlaczegóż to im mniej ma ktoś do powiedzenia, z tym większym nadęciem i bardziej zawile to mówi? (...) Ludzi chce tym oszukać czy samego siebie?" [s.260].

"Wystarczy przekonać nabożnisia, że jest bez winy, by ochoczo zaczął rzucać kamieniami i bombami. I w gruncie rzeczy nie trzeba go specjalnie podżegać, bo człowiek taki przekonuje sam siebie pod byle pretekstem" [s.341].

"Czas leczy wszystko, wszystko oprócz prawdy" [s.345].

Zapisz

niedziela, 14 maja 2017

To jest przecudna trasa wokół Książa.

Wychodzi się ze Świebodzic, idzie Książańskim Parkiem Krajobrazowym - piękną aleją lipową, dolinką różaneczników, koło stajni ogierów i przed Zamkiem Książ skręca się na niebieski szlak. Wkracza się wtedy w krainę dolin i wąwozów, którymi płynie rzeka Pełcznica. Widać je czasem z góry, a czasem szlak wiedzie ich dnem - pięknie i rozmaicie.

Widoki cudne. Zamek można oglądać z oddalenia i z każdej strony. Wreszcie, przecinając rzekę Pełcznicę, dociera się do Starego Książa.

Ruiny Starego Książa są... jakby sztuczne. Powstały w XVIII w. Wcześniej, w IX/X był tu faktycznie zamek warowny księcia Bolka I Surowego, który opuścił go w XIII wieku, przenosząc się do Lwówka Śląskiego. W XV wieku zamek zajęli husyci, a później był siedzibą rabusiów i został zniszczony. W XVIII wieku właściciele Zamku Książ - Hochbergowie wznieśli sobie romantyczną ruinkę. Zresztą, cała trasa nazywa się trasą Hochbergów.

Później szliśmy wzdłuż rzeki Pełcznicy.

Tak, stoję na pniu, 1 metr nad rwącą rzeczką, która jest płytka. Ale "Dirty dancing" mi się przypomniał :)

Przechodzimy koło starego Cisu Bolko - ma on z 600-800 lat i ponad 2,5 średnicy pnia.

Wreszcie dochodzimy do Zamku Książ. Nie zwiedzamy tym razem, bo znamy przecież na wylot.

Zaopatrzyliśmy się tylko w lody, żeby bez kwękania dojść do Świebodzic i auta. 11 km w sumie. Na małe nóżki dziesięciolatków w sam raz.

czwartek, 11 maja 2017

Elif Shafak - ARAF - Znak, 2017

Po "Uczniu architekta" z ciekawością sięgnęłam po kolejną książkę tureckiej pisarki Elif Shafak. Tym razem powieść osadzona jest we współczesności, konkretnie w Bostonie. Kilku trzech młodych chłopaków - Hiszpan, Marokańczyk i Turek - razem wynajmowało mieszkanie, przy okazji znali kilka dziewcząt, w tym bulimiczkę Meksykankę, lesbijke Amerykankę i Gail - o zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych, przeżywająca ataki paniki i epizody fobii społecznych.

Tak, to historia o ludziach, którzy przezywali poczucie wyobcowania na najróżniejsze sposoby: w obcym państwie, z obcym językiem, w którym nie potrafili wyrazić wszystkich swoich myśli, w towarzystwie obcych religii, innych zwyczajów żywieniowych... jak to się dziś mówi "multi kulti" albo totalny misz masz kulturowy.

Elif Sharak pokazała brak zakotwiczenia, odcięcie od korzeni, brak domu i przeróżne tego konsekwencje - zwłaszcza psychiczne. Zwłaszcza tożsamościowe.

Świat niby stał się globalna wioską: wszędzie mamy blisko i możemy się znaleźć w przeróżnych miejscach tego świata, ale to nie oznacza, że wszędzie mamy dom, że wszędzie jesteśmy u siebie. Przeciwnie. Wcale nie jesteśmy.

Książka pełna jest bardzo ciekawych i celnych obserwacji. Na przykład:

"Głównym wymogiem zamieszkania w obcym kraju jest udziwnienie czegoś najbardziej do tej pory własnego - swojego imienia" [s. 10] - to widzi Ömer Özsîpahîoglu, który musiał zostać po prostu Omarem. Kwestia nie leżała jednak tylko w pominięciu pisowni nieznanych znaków diakrytycznych, ale i w wymowie. Pisarka w innym miejscu tłumaczy kulturowe znaczenie imienia, mówiąc między innymi, że "zakochanie się jest przywłaszczeniem sobie imion ukochanej osoby", że "imiona są mostami do zamków naszego istnienia", że nie bez powodu "historia religii to wyliczanka czczonych imion"...

Znajdujemy tu też inne spostrzeżenia o utracie tożsamości: "Oto siedzi w otoczeniu setek oszałamiająco różnorodnych twarzy i ani jedna nie wygląda znajomo. Żadna z tych osób nie ma najmniejszego pojęcia, kim [on] jest. Nikt a nikt.Dla każdej z nich jest nikim, czysty i nieskazitelny - pozbawiony imienia, przeszłości, a tym samym także wad. A ponieważ był nikim, mógł zostać kimkolwiek" [s.100].

I jednocześnie utracie podmiotowości w oczach innych ludzi: "Będąc cudzoziemcem, nie można być już skromnym sobą. jesteś swoim narodem, swoim miejscem urodzenia. Jesteś wszystkim, tylko nie sobą" [s. 135].

Bohaterami powieści są dwudziestoparoletni ludzie, więc nie mogło tu zabraknąć wątków miłosnych i kwestii związków. Ömer wypowiada słowa, które mnie poruszyły:

"Nabrałem przekonania, że miłość przypomina trochę wiarę w cuda. Ona też opiera się na oczekiwaniach i wierzeniach. Liczymy na to, że istnieje jeszcze dla nas ratunek i że kiedyś ktoś szczególny przyniesie nam zbawienie. czy to nie tęsknota za cudem? Nawet jeśli się wie, że od tego świata nie należy oczekiwać zbyt wiele, coś w nas cały czas się opiera... nie porzuca nadziei... że osoba, która będziemy kochać, może pokochać nas" [s. 317].

Poruszyły mnie, bo są wbrew psychologiom o kochaniu samego siebie, wbrew lansowaniu idiotycznej idei singla. Bowiem człowiek do pełnego życia potrzebuje drugiego człowieka i miłości.

poniedziałek, 08 maja 2017

Po noszeniu ciężarów zrobiliśmy sobie spacer Szlakiem Walońskim i przyjemny postój nad Wodospadem Szklarki. Miało lać, a tu taka piękna pogoda. Szum wodospadu, herbatka z kardamonem i racuchy z jabłkami - dobrze mi...

Wodospad Szklarki jest kobietą.

Zapisz

No to pokażę wydobyte skarby :)

Z nieczynnej kopalni, umieszczonej na wysokości tysiąca m n.p.m ściągnęliśmy kwarce różowe, niektóre z wykształconymi kryształami, które wyglądają jak szczęki "Obcego decydującego o starcie" oraz kamienie ze złotym rzucikiem pirytów. Z pola ściągnęliśmy kwarce dymne z muskowitami wyglądającymi jak płatki srebra. A z innej kopalni, przyklejeni do pionowych ścian, wybieraliśmy bułki agatowe - czy faktycznie są tam agaty dowiemy się, gdy bułki zostaną rozcięte.

Oczywiście człowiek, będąc kobietą, lubi najbardziej kamienie w innych okolicznościach - na przykład w srebrze i na paluszku. No to zdobyłam rzadki turmalin - rzadki ze względu na kolor i kaboszonowy szlif.



Hihi - szczęki obcego. Niepodobne?

Skały z muskowitami :)

Będzie dekoracja nowego ogrodu :)

Skała z pirytami :)

Bułki agatowe.

Skała przerośnięta kwarcem.

Różowy turmalin na paluszku.

Zapisz

Zapisz

Tagi
zBLOGowani.pl